UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Wspomnienia powstańca warszawskiego (odc. 1)

 
Elbląg, Marek Szandorowski jako 14-letni powstaniec warszawski i obecnie
Marek Szandorowski jako 14-letni powstaniec warszawski i obecnie (fot. archiwum Muzuem Powstania Warszawskiego)

1 sierpnia mija 76. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Z tej okazji na portEl.pl rozpoczynamy cykl ze wspomnieniami 90-letniego dzisiaj Marka Szandorowskiego „Majstra”, walczącego w powstaniu w Szarych Szeregach. Rodzinną historię Szandorowskich przekazał nam syn pana Marka – Wiktor, znany ortopeda i specjalista traumatologii narządów ruchu, który współpracuje od lat z Aeroklubem Elbląskim.

Historię rodziny Szandorowskich poznajemy od 1919 roku, kiedy to Wiktor Szandorowski – ojciec pana Marka, wraca do Ojczyzny po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. W kolejnych odcinkach wspomnień dowiemy się o losach rodziny podczas Kampanii Wrześniowej 1939 roku, okupacji, walce w Powstaniu Warszawskim i niewoli, a także pierwszych latach powojennej Polski. Lektura rodzinnych wspomnień po raz kolejny udowadnia, jak pokrętne mogą być ludzkie losy i jak dzielnie można znosić takie przeciwności.

 

Ojciec wraca do Polski

Po przyjeździe do Polski Wiktor Szandorowski (ojciec pana Marka - red.) dostał z miejsca (styczeń 1919) zatrudnienie w polskim lotnictwie wojskowym jako dowódca Oficerskiej Szkoły Obserwatorów Lotniczych na lotnisku mokotowskim w Warszawie. Wkrótce, po rozwodzie Matki z jej pierwszym mężem, Wiktor poślubił Janinę (11.02.1919). Janina była katoliczką, a Wiktor prawosławnym. Nie przeszkodziło to, po staraniach w Watykanie, w zawarciu związku małżeńskiego w kościele katolickim.

Przybycie wojsk gen. Hallera z Francji praktycznie umożliwiło otwarcie szkoły obserwatorów (1.VIII.1919). Instruktorami byli oficerowie francuscy z francuskiej misji lotniczej. Po krótkim okresie działania szkoła ta została przeniesiona do Torunia dopiero co objętego przez władze polskie. Dowództwo Wojska Polskiego chciało dać szkole lepsze warunki pracy i sądziło, że w zabudowaniach na toruńskim lotnisku, gdzie mieściła się wcześniej niemiecka szkoła obserwatorów, znajdą się urządzenia i pomoce naukowe. Okazało się jednak, że odchodzący Niemcy ogołocili szkołę, pozostawiając jedynie puste budynki hangarów przeznaczonych dla sterowców i balonów, wywożąc wszystkie urządzenia. Trzeba było wszystko zaczynać od nowa. Wcześniej jednak wybuchła nowa wojna, tym razem bolszewicy zaatakowali wschodnią granicę Polski. Wiktor został skierowany (7.IV.1919) jako członek eskadry 8A wywiadowczej na front poleski. Eskadra rozlokowała się w Brześciu nad Bugiem, gdzie weszła w skład grupy gen. Listowskiego, operującej na Polesiu. Wiktor wykonał wiele lotów (ponad 100 godz.) nad terytorium zajętym przez nieprzyjaciela, wykonując zadania obserwatora lotniczego i równocześnie bombardiera. Skutecznie zbombardowano m.in. statek bolszewicki, „pancernik”, na rzece Pinie oraz stację kolejową Baranowicze. W niektórych modelach samolotów używanych w owym czasie w lotnictwie polskim bomby leżały u nóg obserwatora, który, w odpowiedniej chwili, wyrzucał je ręcznie za burtę samolotu. Ta pierwsza służba Wiktora na froncie wschodnim obejmowała okres do 15.VI.1919.


        

Wojna z Rosją Sowiecką

Niespodziewanie Wiktor został odwołany z frontu dla kontynuowania dowodzenia Oficerską Szkołą Obserwatorów Lotniczych (OSOL) w Toruniu. Cel tego odwołania mógł być podwójny, albo chodziło o oszczędzenie zdolnego i wyróżniającego się oficera, albo - wg pogłosek krążących w kręgach rodzinnych - dowództwo polskie w czasie wojny z bolszewikami nie dowierzało wierności i lojalności oficerów pochodzących z armii rosyjskiej, zatem wolało trzymać ich z dala od frontu wschodniego. Oficerowie ci byli w większości wyznania prawosławnego, mówili i pisali słabo po polsku, pomiędzy sobą porozumiewali się po rosyjsku. Mógł być też inny, bardziej prozaiczny powód przesunięcia Wiktora do Torunia, po prostu zużycie sprzętu eskadry wywiadowczej, w związku z czym odesłano ją na tyły frontu. W każdym razie Wiktor otrzymał nominację na stopień kapitana oraz zadanie kontynuowania dowodzenia szkołą obserwatorów w Toruniu.

Tymczasem na froncie wschodnim sytuacja zaczęła zbliżać się do punktu krytycznego, w tym również sytuacja eskadr frontowych stawała się coraz trudniejsza. Bolszewicy zbliżali się do Warszawy. Jak wiadomo z przekazów rodzinnych oraz z bezpośrednich rozmów z Ojcem, na jego wniosek, Inspektor Lotnictwa gen. Macewicz wyraził zgodę na sformowanie z kadry OSOL w Toruniu eskadry wywiadowczej, która przyjęła nazwę „Eskadry Toruńskiej”.

Eskadra posiadała kilka własnych, szkolnych samolotów oraz otrzymała dodatkowo parę samolotów z Poznania. Niespodziewanie odebrano Wiktorowi dowództwo nad „Eskadrą Toruńską”, które przejął kpt. Jan Rybka, przysłany z Warszawy. Podobno nominacja ta wywołała niezadowolenie wśród załóg, bowiem jako dowódcę widziano Wiktora lub jego współpracownika i zastępcę kpt. Karola Maliszewskiego. W sytuacji zbliżającego się frontu przetransportowano eskadrę toruńską transportem kolejowym (28.VII.1920) w pobliże linii frontu pod Zamość, gdzie rozpoczęła ona działalność wywiadowczo-obserwacyjną. Wraz z nieliczną załogą OSOL i kilkoma rozklekotanymi samolotami niezdolnymi do służby liniowej pozostawiono Wiktora w Toruniu.

Chcąc przyjść z pomocą słabemu lotnictwu 5. Armii, Wiktor przeprowadził kilka lotów rozpoznawczo-bombardujących na rzecz tej armii na wschód od Torunia, w rejonie Działdowa, a potem w pobliżu Warszawy. Kiedyś pojedynczym samolotem wraz z pilotem nadlecieli nad jakąś stację kolejową już niedaleko Warszawy (przypuszczalnie chodziło o Radzymin). Stacja była zatłoczona całkowicie piechotą bolszewicką, która otworzyła zmasowany ostrzał samolotu z karabinów. Było to widoczne jako fioletowe ogniki na całym zatłoczonym wrogimi żołnierzami terenie stacji kolejowej. Szczęśliwie samolot wrócił na własne lotnisko. Był podziurawiony jak sito, lecz bez strat w ludziach i uszkodzeń silnika. W czasie tego nalotu samolot skutecznie zbombardował żywą siłę nieprzyjaciela. Jak opowiadał mi Ojciec, miejsca uderzenia bomb widziane z samolotu były usłane ciałami leżących żołnierzy wroga, w postaci wachlarza w tym zabitych i rannych.

 

Opinie o oficerze

Wkrótce dochodzi do podpisania pokoju ryskiego pomiędzy Polską i Rosją Sowiecką. Zaczyna się okres pokojowej odbudowy Ojczyzny. Przychodzą na świat dzieci Wiktora, kolejno: Stanisław (21.03.1921), Elżbieta (15.11.1923) oraz Teresa (26.01.1926) i Marek (3.01.1930). Z tego i wcześniejszego okresu pochodzą bardzo pozytywne opinie zwierzchników Wiktora. Poniżej kilka przykładów zaczerpniętych z Listy Personalnej oraz Karty Ewidencyjnej por. Wiktora Szandorowskiego (pisownia oryginalna):

  Elbląg, 1919 r. - Wiktor Szandorowski (ojciec pana Marka) w Warszawie po wcieleniu do polskiego lotnictwa w stopniu porucznika, jako komendant OSOL.
1919 r. - Wiktor Szandorowski (ojciec pana Marka) w Warszawie po wcieleniu do polskiego lotnictwa w stopniu porucznika, jako komendant OSOL.

 

(1) Orzeczenie D-cy Pułku, płk. Ciesielskiego, datowane 14.X.1919

Nadzwyczaj zdolny, dzielny oficer z wyrobionym poczuciem karności i obowiązku. Posiada wysokie wykształcenie fachowo-lotnicze i ogromną wiedzę wojskową. Jako dowódca Of. Sz. Obserwatorów zorganizował ją własną zapobiegliwością nadzwyczaj starannie. W obejściu prywatnem skończony gentleman. Chluba korpusu oficerskiego lotniczego”

 

(2) Orzeczenie d-cy Dywizji ppłk. Listowskiego, datowane podobnie j.w.

Podzielam w zupełności zdanie powyższe, doskonały oficer, b. dobry kierownik Of. Szkoły Obserw. Lotn., dobry organizator, pełen taktu, energii, bardzo pracowity, przewidziany by został oficerem zawodowym”.

 

(3) Pismo Inspektora Wojsk Lotniczych, gen.por. Macewicza do Ministerstwa Spraw Wojskowych datowane 12 XII.1919 (tj. po odwołaniu Ojca z frontu poleskiego).

Uwzględniając to, że w Lotnictwie jest mało oficerów mogących zajmować wyższe stanowiska, na wniosek Kom. Weryfik. Inspektor Wojsk Lotniczych przedstawia między innymi, że w zupełności zasługują przy ostatecznym przyznaniu stopni na posunięcie o jeden stopień wyżej, por. SZANDOROWSKIEGO, przez co umożliwi się wymienionemu objęcie stanowiska na które bezwzględnie zasługuje.

Por. SZANDOROWSKI Wiktor z Arm. Rosyjskiej ma zasługi bojowe. Powołany na D-cę Szkoły Obserwatorów, zupełnie odpowiedział swemu zadaniu, jest on jej organizatorem, wybitnym pracownikiem, posiada silnie rozwiniety zmysł pedagogiczny i absolutnie nadaje się na tak odpowiedzialne stanowisko jak D-ca Szkoły Obserwatorów.”

 

(4) Wniosek o wysunięcie w starszeństwie. Pismo przewodniczącego Subk. Weryfikacyjnej dla ofic. Wojsk Lotn. ppułk. de Beaurain do Ministerstwa Spr. Wojskowych Dept. IV Żegl. Pow. datowane 14.XI.1921.

Kapitan Szandorowski Wiktor zorganizował Oficerska Szkołę Obserwatorów Lotniczych w Warszawie (obecnie Toruń) i prowadzi ją przez przeciąg niespełna 3 lat nawet w trudnych warunkach wobec braku nieraz najniezbędniejszego materiału technicznego, dając Lotnictwu Polskiemu cały szereg tak niezbędnych nowych sił. Uzupełnienie frontu obserwatorów i strzelców i w związku z tem podniesienie działalności frontowej Esk. Wywiadowczych oraz postawienie Oficerskiej Szkoły Obserwatorów Lotników na wysokości zadania jest wyłączną zasługą Kapitana Szandorowskiego.”

 

(5) Pismo do Min. Spraw Wojskowych. Dep. IV Żegl. Pow. Meldunek o Odejściu, z dn. 12 czerwca 1922 r.

Melduję, że kpt. Szandorowski Wiktor z O.S.O.L. w Toruniu, przydzielony tam rozkazem L.1905/22.D.P., ogłoszonym w Rozporządzeniu Zmian Nr.11, z dn.20.IV.22 r. do C.Z.L. w Warszawie, odszedł na nowe miejsce przydziału. W związku z powyższem, wobec wykazanej przez kpt. Szandorowskiego na stanowisku k-dta O.S.O.L. dużej inicjatywy, zdolności organizactorskich, sumiennej i gorliwej w trudnych warunkach pracy, proszę o wyrażenie wymienionemu pochwały.”

Ten ostatni meldunek, już po upływie prawie dwu lat od zakończenia wojny polsko-bolszewickiej, dotyczył odejścia Wiktora, już w stopniu majora, do Wojskowej Centrali Badań Lotniczych (WCBL) w Warszawie. Wiktor pracował tam 7 lat do 1929 r. Brak jest jakichkolwiek informacji na temat jego pracy w tym okresie. Może jest to rezultat tajności prowadzonych tam prac badawczych na rzecz Polskiego Lotnictwa Wojskowego. Niewątpliwie Wiktor mógł również pełnić rolę nadzoru technicznego z ramienia WCBL lub opiekuna prac konstrukcyjnych samolotów cywilnych, gdyż zachowało się jego zdjęcie pochodzące z r. 1929, wykonane w Krakowie na tle samolotu DKD-5, w towarzystwie jego konstruktorów, braci Działowskich (zdjęcie pochodzi ze Skrzydlatej Polski).

 

Przeprowadzka do Dęblina, pierwszy skok ze spadochronem

W 1929 r. Wiktor zostaje przeniesiony służbowo do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Dęblinie, gdzie obejmuje stanowisko dyrektora nauk w stopniu majora. Na skutek zatargu z gen. Ludomirem Rayskim na tle różnicy poglądów o roli ówczesnego lotnictwa wojskowego i metod szkolenia załóg, omijają go awanse. Dopiero w 1934 r. Wiktor awansuje do stopnia podpułkownika.

W trakcie pobytu w Dęblinie Wiktor kończy kurs pilotażu i odtąd pasjonuje go samodzielne pilotowanie samolotów wojskowych i cywilnych. Ma zresztą kilka innych zamiłowań m.in. filatelistyka, którą pasjonował się do końca życia, wędkarstwo oraz hodowla wielu odmian róż w ogrodzie otaczającym willę, w której mieszkał z rodziną w Dęblinie. W czasie pobytu w Dęblinie, z racji swoich obowiązków służbowych, dokonał tam pierwszego w tej szkole skoku ze spadochronem. Podobno moja Matka, któregoś dnia zaniepokojona spóźnieniem Ojca na obiad, zapytała jakiegoś oficera z sąsiedztwa czy nie wie, gdzie jest Wiktor. Zapytany wskazał wówczas białą czaszę spadochronu na niebie.

Wiktor przyjaźnił się z kpt. Żwirko i inż. Wigurą, znanymi polskimi lotnikami. Miał też częste kontakty z Januszem Meissnerem, służącym w Szkole Orląt, późniejszym autorem książek o tematyce lotniczej. Doszło między nimi do scysji, ponieważ Wiktor, jako zwierzchnik Meissnera, musiał wyrazić zgodę na jego planowane małżeństwo z jakąś panną z okolicy. Ponieważ nie odpowiadała ona wymogom jakie stawiano żonom oficerów, Wiktor takiej zgody nie wydał. Pomimo tego Meissner w ciepłych słowach wyraża się o nim w jednej ze swoich książek („Wiatr w Podeszwach”). Z tego okresu pochodzi kilka fotografii Wiktora w towarzystwie współpracowników komendy Centrum Wyszkolenia Lotnictwa (CWL) w Dęblinie.

 

Chciał odejść z wojska

W tym czasie (1932-1933) Wiktor bierze udział w przelocie kilku polskich samolotów wojskowych do Francji i Szwajcarii. Droga powrotna prowadzi nad Alpami, na znacznej wysokości. Na skutek oblodzenia samolotu omal nie dochodzi do wypadku. W czasie pobytu we Francji i w Szwajcarii Wiktor spotyka się ze swoimi ciotkami, siostrami matki z domu Della-Vos. Od jednej z ciotek mieszkającej we Francji otrzymał pamiątkę rodzinną rodziny Della-Vos, figurkę Matki Boskiej. Nie jest wykluczone, że figurka ta pochodzi z okresu choroby i śmierci dziadka Ojca, Wiktora Della-Vos, w Paryżu. Wiktor bierze także udział w przelocie grupy polskich samolotów wojskowych do krajów tzw. „Małej Ententy”, tj. Czechosłowacji, Rumunii i Jugosławii.

Ojciec nie był usatysfakcjonowany pracą w wojsku. Przez 12 kolejnych lat, od r. 1927 do 1935 składał podania o zwolnienie go z wojska, bezskutecznie. Miał propozycję pracy w Politechnice Warszawskiej. W 1935 r. Wiktor zostaje przeniesiony z Dęblińskiej Szkoły Orląt do Warszawy, gdzie obejmuje stanowisko w Głównym Inspektoracie Sił Zbrojnych (GISZ). Budynek GISZ, ozdobiony nieistniejącą dziś kolumnadą, obejmował miejsce Grobu Nieznanego Żołnierza.

Niestety nie ma żadnych danych archiwalnych, na podstawie których można by coś powiedzieć o rodzaju pracy Wiktora w GISZ. Wiadomo tylko z przekazów rodzinnych, że pełnił w tym czasie liczne funkcje społeczne. Był m.in. wiceprezesem Aeroklubu Warszawskiego, a także członkiem komitetu budowy Pomnika Lotnika w Warszawie oraz Kaplicy Lotników w Podkowie Leśnej k. Warszawy. W aktach erekcyjnych tych obiektów znajduje się jego nazwisko i podpis. Zachowało się jednak kilka fotografii z tego okresu, jak np. zdjęcie znalezione w gruzach zniszczonego w czasie Powstania domu przy ul. Wielkiej 11.

Krótko przed wojną pasierbica Wiktora – Krystyna - kończyła szkołę zawodowych fotografików. Często robiła zdjęcia członkom rodziny, w tym również swemu przyrodniemu ojcu. Zachowało się jedyne jego zdjęcie z profilu, wykonane przez Krystynę. Wiktor nie nosi tu munduru lecz cywilny garnitur.

Mieszkała wówczas w Warszawie kuzynka Wiktora, z zawodu rzeźbiarka, Olga Niewska. Pomiędzy nią i Wiktorem panowały bardzo ciepłe więzi rodzinne. Olga wykonała kiedyś rzeźbę jego popiersia w polskim mundurze z „gapą” lotniczą na piersi. Fotografia tej rzeźby zamieszczona jest w książce poświęconej Oldze (tytuł książki „Olga Niewska”); autor książki, Wojciech Przybyszewski; autor nie wiedząc kogo przedstawia rzeźba przypisał ją znanemu pilotowi tamtego okresu, Orlicz-Dreszerowi, i tak właśnie zatytułowana jest w jego książce fotografia rzeźby. Natomiast członkowie rodziny Wiktora natychmiast rozpoznali w rzeźbie jego podobiznę.

Olga Niewska zmarła w Warszawie w 1942 r., w czasie okupacji hitlerowskiej. Była znaną i cenioną rzeźbiarką okresu międzywojennego. Duża kolekcja jej rzeźb została wysłana bezpośrednio przed wybuchem wojny, na wystawę w Nowym Yorku. Rzeźby te nigdy nie powróciły do Polski. Podobno kilka z nich zdobi westybule jakichś hoteli nowojorskich. Latem 1938 r. Wiktor został przeniesiony służbowo do Torunia otrzymując zadanie zorganizowania obrony przeciwlotniczej obszaru Pomorza. Ciekawe szczegóły tego okresu pokazuje jego legitymacja służbowa (awers i rewers), podpisana przez gen. Wiktora Thommee.

 

Ostatnie chwile przed wojną

Wraz z Wiktorem zamieszkała w Toruniu jego córka Eliza, natomiast reszta rodziny planowała przenieść się za nim do Torunia w sierpniu 1939 r. Do tego jednak już nie doszło na skutek wybuchu wojny. Wiktor, z racji pełnionej w Toruniu funkcji, otrzymał wojskowy samochód służbowy, limuzynę Chevrolet oraz szofera w stopniu szeregowego, którego nazwisko brzmiało Jan Iwański. Wiktor mieszkał w Toruniu razem z Elizą w niewielkim mieszkaniu, w bloku przy ul Mickiewicza 7. W tym czasie udzielał indywidualnych lekcji pilotażu swojemu zwierzchnikowi, gen. Zającowi.

Jeszcze przed wyjazdem do Torunia, w maju 1939 r., przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży w Warszawie. Ojciec bywał częstym gościem w Warszawie przylatując tam pilotowanym przez siebie samolotem albo dojeżdżając służbową limuzyną. W lipcu lub na początku sierpnia 1939 r. Ojciec zaprosił żonę wraz ze mną do Torunia. Eliza i Teresa były wówczas na obozie harcerskim, a Stanisław nad Jeziorem Rożnowskim, gdzie po maturze brał udział w budowie tamy w ramach Hufców Pracy lub Przysposobienia Wojskowego.

Ojciec zabrał nas z Warszawy do Torunia, jadąc tam swoim służbowym autem. Pamiętam tę podróż bardzo dokładnie. Na terenie Pomorza mój podziw budziły pełne owoców jabłonie, którymi obsadzone były pobocza szutrowej drogi. W pewnej chwili poczułem silne pragnienie. Zatrzymaliśmy się przed jakąś karczmą. Ojciec wysiadł z auta bez czapki i poszedł kupić coś do picia. Za chwilę wrócił wyraźnie zmieszany. Okazało się, że w karczmie nikt nie mówił po polsku. Był to raczej pokaz antypolskich, pronazistowskich nastrojów niż faktyczna nieznajomość języka polskiego. Poszła tam moja Matka znająca język niemiecki i przyniosła jakiś napój.

Chcąc nam umilić czas pobytu w Toruniu, Ojciec zorganizował kilka turystycznych wycieczek w okolice Torunia, między innymi wynajął na okres jednego tygodnia pobyt dla Matki wraz ze mną w leśniczówce Leśna nad jeziorem Okonin, nieopodal Torunia. Któregoś dnia odwiedził nas tam przywożąc znajome mojej Matki, panie Pławskie, z których jedna była matką, a druga żoną komandora Eugeniusza Pławskiego, dowódcy okrętu ORP „Piorun”. Okręt ten wsławił się w 1940 r. nierówną, nocną potyczką artyleryjską z niemieckim pancernikiem „Bismarck”. Pozwoliło to marynarce brytyjskiej zlokalizować niemiecki okręt i go zatopić. Jeden z synów komandora Pławskiego starał się nielegalnie uciec z okupowanej Polski, kutrem rybackim przez Bałtyk do Szwecji. Niestety próba ta się nie udała, cała załoga kutra, w tym Pławski junior stracili życie po wykryciu kutra przez patrolowiec niemiecki. Po wojnie małżeństwo Pławskich osiedliło się w Vancouver w Kanadzie gdzie zmarli i zostali pochowani na katolickim cmentarzu „Gethesmani” przy drodze do White Rock. W czasie mego pobytu w Kanadzie odwiedziłem ich groby, a także widywałem się z ich dziećmi i wnukami mieszkającymi także w Vancouver. 

Panie Pławskie widoczne są z lewej strony na jednym ze zdjęć, gdzie Ojciec ubrany jest w cywilne, letnie ubranie. To letnie ubranie Ojca ma swoją dziwną genezę. Niespodziewanie, na wiosnę 1939 r. Ojciec wyjechał, cywilnymi liniami lotniczymi, na wyspę Rodos, pozostającą wówczas pod panowaniem włoskiego reżymu Mussoliniego. Była to podróż służbowa, a więc związana z dziedziną wojskowości, ale w pełni utajniona. Ojciec pojechał tam w tym cywilnym, letnim ubraniu. Nigdy słowem nie zdradził celu swojej podróży. Wrócił do Warszawy i do Torunia po dwu tygodniach przywożąc z Rodos kilka fotografii, które nie przetrwały wojny, oraz obrazek Matki Boskiej z Rodos, prezent dla swojej żony.

Jeszcze wówczas nikt nie zdawał sobie sprawy jakie brzemienne w skutki wydarzenia czekają nas wkrótce, i jak dalece każdy z członków rodziny będzie przez nie dotknięty. Kilka dni przed wybuchem wojny wyjechałem z Matką na wieś, do małego majątku należącego do jej brata Edwarda, we wsi Trąbki koło Garwolina, leżącej obok szosy lubelskiej...

 

Ciąg dalszy za tydzień 

wspomina Marek Szandorowski
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
  • Ogromny szacunek dla wszystkich POWSTANCÓW WARSZAWSKICH!!!!!
  • Powstańcom 1944r. , których tak niewielu zostało Cześć i Chwała!. Panie Marku dziękuję wraz z rodziną za tę niezwykłą historię!
  • Bardzo ciekawa historia. Niewiele jest tak dokładnych przekazów. Czekam na kolejny odcinek!
  • Niesamowita historia Ojca i Syna! dziękuję w imieniu swoim i dzieci.
  • Szacun dla powstańców. NIE DLA PO i ich kumania z ruskimi.
  • Wiele osób biorących udział w Powstaniu Warszawskim już w maju 1945 roku przyjechało na tereny zdobyte jak Elbląg aby tu znaleźć swoje miejsce na ziemi. Wielu było prawdziwymi pionierami tworząc w Elblągu struktury pierwszych urzędników w mieście.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    14
    1
    Na_ulicy_mówią(2020-08-01)
  • Bardzo ciekawa historia. Fajnie, że ktoś spisuje takie opowieści.
  • wszystko fajnie, tylko że dziś się pluje na powstańców i na groby pomordowanych i państwo polskie pozwala na to bo tak zwana demokracja dopuszcza takie działania bo to postęp i wolność poglądów i inne bzdury, postępowa międzynarodówka socjalistyczna i partia dwuliterowa co chwilę organizuje prowokację, a to towarzyszka postępowa socjalistyczna profesor piskliwa z partii 3 literowej w TV mówi oficjalnie że to byli faszysci i przed wojną już hajlowali brawo ! a marsz niepodległosci też faszysci, homoseksualizm jest fajny i trzeba ich czcić i głaskać bo to ludzie wyjątkowi, a w gdańsku pojawiały się plakaty - mam zdjęcie- jest w necie też, pier. .. ol polskość zostań europejczykiem, zrobimy wam drugi katyń - miejscie uboju faszystów, no i ABW o tym wie i Polycja i AW i SKW i niezależne demokratyczne sądy i fajnie i wszystkim się podoba, zaczyniacie jak 1772 a skończycie jak w 1939.. .wspomnicie moje słowa za pare lat. .. .
  • @0007 - Tym bardziej musimy strzec takich wartości jak honor, godność, tradycja, kultura, wiara i na tym fundamencie budować teraźniejszość i przyszłość. My Polacy mamy w sobie"gen"niepodległości i to jest wartość ponadczasowa. Cieszmy się, że nasze dzieci mogą żyć w wolnej i pięknej Ojczyźnie. Nie muszą ginąć w ogniu wojny. Nauka, wykształcenie i czynienie dobra to jest przyszłość. !!!
  • no i zapomniałem dodać że wiadomo że polacy uczą się od włochów tego faszyzmu i tak latają do tego rzymu na te pochody i do szkólek, nic innego nie robią tylko nauka w rzymie, faszyzm w sklepie, faszyzm na stacji benzynowej, faszyzm w kinie, faszyzm w piwnicy, faszyzm leci z kranu, opony w samochodach też faszystowskie, drzewa w polsce rosną faszystowskie, morze faszystowskie, buty mają faszystowskie, telewizorki, komputerki, telefony i odżywiają się też po faszystowsku, tak jest tak jest a kto mówi że nie, to też faszysta
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4
    7
    000007(2020-08-01)
  • wszystko cacy czcić honor godności itd tylko gdyby to był normalny kraj to w 72h resorty siłowe zrobiły by porządek z mącicielami z odpowiednich paragrafów przeciwko : mieniu- uporczywe nękanie, zmuszanie do określonego zachowania, wolności seksualnej i obyczajności- rozpowszechnianie pornografii, czci i nietykalności osobistej- zniesławienie, zniewaga, wymiarowi sprawiedliwości- tworzenie fałszywych dowodów, fałszywe oskarżenia, Przedstawienie fałszywej opinii lub tłumaczenia, porządkowi publicznemu- publiczne podżeganie, udział w zorganizowanym związku przestępczym, znieważanie grupy ludności, znieważenie miejsc pamięci, itd itd itd są paragrafy w tym kraju ale polska demokracja wymaga żeby było tak jak było bo zagranica skoczy że nie ma postępu demokracji i nie da dotacji itd no to jest jak jest a potem zdziwienie, brawo wy
  • Dla powstańców tak, ale nie dla Rząd na tzw. uchodźstwie, który wysłał ludzi na tą rzeż - 200 tyś. trupów. @ gen. Sikorski.
Reklama