UWAGA!

„Marzenia są od tego, żeby je spełniać“

 Elbląg, Ola Synowiec i Arkadiusz Winiatorski fot arch. prywatne
Ola Synowiec i Arkadiusz Winiatorski fot arch. prywatne

Po zakończonych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro (2016 r.) Arkadiusz Winiatorski zaczął „łapać okazję“ i autostopem zwiedzał Amerykę Południową. W Panamie stwierdził, że jednak autostop to za szybko i do Kanady poszedł pieszo. Po drodze spotkał miłość swojego życia - Olę Synowiec. O tej podróży podróżnicy opowiadali w czwartek (2 czerwca) w Bibliotece Elbląskiej w ramach cyklu „CzytElnia“.

Sierpień 2016 r. W Rio de Janeiro kończą się igrzyska olimpijskie, na których jako wolontariusz pracował Arkadiusz Winiatorski. Po zakończonych igrzyskach nie wrócił do Polski. Postanowił zwiedzić Amerykę... autostopem. Najpierw pojechał na południe Ushuai - to argentyńskie miasto jest uważanie za miasto usytuowane najbardziej na południe świecie. Tam zrobił zwrot o 180 stopni pojechał do Panamy...

I tu zaczyna się nasza opowieść... - Mogą się Państwo zastanawiać, co motywuje człowieka, żeby zamienić autostop na wędrówkę pieszą. Dla mnie w tej podróży najważniejsi byli ludzie. Autostop jest świetną metodą do poznawania drugiego człowieka. Każdy z Państwa, kto kiedyś łapał okazję, wie, że samochód zmienia się w „zminiaturyzowany konfesjonał“, w którym można usłyszeć wiele historii. Ale wciąż wydawało mi się, że podróżuję odrobinę zbyt szybko - opowiadał Arkadiusz Winiatorski na czwartkowym (2 czerwca) spotkaniu autorskim w Bibliotece Elbląskiej. - Miałem wrażenie, że zbyt wielu ludzi mijam na poboczach. Dlatego postanowiłem zwolnić do 5 km/h i wtedy będę poznawał więcej ludzi.

Za 80 dolarów kupił wózek dziecięcy do joggingu. - Sprzedawca powiedział, że nie dojdę z nim nawet do Kostaryki. Tak bardzo wierzył w produkt, który sprzedawał - opowiadał podróżnik, na który spakował swój dobytek. I poboczem, po drodze zdobywając najwyższe szczyty krajów Ameryki Środkowej podążył na północ. - Zatrzymał mnie patrol gwatemalskiej policji. Ogólnie kontakty z policją miały charakter przyjazny, częstowali mnie, oferowali pomoc. Ci do swoich obowiązków podeszli rygorystycznie. Zapytali mnie dokąd idę. Odpowiedziałem, że do Kanady. Na co oni: Ale w Panamie nie ma takiego miasta - opowiadał Arkadiusz Winiatorski. - Potem musiałem się tłumaczyć dlaczego mój wózek ma panamską tablicę rejestracyjną (znalazłem na poboczu i przyczepiłem dla zabawy), a ja nie mam żadnych dokumentów rejestracyjnych pojazdu.

Dwie godziny w elbląskiej bibliotece minęły na słuchaniu opowieści z kolejnych kilometrów. W Meksyku doszło do sytuacji, która o 180 stopni zmieniła życie podróżników.

  Elbląg, Ola Synowiec i Arkadiusz Winiatorski opowiadali o swojej podróży
Ola Synowiec i Arkadiusz Winiatorski opowiadali o swojej podróży (fot. Mikołaj Sobczak)

 

Meksykańska mafia

- Kiedy Arek zaczynał swoją podróż nie miał pojęcia o moim istnieniu. Ja do Meksyku pojechałam na miesiąc, zostałam na dziewięć lat. Byłam dziennikarką - mówiła Ola Synowiec. - Arek chciał kontynuować swoją podróż, tak jak sobie to wymarzył. A ja stwierdziłam, że marzenia są od tego, żeby je spełniać, nawet jeżeli to nie są moje marzenia. I poszliśmy razem. Przez świat i przez życie.

- Odezwał się do mnie nasz wspólny znajomy, który napisał, że jak jestem w Meksyku to muszę poznać Olę, i że nic lepszego w Meksyku mnie nie spotka - wspominał podróżnik. - Początkowo nie chciałem tam iść, bo miejscowość była mi nie po drodze. Potem stwierdziłem, że wejdę na trzy dni, odpocznę i pójdę dalej. Zamiast trzech dni, zostałem trzy miesiące i dalej poszliśmy już razem.

Szli spotykając różnych ludzi: migrantów, którzy tą samą drogą podążali do raju - czyli do Stanów Zjednoczonych Ameryki Płn, księży, którzy pomagali migrantom „nie umrzeć“ po drodze, zwyczajnych mieszkańców Meksyku, a także członków mafii. - Przez północny Meksyk poruszaliśmy się autostradą. Jedyne miejsce, gdzie mogliśmy znaleźć cień, to były wiadukty. Od pewnego momentu zauważyliśmy, że na tych wiaduktach jacyś mężczyźni czegoś wypatrują. Jednego z nich zapytałem, po co mu krótkofalówka. Na co on odpowiedział: żeby się łączyć z mafią. I opowiedział nam o mafii w Meksyku - mówił Arkadiusz Winiatorski.

- Trafiliśmy też do kaplicy, która przez wyznawców uważana jest za katolicką. Watykan, gdyby miał mieć jakieś zdanie, to pewnie miałby zupełnie odwrotne. Jest to kaplica Jezusa Malverde uważanego za świętego przemytników narkotyków. Oni też wierzą. Może nie wypada modlić się do Matki Bożej z Guadelupe o powodzenie swoich niecnych interesów. Mają więc swojego lokalnego ziomka. Co ciekawe, ta kaplica znajduje się dokładnie naprzeciwko siedziby władz stanowych stanu Sinaloa. Kiedy jakiś lokalny boss narkotykowy chce się pomodlić, to odcina się dojazd, żeby mu nikt w modlitwie nie przeszkadzał. Tym samym odcina się też dojazd do siedziby władz stanowych, co pokazuje hierarchię władzy w tym stanie - dodała Ola Synowiec.

 

Kraj drive - thru

Dotarli do Stanów Zjednoczonych, gdzie docenili uroki infrastruktury drogowej, mogąc iść po chodniku. Trafili m. in. do miejscowości, która swoim znakiem wyróżniającym uczyniła karczocha. Jest tam największy na świecie pomnik tego warzywa, wybiera się n. in. miss karczocha. Taki tytuł ma w swojej kolekcji m. in. Marylin Monroe.

Ale USA, zdaniem podróżników, to nie jest kraj dla pieszych ludzi. - Mieliśmy wrażenie, że wszystko w tym kraju da się zrobić nie wychodząc z samochodu. Praktycznie całe Stany są drive - thru. Drive - thru jest apteka, bank, w którym bez wychodzenia z samochodu można wykonać każdą operację, bary ze striptizem, w Las Vegas można wziąć ślub nie wychodząc z samochodu i... rozwód, zszokowały nas... zakłady pogrzebowe drive - thru, gdzie ostatnie pożegnanie odbywa się przez szybę, albo dwie szyby - opisywała podróżniczka. - Na podobnych zasadach jak kina samochodowe, w niektórych miejscach działają też kościoły samochodowe. Nabożeństw słucha się przez radio w samochodzie, na wyjeździe dostaje się samoobsługowy zestaw do komunii świętej, a na tacę zbiera się z krążącego po parkingu meleksa.

Ostatnie dni pieszej wędrówki podróżnicy spędzili w Kanadzie. W Vancouver zakończyli pieszy etap swojej wędrówki. Arek „w nogach“ miał prawie 12 tys. km, Ola - ponad 7 tys. km. To nie był jednak koniec podróży - autostopem pojechali na koło podbiegunowe. - Dlatego, że zbliżała się kanadyjska zima. W Vancouver byliśmy pod koniec sierpnia. Stamtąd na koło podbiegunowe w jedną stronę jest 3 tys. kilometrów, więc przed nastaniem zimy nie osiągnęlibyśmy celu. A wędrówka piesza w trakcie kanadyjskiej zimy w naszym wykonaniu, z tym sprzętem, z naszym doświadczeniem byłaby widowiskową formą popełnienia samobójstwa - mówił Arkadiusz Winiatorski.

Na koło podbiegunowe podróżnicy dotarli, wrócili do Vancouver i potem do Polski, gdzie dotarli 8 marca 2020 r. Za chwilę miała rozpocząć się pandemia koronawirusa. W Kanadzie został trzeci uczestnik wyprawy - wózek dziecięcy, na którym podróżnicy przewozili swój dobytek - Nazwałem go Bob, od liter na ramie. Zżyliśmy się z nim, on był jak ósmy pasażer Nostromo, kiedy wózek spadał z krawężnika, czułem niemal fizyczny ból. Chcieliśmy go przesłać do Polski, ale koszty byłyby zbyt duże. Wózek został w Kanadzie u naszych znajomych. Jeżeli ktoś z Państwa chciałby odprowadzić wózek z powrotem do Panamy, to on czeka w Kanadzie - mówił podróżnik.

Więcej o wyprawie można przeczytać w ich książce "Na poboczu Ameryk". Długodystansowe spacery wciągnęły Arka i Olę - Droga po hiszpańsku oznacza narkotyk i coś w tym jest - zwraca uwagę Arkadiusz Winiatorski.

30 maja rozpoczęli oni pieszą wędrówkę z Gdańska dookoła Polski. Można ją śledzić w mediach społecznościowych pod profilem Stones on Tour.

 

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym cyklu "CzytElnia"

SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama