Chuligani
Zatrzymano paru osobników, a wśród nich przewodniczącego kółka ochrony przyrody, który wycinał na drzewach serca przebite strzałą z napisem: „Ja kocham Joasię”, informował Głos Elbląga z 13 kwietnia 1957 r.
Szerzące się nagminnie chuligaństwo zmusiło władze do powołania specjalnych trójek społecznych, które miały wspólnie z milicją dbać o bezpieczeństwo i spokój mieszkańców.
Pierwsza taka trójka obchodząc o zmroku swój rejon nadepnęła na pewnego obywatela, który będąc w stanie lekkiego zamroczenia alkoholowego moczył sobie nogi w rynsztoku, wyśpiewując na głos brukowe piosenki. Po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że był to aktywny działacz związkowy, a nie żaden chuligan. Kiedy nazwano go tym ubliżającym mianem, żachnął się bowiem i zaczął grozić, że nie puści tej obelgi płazem.
W parku miejskim starzec w sile wieku okładał laską dębową swego rówieśnika, wykrzykując pod jego adresem wymyślne epitety. Zmuszony do przerwania tej męczącej czynności, wylegitymował się opinią przodującego pracownika zbiornicy odpadków. Nagabywany, czemuż to znęca się tak nad swoim bliźnim, oświadczył wykrętnie, że tenże bliźni bagatelizuje zbiórkę metali kolorowych i tym samym zasłużył sobie na odpowiednią karę.
Dalsza wędrówka przyniosła spodziewany połów. Zatrzymano paru osobników, a wśród nich przewodniczącego kółka ochrony przyrody, który wycinał na drzewach serca przebite strzałą z napisem: „Ja kocham Joasię”. Następnym delikwentem był przeciwnik elektryfikacji, zresztą szanowany fachowiec z branży cukierniczej. Tłukł on lampy uliczne kwitując każde trafienie potężnym rykiem triumfu. Natomiast kierownik pralni na sucho zabawiał się w stanie nietrzeźwym bardzo osobliwie: pukał do okien, a gdy ciekawi mieszkańcy wyglądali na ulicę, zarzucał im na szyję lasso.
Wszyscy zatrzymani oburzeni byli do głębi, że traktuje się ich w sposób tak pospolity i powołując się na swą nienaganną opinię żądali zadośćuczynienia. Kiedy maszerowali na posterunek milicji, po przeciwnej stronie ulicy przechodził akurat młody człowiek z książką pod pachą, ubrany w wąskie spodnie i bardzo kolorową, kraciastą koszulę.
Delikwenci zatrzymali się jak na komendę i oglądając się za przechodniem zawołali gromko:
- Chuligan!
Poczem wyraźnie usatysfakcjonowani, ruszyli w dalszą drogę, z oburzeniem komentując upadek obyczajów wśród młodzieży.
Pierwsza taka trójka obchodząc o zmroku swój rejon nadepnęła na pewnego obywatela, który będąc w stanie lekkiego zamroczenia alkoholowego moczył sobie nogi w rynsztoku, wyśpiewując na głos brukowe piosenki. Po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że był to aktywny działacz związkowy, a nie żaden chuligan. Kiedy nazwano go tym ubliżającym mianem, żachnął się bowiem i zaczął grozić, że nie puści tej obelgi płazem.
W parku miejskim starzec w sile wieku okładał laską dębową swego rówieśnika, wykrzykując pod jego adresem wymyślne epitety. Zmuszony do przerwania tej męczącej czynności, wylegitymował się opinią przodującego pracownika zbiornicy odpadków. Nagabywany, czemuż to znęca się tak nad swoim bliźnim, oświadczył wykrętnie, że tenże bliźni bagatelizuje zbiórkę metali kolorowych i tym samym zasłużył sobie na odpowiednią karę.
Dalsza wędrówka przyniosła spodziewany połów. Zatrzymano paru osobników, a wśród nich przewodniczącego kółka ochrony przyrody, który wycinał na drzewach serca przebite strzałą z napisem: „Ja kocham Joasię”. Następnym delikwentem był przeciwnik elektryfikacji, zresztą szanowany fachowiec z branży cukierniczej. Tłukł on lampy uliczne kwitując każde trafienie potężnym rykiem triumfu. Natomiast kierownik pralni na sucho zabawiał się w stanie nietrzeźwym bardzo osobliwie: pukał do okien, a gdy ciekawi mieszkańcy wyglądali na ulicę, zarzucał im na szyję lasso.
Wszyscy zatrzymani oburzeni byli do głębi, że traktuje się ich w sposób tak pospolity i powołując się na swą nienaganną opinię żądali zadośćuczynienia. Kiedy maszerowali na posterunek milicji, po przeciwnej stronie ulicy przechodził akurat młody człowiek z książką pod pachą, ubrany w wąskie spodnie i bardzo kolorową, kraciastą koszulę.
Delikwenci zatrzymali się jak na komendę i oglądając się za przechodniem zawołali gromko:
- Chuligan!
Poczem wyraźnie usatysfakcjonowani, ruszyli w dalszą drogę, z oburzeniem komentując upadek obyczajów wśród młodzieży.
oprac. Olaf B.