Ostatki w Elblągu
Wódka leje się strumieniami a milicja ma pełne ręce roboty, informował Elbląski Głos Wybrzeża z 7 marca 1957 r.
Koniec karnawału. Skończyły się więc atrakcyjne bale, zabawy, wieczorki. Wszystkie one miały szalone powodzenie, ale rekord pobiła ostatnia sobota. Nic dziwnego, ostatnia. W Elblągu zorganizowano w tym dniu 19 zabaw.
Każdy, kto tylko lubi przyjemnie się bawić nie spał tej nocy w domu. Wybór był duży, więc dlaczego by nie skorzystać z okazji, chociaż…
Chodzi właśnie o tą przyjemną zabawę. Jak też to wyglądało. Około godz. 3 w nocy komisja do walki ze spekulacją wraz z przedstawicielami MO wyruszyła na kontrolę. Skontrolowano 14 zabaw i co stwierdzono?
Na wszystkich zabawach sprzedawano po kryjomu wódkę, pomimo że nikt nie miał na to zezwolenia. Dziwne tylko, że niemal na każdej zabawie znajdowało się natychmiast wytłumaczenie. Dwie, trzy skrzynki wódki, czy też 6 i pół litra spirytusu, jakie znajdowano w bufecie, przeznaczone były dla organizatorów.
Czyżby naprawdę organizatorzy elbląskich zabaw mieli aż takie apetyty?
Tego nie wiemy, ale wiemy za to doskonale, że dążą oni wszyscy do uzyskania jak największego dochodu z zabawy nie licząc się ze skutkami, jaki mogą przynieść takie posunięcia.
A na skutki nie trzeba długo czekać.
Cztery samochody Pogotowia Milicyjnego pracują przez cały czas. W izbie zatrzymań przepełnienie, nie ma gdzie już sadzać awanturników.
Ale reszta bawi się.
W Elewatorach PZZ „wieczorek zamknięty” zorganizowany przez radę zakładową 30 uczestników. Pozwolenia na zabawę nikt nie otrzymał, tym bardziej na prowadzenie bufetu. A tymczasem… Pijani uczestnicy zabawy przechadzają się spokojnie po zakładach.
Na sygnał o kontroli wszyscy jak jeden mąż stają w obronie. Nie chcą dopuścić do sporządzenia protokołu. Dochodzi do bójki. Trzeba wezwać na pomoc grupę milicji i samochód, aby uspokoić pełnych temperamentu gości.
A skąd ten temperament?
Jest przecież wódka. Pomimo że sobota jest dniem zakazanym i napojów alkoholowych sprzedawać nie wolno, organizatorzy dostali je. Wzięli w komis ze sklepu PSS nr 20 – 5 litrów spirytusu i 4 litry gatunkowej. Na tyle osób wystarczy.
Podobnie „wesoło” było na „wieczorku zamkniętym” w GS Elbląg-Nowakowo przy ul. Grażyny 1. Wódka lała się strumieniem. Pozwolenie – skąd, ani na zabawę, ani na bufet. Goście chodzą beztrosko po terenie zakładu. „Bibka” jest na górze, naprzeciw biura, a na dole magazyny. Można bezpiecznie chodzić gdzie się tylko podoba. Któżby myślał o zabezpieczeniu chociażby magazynów.
„Wieczorków” takich było więcej. Wieczorków w cudzysłowie, ponieważ inaczej nie można ich nazwać. Nie pasuje przecież nazwa wieczorek do tych przykładów które przytoczyliśmy. Nie można w żadnym wypadku powiedzieć, że organizujemy wieczorek, jeśli z góry zakładamy, że będzie on trwał do rana, a na domiar złego sprzedajemy na nim wódką.
I to można nazwać wzmożoną akcją walki z chuligaństwem! Czy kierownictwo zakładu pracy, organizując podobne „wieczorki” nie wie, że na terenie zakładu pracy nie wolno pić wódki, bez względu na to, kiedy się to robi? Czy kierownictwo nie zastanawia się nad tym, jakie skutki może przynieść bezpańskie wałęsanie się ludzi często obcych po zakładzie, czy też pozostawienie na łasce losu magazynów jak to miało miejsce w GS?
A przecież można się bawić i bez wódki. Przykładem tego mogą być bardzo udane zabawy w Spółdzielni im. F. Dzierżyńskiego przy ul. Blacharskiej, w szkole TPD nr 1 przy ul. Pocztowej, w Stoczni Rzecznej przy ul. Dzierżyńskiego, w Powiatowym Zarządzie Łączności i innych.
Każdy, kto tylko lubi przyjemnie się bawić nie spał tej nocy w domu. Wybór był duży, więc dlaczego by nie skorzystać z okazji, chociaż…
Chodzi właśnie o tą przyjemną zabawę. Jak też to wyglądało. Około godz. 3 w nocy komisja do walki ze spekulacją wraz z przedstawicielami MO wyruszyła na kontrolę. Skontrolowano 14 zabaw i co stwierdzono?
Na wszystkich zabawach sprzedawano po kryjomu wódkę, pomimo że nikt nie miał na to zezwolenia. Dziwne tylko, że niemal na każdej zabawie znajdowało się natychmiast wytłumaczenie. Dwie, trzy skrzynki wódki, czy też 6 i pół litra spirytusu, jakie znajdowano w bufecie, przeznaczone były dla organizatorów.
Czyżby naprawdę organizatorzy elbląskich zabaw mieli aż takie apetyty?
Tego nie wiemy, ale wiemy za to doskonale, że dążą oni wszyscy do uzyskania jak największego dochodu z zabawy nie licząc się ze skutkami, jaki mogą przynieść takie posunięcia.
A na skutki nie trzeba długo czekać.
Cztery samochody Pogotowia Milicyjnego pracują przez cały czas. W izbie zatrzymań przepełnienie, nie ma gdzie już sadzać awanturników.
Ale reszta bawi się.
W Elewatorach PZZ „wieczorek zamknięty” zorganizowany przez radę zakładową 30 uczestników. Pozwolenia na zabawę nikt nie otrzymał, tym bardziej na prowadzenie bufetu. A tymczasem… Pijani uczestnicy zabawy przechadzają się spokojnie po zakładach.
Na sygnał o kontroli wszyscy jak jeden mąż stają w obronie. Nie chcą dopuścić do sporządzenia protokołu. Dochodzi do bójki. Trzeba wezwać na pomoc grupę milicji i samochód, aby uspokoić pełnych temperamentu gości.
A skąd ten temperament?
Jest przecież wódka. Pomimo że sobota jest dniem zakazanym i napojów alkoholowych sprzedawać nie wolno, organizatorzy dostali je. Wzięli w komis ze sklepu PSS nr 20 – 5 litrów spirytusu i 4 litry gatunkowej. Na tyle osób wystarczy.
Podobnie „wesoło” było na „wieczorku zamkniętym” w GS Elbląg-Nowakowo przy ul. Grażyny 1. Wódka lała się strumieniem. Pozwolenie – skąd, ani na zabawę, ani na bufet. Goście chodzą beztrosko po terenie zakładu. „Bibka” jest na górze, naprzeciw biura, a na dole magazyny. Można bezpiecznie chodzić gdzie się tylko podoba. Któżby myślał o zabezpieczeniu chociażby magazynów.
„Wieczorków” takich było więcej. Wieczorków w cudzysłowie, ponieważ inaczej nie można ich nazwać. Nie pasuje przecież nazwa wieczorek do tych przykładów które przytoczyliśmy. Nie można w żadnym wypadku powiedzieć, że organizujemy wieczorek, jeśli z góry zakładamy, że będzie on trwał do rana, a na domiar złego sprzedajemy na nim wódką.
I to można nazwać wzmożoną akcją walki z chuligaństwem! Czy kierownictwo zakładu pracy, organizując podobne „wieczorki” nie wie, że na terenie zakładu pracy nie wolno pić wódki, bez względu na to, kiedy się to robi? Czy kierownictwo nie zastanawia się nad tym, jakie skutki może przynieść bezpańskie wałęsanie się ludzi często obcych po zakładzie, czy też pozostawienie na łasce losu magazynów jak to miało miejsce w GS?
A przecież można się bawić i bez wódki. Przykładem tego mogą być bardzo udane zabawy w Spółdzielni im. F. Dzierżyńskiego przy ul. Blacharskiej, w szkole TPD nr 1 przy ul. Pocztowej, w Stoczni Rzecznej przy ul. Dzierżyńskiego, w Powiatowym Zarządzie Łączności i innych.
oprac. Olaf B.