[ X ]
Nie ma wolnej prasy bez finansowego wsparcia reklamodawców. Wszystko co publikujemy poniżej dostajesz w zamian za oglądanie banerów.To chyba nie jest wygórowana cena? Może wyłącz więc AdBlocka?

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Nieoszlifowany diament

Elbląg, Nieoszlifowany diament
fot. dk

Dłużyna – mała wioska kilkanaście kilometrów od Elbląga. Miejscowość, jakich wiele, leżąca pośród pól, cicha i urokliwa. Urokliwa tym bardziej, że w jednym z jej domostw mieszka samorodny talent. Zobacz zdjęcia.

Mówi, że to, co robi, to nic wielkiego, a wieści o jego talencie to tylko pogłoski. Przemawia przez niego skromność, bowiem ściany jego pokoju zdobią piękne obrazy jego autorstwa, na półkach stoją własnoręcznie wykonane modele aut, a na suficie wisi samodzielnie skonstruowany statek. Największą ozdobą jest miś panda, stojący przed domem państwa Sosińskich. W okolicy cieszy się on już sporą sławą. Przejeżdżający turyści często zatrzymują się, by zrobić sobie fotkę z tym przyjaźnie wyglądającym zwierzęciem. Ściany skromnego domu Sosińskich również pomalował nasz talent.
       Paweł Sosiński, bo o nim mowa, 38-latek, pędzi w Dłużynie niezbyt ciekawe życie. Mimo, że chęci do pracy mu nie brakuje, jest bezrobotny. Wcześniej pracował w zakładzie stolarskim w swojej miejscowości, potem jako budowlaniec. Nigdy nie palił się do nauki, więc nie ukończył nawet zawodówki.
       – Obecnie szukam pracy, jednak bez większych rezultatów. Jak nie ma się znajomości, to z pracą jest kiepsko – wzdycha. – Teraz tworzę po prostu z nudów, bo co mam robić? Rysuję, maluję, lepię, modeluję w papierze, także fotografuję. To nic wielkiego – mówi skromnie.
       W Pawle od małego drzemały niesamowite zdolności. Był wszechstronny, pięknie rysował, malował, rzeźbił, wykonywał makiety samochodów ze zwykłego kartonu, potrafił stworzyć coś z niczego. Tworzył w ukryciu, nikt jednak nie zdołał go zachęcić, by wykorzystał drzemiący w nim potencjał.
       Skromny artysta mieszka dziś z rodzicami, a by uczynić swój dzień użytecznym, chwyta za ołówek lub farby i szkicuje lub maluje. Jednak głównie wtedy, gdy przychodzi natchnienie – nieodzowne zjawisko w przypadku artysty.
       – Czasami coś zobaczę w gazecie lub w telewizji i przerabiam sobie w głowie po swojemu, by zupełnie tego nie skopiować – wyznaje. – Raz jest to jakiś widok, który mnie urzeknie, albo zwierzę czy czyjaś podobizna. Mam wtedy swoją wizję i po prostu to tworzę po swojemu. Często daje mi to satysfakcję – dodaje. – Zdarza się, że rozdaję swoje rysunki znajomym i tak sobie wtedy myślę, że gdy ktoś powiesi sobie mój obraz i nie zostaje on w szufladzie, to jest to dla mnie prawdziwa satysfakcja.
       A szkiców Paweł Sosiński ma całe mnóstwo. Są wśród nich portrety znanych ludzi, krajobrazy, zwierzęta, które tak bardzo lubi. Aż trudno uwierzyć, że gdzieś w ukryciu mieszka nieoszlifowany diament, bo chyba można tak powiedzieć o tym skromnym artyście, o którym mało kto słyszał.
       Maskotką państwa Sosińskich jest wspomniany miś panda, wykonany przez Pawła z cementu. Podobną pandę, jednak o znacznie mniejszych gabarytach, artysta podarował w styczniu na licytację z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wylicytowano ją za 150 zł.
       – Już w podstawówce dostrzegliśmy zdolności syna – mówi mama Pawła Sosińskiego. – Pamiętam, jak zrobił koleżance pięknego psa z plasteliny. Nakłanialiśmy go, żeby kształcił się w tym kierunku, ale uparł się, nie chciał. On po prostu nie lubi, jak się mu coś nakazuje, jak się nim kieruje – dodaje.
       Minęły lata, a Paweł tworzy nadal. Na razie w ukryciu, gromadząc swoje prace w szufladzie i wieszając je na ścianach swojego pokoju. Jestem ciekawa, czy talent Pawła zamknie się w jego skromnych czterech ścianach, czy może znajdzie się ktoś, kto oszlifuje ten skromny diament.
      
      
dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama