UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

„Dawno, dawno temu, poszliśmy do kina...” („Gwiezdne wojny” w Elblągu, część 1)

4 maja przypada święto wszystkich miłośników filmów rozgrywających się „Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce”. Dzień Gwiezdnych Wojen to doskonała okazja, by spotkać się z członkami grupy Yavin, czyli konstruktorów modeli ukazujących uniwersum George'a Lucasa, do której należą także elblążanie. Zobacz zdjęcia Michała Skroboszewskiego i fotografie z konwentów z archiwum ekipy Yavin.

Luke nigdy nie będzie farmerem”

Gdy odwiedzamy Adama Kuleszę w jego mieszkaniu (z jego bratem Markiem i Bernardem Szukielem udało nam się porozmawiać przez telefon), nie sposób nie zauważyć wszędobylskich modeli, rekwizytów, gadżetów i plakatów związanych z „Gwiezdnymi wojnami”. W tle naszej rozmowy pobrzmiewają znajome sercu każdego fana nuty, czyli ścieżka dźwiękowa z „Imperium kontratakuje”. Na półkach leżą gwiezdnowojenne książki, w znacznej mierze te, które pokazują fotografie statków, pojazdów czy strojów ukazanych w „Star Wars”. Wielu z nich nie wydano nigdy w języku polskim. Z pewnością są przydatne przy konstruowaniu kolejnych niesamowitych modeli...

- Nie ma czegoś takiego, że dostajemy w tych książkach przekroje statków, zgodne z parametrami – zastrzega od razu Adam Kulesza. - Ale fani są dociekliwi – uśmiecha się. Ta dociekliwość popłaca, bo z modelami, które stworzyła ekipa z Yavin (Yavin to planeta i jej księżyce ukazane w "Gwiezdnych wojnach"), Adam Kulesza, jego brat Marek wraz z żoną Katarzyną Anuszewicz-Kuleszą, Bernard Szukiel i Rafał Kula zwiedzili kawał świata i mieli okazję poznać nie tylko innych fanów, ale też osoby bezpośrednio związane z produkcją „Gwiezdnych wojen”. W tym 43 aktorów...

- Wśród nich nawet Davida Prowse'a, pierwszego odtwórcę Dartha Vadera – mówi Adam Kulesza. - Nie kogoś, kto podkładał głos czy grał Vadera później, ale właśnie pierwszego odtwórcę roli mrocznego lorda.

No dobrze, ale jak to się wszystko zaczęło? Było to dawno, dawno temu, w nieodległym Adamowie (nie Adamowo PGR, tylko wieś – zaznacza Adam Kulesza), a w Polsce do kin wszedł pierwszy film z uniwersum „Gwiezdnych wojen”.

- Mieliśmy być farmerami, jak Luke Skywalker – śmieje się modelarz. - Nie udało się, jak Luke'owi. Już w dzieciństwie mieliśmy z bratem pociąg do rysowania, malowania... Chcieliśmy iść do liceum plastycznego, ale nie udało się, rodzice wybrali coś innego, czyli szkołę rolniczą... Wtedy na horyzoncie pojawiło się „Star Wars”, najpierw była zajawka w magazynie kulturalnym Pegaz, bardzo ciekawa... U nas film obejrzeć mogliśmy w 79' roku, dwa lata po premierze w Stanach. To były inne czasy, a w kinie było może pięć premier na rok. Jeden z naszych kolegów widział film przed nami i... nawet nie umiał nam przekazać tego, co wtedy zobaczył. Pamiętam, jak pracowaliśmy z bratem w polu, woziliśmy słomę, były żniwa... Ojciec mówił, że w żadnym wypadku nie pojedziemy do kina. A my wybraliśmy się do Elbląga na seans o 20. Nie było autobusu, więc z kina wracaliśmy „z buta” starą siódemką... Pamiętam ten powrót: gwiazdy na niebie i rozmowy z bratem o tym, co przeżyliśmy. Zaczęło się odkopywanie zdjęć, fotosów, choćby szczątek informacji i... zaczęliśmy rysować (w tym momencie Adam Kulesza pokazuje piękny, wierny rysunek Luke'a Skywalkera siedzącego w kabinie myśliwca Rebelii, chwilę potem wizerunek mistrza Yody – zaczerpnięty już z trylogii prequeli).

- A tu jest moja praca z 2009 roku – mówi Adam Kulesza. - To Bespin, miasto w chmurach. Akwarela, malowałem ją miesiąc czasu – pokazuje swój obraz. To jego ulubione miejsce przedstawione w „Gwiezdnych wojnach”. - Gdyby to był prawdziwy świat, to chciałbym tam żyć. Kocham wschody i zachody słońca, tam czułbym się najlepiej. Dla mnie nie ma nic lepszego jeśli chodzi o przedstawione tam światy.

 

"Moc jest silna w twojej rodzinie"

  Elbląg, Adam Kulesza.
Adam Kulesza. Fot. Michał Skroboszewski

Marek Kulesza może z kolei pochwalić się przygotowaniem plakatu do „Imperium kontratakuje”.

- Marek narysował plakat, zawiesił w kinie i... pojechał do wojska – wspomina jego brat. - Załapaliśmy się nawet do wydanej przez Światowid książki, w której jesteśmy z Markiem na premierze „Ataku klonów” - pokazuje publikację elblążanin.

- Jak to się zaczęło? - powtarza pytanie Marek Kulesza. - Dawno, dawno temu, poszliśmy do kina. Nawet nie pamiętam dobrze tego pierwszego seansu, raczej trzeci i czwarty... To był szok. Byliśmy wtedy młodymi ludźmi, w kinie zobaczyliśmy zupełnie inny świat... Na początku, żeby z seansu filmowego zostało jak najwięcej, musieliśmy albo coś narysować, albo skleić, wyciąć... Potem zaczęły się pojawiać coraz lepsze modele. Później zaczęliśmy je pokazywać, najpierw lokalnie, potem w kraju, a potem w Europie... Z czasem zaczęliśmy coraz lepiej pojmować ten film, jego estetykę, jak poszczególne elementy są zrealizowane... Kiedyś wydawało nam się, że nasze prace to coś przeciętnego, normalnego, dopóki nie zobaczyli ich inni. Uświadomiliśmy sobie, że możemy te rzeczy eksponować. Nieważne, czy jesteśmy na wschodzie czy zachodzie Europy: ludzie reagują jednakowo. Uśmiechem. Radością. To największa zapłata za naszą pracę. Ludzie mogą zobaczyć ten świat inaczej niż w kinie, od innej strony, bo te nasze modele są na wyciągnięcie ręki. Na dobrą sprawę wiele zaczęło się dla mnie od poznania mojej żony, wtedy wszystko zaczęło się inaczej toczyć. To Kasia zachęciła nas, żeby pokazać te prace innym. Wygląda to tak, że gdy ja sklejam modele, ona je maluje. To ona je wykańcza, nadaje im duszę. Dopóki są niepomalowane, są zbieraniną wszystkiego, od śrubki, kawałka nakrętki, po maszynki do golenia. To ten ostateczny szlif robi wrażenie całości: kosmicznej, niezwykłej maszyny, na którą można patrzeć z zachwytem.

- Pamiętam, gdy po raz pierwszy zobaczyłem „Gwiezdne wojny” i pierwszy raz zobaczyłem taki świat... - mówi Bernard Szukiel. - Świat, w którym wszystko jest wymyślone w taki niezwykły sposób, ze statkami kosmicznymi, które uwielbiam do tej pory... Później chodziłem do kina za każdym razem, gdy powtarzali filmy w Warszawie – mówi ostrołęczanin. - Byłem na pierwszym seansie „Imperium kontratakuje” w kinie Moskwa, a „Powrót Jedi” oglądałem na kasecie VHS... Kupowałem plakaty, rysowałem statki... Zakochałem się w tej scenografii i w tych pojazdach – mówi. - Nadal lubię na nie patrzeć. Po prostu kosmos – podkreśla.

Wspomnień i refleksji tego rodzaju jest znacznie więcej, choćby o skrzyniach z modelami, które utknęły w windzie przed jedną z wystaw czy o znikających identyfikatorach ekipy Yavin, które fani „pożyczali” sobie podczas konwentów, o fotkach z cosplayerami... Jednak po kolei.

 

Chewie, jesteśmy w domu”

- „Gwiezdne wojny” i nasza modelarska pasja to też wzbogacenie nas samych – mówi Marek Kulesza. - Poznaliśmy ludzi, którzy te filmy robili. Scenarzystów, aktorów, modelarzy... To fantastyczni i bardzo przystępni, normalni ludzie. Nie gwiazdorzą. Dają nam inspirację i zachętę, żebyśmy robili jeszcze ciekawsze, jeszcze lepsze rzeczy... Sam nigdy nie będę się uważał za kogoś, kto takie modele tworzy najlepiej. Ja cały czas się uczę. To jest ciągle droga do przejścia. Nie wiem, co nas czeka, ale przyszłość zapowiada się ciekawe – mówi z przekonaniem elblążanin.

- Poznaliśmy aktorów, modelarzy, fanów... - wspomina Bernard Szukiel. - Na Pyrkonie ktoś podchodzi do nas i mówi, że weźmie materac i będzie tutaj spał, tak mu się podobają te nasze prace... W galerii handlowej podchodzi starsza pani i mówi, że nie ma pojęcia, co to w ogóle jest, ale jej się podoba. To ogromna frajda dawać innym radość, niekoniecznie fanom – podkreśla modelarz.

- Byliśmy na różnych imprezach, zjeździliśmy Europę wzdłuż i wszerz, byliśmy też na wschodzie i zabraliśmy ze sobą ekipę z Niemiec na ukraiński Comic Con – mówi Adam Kulesza. - To nie jest takie proste, że ktoś rzuci hasło, pakujemy się i jedziemy, to był wyjazd za strefę Schengen, każda skrzynia oznaczona, kontrola graniczna... Kaśka, żona Marka, bała się, że nie wrócimy stamtąd z tymi modelami. A to ostatecznie okazało się niesamowitym doświadczeniem. Wszystko odbywało się w starej farbiarni. Kiedy wszystko rozstawiliśmy, włączyliśmy oświetlenie, wyglądało świetnie. Tam była niesamowita atmosfera. Przejazd choćby na konwent do Francji też nie jest łatwą rzeczą. Na to trzeba kupę kasy. Na Pyrkon do Poznania zaproponowano nam jazdę pociągiem z modelami... Przesiadka grozi jednak zniszczeniem naszej pracy. Dwumetrowego Sokoła Millenium przenosić z pociągu do pociągu? Gdy jechaliśmy tam drugi raz, a oni wiedzieli, z jakimi modelami mają do czynienia, sytuacja była już inna, dostaliśmy na ekspozycję elegancką przestrzeń w samym środku imprezy. Byliśmy też z naszymi pracami choćby w Zamku Książ - opowiada elblążanin. Co więcej, w miarę kolejnych wydarzeń prace modelarzy zyskują na znaczeniu. - Nasze modele są „obsmarowane” autografami aktorów... (czasem podpisywać próbują je także fani, albo po prostu próbują ich dotknąć, „pomacać”, przesunąć – a to nie jest wskazane przy setkach ludzi, którzy przewijają się przez wystawy i konwenty...).

 

"Ach, mój drogi przyjacielu. Tęskniłem"

Członkowie Yavin wielu spośród aktorów obdarowali, jako wyraz uznania dla ich udziału w „Star Wars”, specjalnie przygotowanymi skrzynkami z szampanem. Każda skrzynka miała też podobiznę danego aktora wykonaną na szkle...

Tych spotkań na przestrzeni lat było sporo. Adamowi Kuleszy najbardziej zapadła w pamięć rozmowa z Jeremym Bullochem, który jako pierwszy wcielił się w słynnego łowcę nagród, Boba Fetta.

- Niestety już zmarł... To był gość. Pamiętam też spotkania z Garrickiem Hagonem, który wcielał się w rolę Biggsa, czyli kolegi Luke'a Skywalkera.

- Spotkania z Hagonem były piękne – uzupełnia Marek Kulesza. - Spotkaliśmy się z nim kilka razy i czujemy się ze sobą jak starzy znajomi... To naprawdę fajna sprawa. Podobnie jeśli chodzi o nasze rozmowy z Jeremym Bullochem... Nie spotkałem się, żeby któraś ze spotkanych przez nas gwiazd „Star Wars” miała tzw. „focha”. To nie ich bajka – mówi.

- Mieliśmy szczęście spotkać ludzi, którzy stworzyli legendy – mówi Adam Kulesza. - Gdy byliśmy w Dortmundzie, było ok. 120 gwiazd. Tam widzieliśmy aktorów z „Madalorianina”, a jeszcze nie wiedzieliśmy, że oni wystąpią w serialu. Gdy zobaczyliśmy serial, szczęki nam opadły – śmieje się. - Świetne były też spotkania z Femi Taylor, aktorką, która grała niewolnicę w pałacu Jabby – dodaje. - Podczas jednego z wydarzeń siedziała na krześle i wyraźnie było jej zimno. Dałem jej więc wtedy naszą szatę Jedi, żeby się przykryła. Generalnie była w szoku spotykając raz mnie, raz Marka, bo nie wiedziała, że jesteśmy bliźniakami – śmieje się. - Mieliśmy okazję w czasie tych spotkań poznać jej osobistą historię.

Adam Kulesza opowiedział nam też o spotkaniu ze Spencerem Wildingiem, Vaderem z „Łotra 1”.

- Wzięliśmy do niego przygotowaną przez nas skrzynkę z szampanem, Marek przybił mu piątkę tak mocno, że ten aż powiedział „wow”. Następnego dnia zrobiłem to samo. Jak poczuł to uderzenie, to tylko spytał „Poland?” - śmieje się elblążanin. - Pewnie po tych spotkaniach z nami musiała go boleć ręka. Niedawno spotkaliśmy też „nową” Leię, Ingvild Deilę z Norwegii, która grała księżniczkę w "Łotrze 1". Podarowaliśmy jej miniaturowego mistrza Yodę. To bardzo drobna dziewczyna. Jak mnie uściskała, to myślałem, że dech stracę – uśmiecha się modelarz. - Spotkaliśmy też wtedy Matthew Wooda, czyli generała Greviousa. Mieliśmy wtedy kaca moralnego, bo pozwoliliśmy mu uciec po tym, jak oglądał nasze modele, zajęci spotkaniem z kimś innym. Potem przyszliśmy do niego skruszeni, podpisał nam modele, przyjął pamiątkę od nas. Później w Brukseli dojrzał nas z daleka i krzyczał „Hello, Bernard, Marek, Adam!”

 

Ciąg dalszy naszych rozmów z członkami grupy Yavin opublikujemy 4 maja wieczorem, w Dzień Gwiezdnych Wojen. O grupie Yavin dowiemy się więcej na jej stronie i na Facebooku.

Archiwa Jedi przekopywał Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama