Gdy czytałem dostawałem gorączki

Jest twórcą wszechstronnym. Wśród jego dzieł znajdziemy i wiersze, i dramaty, i powieści, i opowiadania. Jest także krytykiem literackim. Jego pisarska droga rozpoczęła się dawno temu, kiedy to napisał recenzję opowieści wojennej, opublikowaną w „Twórczości”. Wczoraj (26 października) zagościł w murach Biblioteki Elbląskiej, by podzielić się z czytelnikami tym, jak rodzi się jego twórczość. Paweł Huelle.
Okazuje się, że debiut dla każdego autora to nie lada przeżycie i ogromna radość.
- Jest nawet taka anegdota, której autorem jest Marcel Proust – mówi Paweł Huelle. – Pewnego razu Proust napisał recenzję pewnej wystawy malarskiej i wiedział, że ukaże się ona następnego dnia w jednym z najważniejszych dzienników paryskich. W anegdocie tej Proust opisuje dalej, jak na drugi dzień przechodząc obok kiosku, sprawdził, czy ta gazeta jest i czy jest w niej umieszczone jego nazwisko – dodaje. - Po upewnieniu się kupił gazetę, następnie wszedł do najbliższej kafeterii, otworzył gazetę, zamówił kawę i czytał z zapartym tchem swój tekst. Potem nie wytrzymał, po przeczytaniu artykułu poszedł jeszcze raz do kiosku, kupił drugą gazetę, by zwyczajnie położyć ją w domu na stoliku, żeby jego matka mogła zobaczyć widniejący w niej artykuł. Potem kupił trzecią gazetę… Takie są właśnie radości debiutanta, ja osobiście nie kupiłem wtedy „Twórczości”, bo to było dość drogie, no ale to był mój debiut jako krytyka literackiego, jako pisarza.
Mimo, że pisarz jadąc do Biblioteki Elbląskiej stał w ogromnych korkach i wtargnął na salę trochę zziajany, podczas spotkania ze swoimi czytelnikami nie tracił humoru i przeplatał opowieść o swojej twórczości kolejnymi anegdotami i dowcipami. Spotkanie z autorem było splotem wspomnień z jego życia i próbą podsumowania jego artystycznego dorobku. Paweł Huelle na co dzień związany jest z Gdańskiem, gdzie mieszka i tworzy. Znanemu literatowi popularność przynosiła debiutancka powieść „Weiser Dawidek”. Powieść ta podbiła serca nie tylko zwykłych odbiorców, lecz także ludzi związanych na co dzień ze światem kina. W roku 2000 powieść doczekała się ekranizacji, a główne role w filmie odtwarzały takie sławne postacie jak Marek Kondrat, Krystyna Janda czy Zbigniew Zamachowski.
Spotkanie z Pawłem Huelle to niezwykła podróż dotykająca twórczości innych wielkich twórców. Autor w sposób zupełnie zamierzony w wielu swoich dziełach nawiązuje do wielkich postaci literatury, zarówno tych fikcyjnych jak i do znanych literatów.
Niezwykłą powieścią napisaną ręką Huellego jest książka pt. „Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala”, za którą autor został laureatem Paszportu Polityki.
- Opowiem państwu, jak ta książka powstała, mimo, że pisarze to łgarze, i nie zawsze mówią prawdę, ale ja opowiem, jak było – śmieje się literat. - Kiedyś redaktor naczelny „Znaku” poprosił mnie, żebym napisał coś do jego gazety. Po ponad roku naczelny dzwoni do mnie i pyta, czy już coś dla niego mam – dodaje. – A ja byłem wtedy dopiero w jednej czwartej książki, ona i tak jest dosyć krótka, liczyła bowiem 83 strony maszynopisu. Po napisaniu książki wysłałem Jerzemu książkę pocztą elektroniczną. Jednak zaskoczyło mnie jego milczenie. Telefon milczał. W końcu po tygodniu dzwonię do niego. A on mi na to krótko: „I ty te bździny nazywasz książką?” – śmieje się Huelle. – Ja mu na to: „A w ogóle ją czytałeś?”. „No nie” – odpowiada – „Takie krótkie, to wydawało mi się niepoważne.” Po przeczytaniu książki dzwoni do mnie i mówi: „Oj żebyś tak jeszcze coś dopisał…”
Książka „Mercedes Benz” jest swego rodzaju wyznaniem miłosnym pisarza do drugiego pisarza. A nawiązuje ona do wybitnej postaci Bohumila Hrabala, czeskiego pisarza, uważanego za znaczącego twórcę światowej literatury XX wieku. Huellego postać i twórczość Hrabala zafascynowała.
- Ja Hrabalowi zawdzięczam najprzyjemniejsze chwile stanu wojennego – mówi. - Był on pisarzem ważnym dla mojego pokolenia, dla mojej grupy przyjaciół. Ta książka to list miłosny. Przypomnę, że pierwsze zdanie napisałem w niej po czesku. Pisarz do pisarza ma prawo napisać list miłosny – dodaje. - Książkę pisałem już po śmierci Hrabala. Jest ona wyznaniem miłosnym, hołdem dla niego. Zawsze sobie zadajemy pytanie, kiedy się jakaś epoka kończy, a kiedy się jakaś zaczyna? Śmierć Hrabala, samobójcza zresztą, zakończyła pewien etap w moim życiu, w życiu moich przyjaciół. Żałuję, że otrzymał Nagrody Nobla, na którą bez wątpienia zasługuje.
Utwory Huellego mało mają do czynienia z psychologią, a są dobrze opowiedzianymi historiami, głownie z tego względu, że to właśnie opowieść jest najważniejsza.
- Trudno być sędzią we własnej sprawie – mówi autor. – Nie ma w moich książkach rzeczywiście tego, co niektórzy lubią w prozie czyli dłuższych analiz duchowo-psychologicznych, ale nie jest też oczywiście tak, że moi bohaterowie są pozbawieni warstwy psychologicznej. To nie jest chyba najważniejsze. Lubię, jak pisali dziewiętnastowieczni pisarze i uczę się na opowiadaniach rosyjskich noblistów – dodaje. - U mnie podobnie jak u Pabla, u którego wystarczą trzy kreski, nie trzeba czegoś długo opisywać, żeby coś dobrze opowiedzieć.
Autor powrócił właśnie z Anglii. Jego dzieło „Opowieści chłodnego morza” zostały przetłumaczone na język angielski i doczekały się już kilku recenzji. Angielscy recenzenci podkreślają, że wszyscy mężczyźni w tej książce są w wieku średnim i mają poważne problemy psychologiczne. Huelle podczas spotkania poświęcił kilka słów tłumaczce książki, Antonii Lloyd-Jones, która lata temu zakochując się w młodym Polaku, nauczyła się naszego języka. Mimo, iż z miłości nic nie pozostało, Lloyd-Jones stała się tłumaczką wybitnych polskich twórców. Tłumaczka przyjaźni się z Huelle od lat, a przekładając jego książki, bardzo skrupulatnie robi notatki i zadaje autorowi około 50 pytań.
„Castorp” jest kolejną powieścią autora, która narodziła się z miłości. Nie tyle do twórcy, ile od jednej z jego książek. Hans Castorp, bohater „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna według informacji zamieszczonej w powieści był onegdaj studentem Politechniki Gdańskiej. Ten fakt stał się dla Huellego inspiracją do kolejnej powieści.
- „Czarodziejską Górę” dostałem od swojej mamy. Miałem wtedy 15 lub 16 lat – wspomina twórca. - W tym wieku ciągle chorowałem, dniami i nocami leżałem w łóżku. W związku z tym mama podsuwała mi ciągle nowe książki. I „Czarodziejska Góra” okazała się lekturą hipnotyczną! – dodaje. - Oczywiście nie rozumiałem w niej wszystkiego, ponieważ byłem za młody. Umykało mi wiele kwestii filozoficznych, ale cała reszta była fantastyczna! Po jej przeczytaniu dostałem jeszcze większej gorączki niż przy anginie. Ta książka we mnie gdzieś została. To tak, jak z pierwszą miłością. Kocham tę książkę. To najpiękniejsza książka Manna.
Książka stała się dla Huellego swego rodzaju obsesją. Prześladowała go przez lata. Do tego stopnia, że gdy bywał w okolicach Politechniki Gdańskiej, wyobrażał sobie, jak Castorp przemierza gdańskie ulice, by dostać się na uczelnię. Po latach obsesja zaowocowała książką.
Zachęcamy do sięgnięcia po książkę tego wybitnego polskiego pisarza.
- Jest nawet taka anegdota, której autorem jest Marcel Proust – mówi Paweł Huelle. – Pewnego razu Proust napisał recenzję pewnej wystawy malarskiej i wiedział, że ukaże się ona następnego dnia w jednym z najważniejszych dzienników paryskich. W anegdocie tej Proust opisuje dalej, jak na drugi dzień przechodząc obok kiosku, sprawdził, czy ta gazeta jest i czy jest w niej umieszczone jego nazwisko – dodaje. - Po upewnieniu się kupił gazetę, następnie wszedł do najbliższej kafeterii, otworzył gazetę, zamówił kawę i czytał z zapartym tchem swój tekst. Potem nie wytrzymał, po przeczytaniu artykułu poszedł jeszcze raz do kiosku, kupił drugą gazetę, by zwyczajnie położyć ją w domu na stoliku, żeby jego matka mogła zobaczyć widniejący w niej artykuł. Potem kupił trzecią gazetę… Takie są właśnie radości debiutanta, ja osobiście nie kupiłem wtedy „Twórczości”, bo to było dość drogie, no ale to był mój debiut jako krytyka literackiego, jako pisarza.
Mimo, że pisarz jadąc do Biblioteki Elbląskiej stał w ogromnych korkach i wtargnął na salę trochę zziajany, podczas spotkania ze swoimi czytelnikami nie tracił humoru i przeplatał opowieść o swojej twórczości kolejnymi anegdotami i dowcipami. Spotkanie z autorem było splotem wspomnień z jego życia i próbą podsumowania jego artystycznego dorobku. Paweł Huelle na co dzień związany jest z Gdańskiem, gdzie mieszka i tworzy. Znanemu literatowi popularność przynosiła debiutancka powieść „Weiser Dawidek”. Powieść ta podbiła serca nie tylko zwykłych odbiorców, lecz także ludzi związanych na co dzień ze światem kina. W roku 2000 powieść doczekała się ekranizacji, a główne role w filmie odtwarzały takie sławne postacie jak Marek Kondrat, Krystyna Janda czy Zbigniew Zamachowski.
Spotkanie z Pawłem Huelle to niezwykła podróż dotykająca twórczości innych wielkich twórców. Autor w sposób zupełnie zamierzony w wielu swoich dziełach nawiązuje do wielkich postaci literatury, zarówno tych fikcyjnych jak i do znanych literatów.
Niezwykłą powieścią napisaną ręką Huellego jest książka pt. „Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala”, za którą autor został laureatem Paszportu Polityki.
- Opowiem państwu, jak ta książka powstała, mimo, że pisarze to łgarze, i nie zawsze mówią prawdę, ale ja opowiem, jak było – śmieje się literat. - Kiedyś redaktor naczelny „Znaku” poprosił mnie, żebym napisał coś do jego gazety. Po ponad roku naczelny dzwoni do mnie i pyta, czy już coś dla niego mam – dodaje. – A ja byłem wtedy dopiero w jednej czwartej książki, ona i tak jest dosyć krótka, liczyła bowiem 83 strony maszynopisu. Po napisaniu książki wysłałem Jerzemu książkę pocztą elektroniczną. Jednak zaskoczyło mnie jego milczenie. Telefon milczał. W końcu po tygodniu dzwonię do niego. A on mi na to krótko: „I ty te bździny nazywasz książką?” – śmieje się Huelle. – Ja mu na to: „A w ogóle ją czytałeś?”. „No nie” – odpowiada – „Takie krótkie, to wydawało mi się niepoważne.” Po przeczytaniu książki dzwoni do mnie i mówi: „Oj żebyś tak jeszcze coś dopisał…”
Książka „Mercedes Benz” jest swego rodzaju wyznaniem miłosnym pisarza do drugiego pisarza. A nawiązuje ona do wybitnej postaci Bohumila Hrabala, czeskiego pisarza, uważanego za znaczącego twórcę światowej literatury XX wieku. Huellego postać i twórczość Hrabala zafascynowała.
- Ja Hrabalowi zawdzięczam najprzyjemniejsze chwile stanu wojennego – mówi. - Był on pisarzem ważnym dla mojego pokolenia, dla mojej grupy przyjaciół. Ta książka to list miłosny. Przypomnę, że pierwsze zdanie napisałem w niej po czesku. Pisarz do pisarza ma prawo napisać list miłosny – dodaje. - Książkę pisałem już po śmierci Hrabala. Jest ona wyznaniem miłosnym, hołdem dla niego. Zawsze sobie zadajemy pytanie, kiedy się jakaś epoka kończy, a kiedy się jakaś zaczyna? Śmierć Hrabala, samobójcza zresztą, zakończyła pewien etap w moim życiu, w życiu moich przyjaciół. Żałuję, że otrzymał Nagrody Nobla, na którą bez wątpienia zasługuje.
Utwory Huellego mało mają do czynienia z psychologią, a są dobrze opowiedzianymi historiami, głownie z tego względu, że to właśnie opowieść jest najważniejsza.
- Trudno być sędzią we własnej sprawie – mówi autor. – Nie ma w moich książkach rzeczywiście tego, co niektórzy lubią w prozie czyli dłuższych analiz duchowo-psychologicznych, ale nie jest też oczywiście tak, że moi bohaterowie są pozbawieni warstwy psychologicznej. To nie jest chyba najważniejsze. Lubię, jak pisali dziewiętnastowieczni pisarze i uczę się na opowiadaniach rosyjskich noblistów – dodaje. - U mnie podobnie jak u Pabla, u którego wystarczą trzy kreski, nie trzeba czegoś długo opisywać, żeby coś dobrze opowiedzieć.
Autor powrócił właśnie z Anglii. Jego dzieło „Opowieści chłodnego morza” zostały przetłumaczone na język angielski i doczekały się już kilku recenzji. Angielscy recenzenci podkreślają, że wszyscy mężczyźni w tej książce są w wieku średnim i mają poważne problemy psychologiczne. Huelle podczas spotkania poświęcił kilka słów tłumaczce książki, Antonii Lloyd-Jones, która lata temu zakochując się w młodym Polaku, nauczyła się naszego języka. Mimo, iż z miłości nic nie pozostało, Lloyd-Jones stała się tłumaczką wybitnych polskich twórców. Tłumaczka przyjaźni się z Huelle od lat, a przekładając jego książki, bardzo skrupulatnie robi notatki i zadaje autorowi około 50 pytań.
„Castorp” jest kolejną powieścią autora, która narodziła się z miłości. Nie tyle do twórcy, ile od jednej z jego książek. Hans Castorp, bohater „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna według informacji zamieszczonej w powieści był onegdaj studentem Politechniki Gdańskiej. Ten fakt stał się dla Huellego inspiracją do kolejnej powieści.
- „Czarodziejską Górę” dostałem od swojej mamy. Miałem wtedy 15 lub 16 lat – wspomina twórca. - W tym wieku ciągle chorowałem, dniami i nocami leżałem w łóżku. W związku z tym mama podsuwała mi ciągle nowe książki. I „Czarodziejska Góra” okazała się lekturą hipnotyczną! – dodaje. - Oczywiście nie rozumiałem w niej wszystkiego, ponieważ byłem za młody. Umykało mi wiele kwestii filozoficznych, ale cała reszta była fantastyczna! Po jej przeczytaniu dostałem jeszcze większej gorączki niż przy anginie. Ta książka we mnie gdzieś została. To tak, jak z pierwszą miłością. Kocham tę książkę. To najpiękniejsza książka Manna.
Książka stała się dla Huellego swego rodzaju obsesją. Prześladowała go przez lata. Do tego stopnia, że gdy bywał w okolicach Politechniki Gdańskiej, wyobrażał sobie, jak Castorp przemierza gdańskie ulice, by dostać się na uczelnię. Po latach obsesja zaowocowała książką.
Zachęcamy do sięgnięcia po książkę tego wybitnego polskiego pisarza.
dk