Patrzę na twarz Rosjanina i go rozumiem

Skąd wiadomo, że ktoś jest szamanem? To nie jest zawód. Oni mówią o tym inaczej - żeby być duchownym prawosławnym czy katolickim, zapisujesz się do seminarium, jesteś tam przez 6 lat, namaszczają Cię, jesteś księdzem. Jest coś takiego jak powołanie, ale jak nie ma to co? Może się udać? Oczywiście, że może. Z szamanem się tak nie da – o tym, jacy są współcześni mieszkańcy byłego ZSRR opowiadał Jacek Hugo-Bader podczas wczorajszego (15 listopada) spotkania w Elblągu.
Jak sam mówił, podróże do Rosji i zajmowanie się tą tematyką zawdzięcza przypadkowej rozmowie na korytarzu.
- Zacząłem pracę w Gazecie Wyborczej i wtedy powstało coś takiego, co nazywało się Magazyn, a obecnie jest to Duży Format. Pierwszym szefem tego magazynu został Romek Kurkiewicz, który przyjmował mnie wcześniej do gazety – mówił reportażysta. – Na wiosnę 1993 roku, po tym jak wyszło już kilka numerów tego pisma, Romek Kurkiewicz spotyka mnie na korytarzu, gdzie załatwiało się mnóstwo spraw i załatwia do tej pory i mówi: „O Jacek, świetnie, że Cię widzę, a może byś napisał tekst o kałasznikowie?”. Ale nie o człowieku, a o kałasznikowie jako broni, bo on nie miał pojęcia, że ten człowiek żyje, nikt tego nie wiedział. Zapisałem się do tego tematu, pojechałem do Radomia, bo tam produkuje się polskie kałasznikowy. Ja się na coś takiego zgodziłem, bo wydawało mi się to fajnym pomysłem. Później dowiedziałem się, że Kałasznikow żyje, spotykam Romka Kurkiewicza i mówię „Ty wiesz, że ten Kałasznikow żyje?”, a on na to „Niemożliwe! Ale to świetnie, jedź do niego”, „Ale on nie w Radomiu żyje, a na Uralu, w Rosji” „To co za problem, jedź do niego”.
Jak mówił Hugo- Bader problemem początkowo był język, gdyż nie znał go w takim stopniu, aby móc swobodnie rozmawiać. Przy pierwszej rozmowie, właśnie z Kałasznikowem, pomogła mu koleżanka, która przetłumaczyła mu jego pytania, a on zapisał je fonetycznie i wyruszył na spotkanie. Jak się z czasem okazało przy późniejszych podróżach, rosyjski, który „odkładał się gdzieś z tyłu głowy” przez te wiele lat nauki, uruchomił się.
– Łatwiej Rosję ogarnąć sercem niż głową. Nawet sami Rosjanie mają takie powiedzenie, że rozumem Rosji nie pojmiesz, trzeba emocjami, sercem. Ja się Rosji nauczyłem. Do każdej podróży lubię się perfekcyjnie przygotować, spotkać się z kim się tylko da, przeczytać jak najwięcej po to, żeby na dany temat wiedzieć jak najwięcej – wyjaśniał Hugo- Bader. – Teraz, gdy jadę do Rosji nie muszę uczyć się o kraju, o ludziach czy historii tylko o samym temacie. Patrzę Rosjaninowi w twarz i go rozumiem, wiem co chce mi powiedzieć, nawet jeżeli mówi niezdarnie, rozumiem tzw. kod kulturowy.
Autor, który Rosję przemierzył na różne sposoby- rowerem, kajakiem, samochodem czy ruskim łazikiem- spotykał tam ludzi niezwykłych, o czym opowiadał z ogromną pasją.
– Jedną z najbardziej niesamowitych historii jakie usłyszałem i jedną z najbardziej niezwykłych osób, które spotkałem na Kołymie była córka Nikołaja Jeżowa. Córka Jeżowa na Kołymie? A niby z jakiej racji? Przecież to Jeżow tam wszystkich wysyłał, a okazuje się, że ona sama tam pojechała – snuł swoją opowieść Hugo- Bader. – Kiedy usłyszałem, że ktoś taki jest na Kołymie to powiedziałem sobie, że choćby zakopali ją pod ziemią to ją wydobędę. Nie ruszę się z miejsca, póki jej nie znajdę. Przeszedłem całe miasteczko Oła, wszedłem już do ostatniego bloku, do ostatniej klatki. Już chciałem się poddać, pomyślałem, że to ostatnia klatka, do której wchodzę. Ale była, na przedostatnim piętrze.
Jednymi z ulubionych tematów Hugo- Badera są te, których on sam nie pojmuje. Tak było na przykład z historią Ediij Dory, wielkiej jakuckiej szamanki.
– Wybitny reżyser teatralny, minister kultury Jakucji, Borisow, robił taki film o młodości Czyngis Hana, a przy produkcji zatrudnił Ediij Dorę, bardzo silną szamankę jakucką. Do czego? Jako specjalistę od pogody. Ale nie po to, żeby ją przewidziała, ale żeby ją gwarantowała. Mówię do niego, że to jakiś żart. A on, bardzo poważny, wykształcony człowiek, który skończył dwa moskiewskie uniwersytety, mówi do mnie, całkowicie poważnie „Ona załatwia nam pogodę” – opowiadał Hugo- Bader. – Kiedyś reżyser powiedział, że pojedziemy w pewne miejsce, a ona mówi „Nie, nie, jutro nigdzie nie pojedziecie”, „Dlaczego?”, „Bo ta rzeczka stoi”, „Ediij daj spokój, ona jest szerokości tej maszyny do pisania, też mi rzeczka”, a ona na to „Jak chcesz, ja bym radziła dzisiaj przejechać”. Wszyscy poszli spać, a rano była to ogromna rzeka, która miała kilka metrów szerokości i głębokości. Można być sceptycznym, ale Ediij Dora, kiedy rozmawiała ze mną powiedziała mi jakiego mam psa, jaki mam rower, jaki mam dom, jaki mam widok, kiedy wyjrzę przez okna, jakie drzewo mam przed moim domem, a jakie za. Ona to wszystko widzi. Przychodzą do niej zwyczajni ludzie i zadają jej bardzo konkretne pytania, czy wziąć kredyt, czy kupić taki samochód czy inny, czy budować dom, czy wydać córkę za mąż za tego młodzieńca, czy podjąć taką pracę, czy otwierać taki biznes czy nie. To nie jest wizyta u psychoterapeuty, nie ma rozmowy o dzieciństwie czy o rodzicach. Są konkretne, precyzyjne pytania. Każde pytanie ma swoją odpowiedź, może my jej nie znamy, ale Ediij Dora wie. Pytam więc Borisowa „Jezus Maria, skąd ona może to wiedzieć?!”, a on do mnie „Otóż to”. Skąd wiadomo, że ktoś jest szamanem? To nie jest zawód. Oni mówią o tym inaczej - żeby być duchownym prawosławnym czy katolickim, zapisujesz się do seminarium, jesteś tam przez 6 lat, namaszczają Cię, jesteś księdzem. Jest coś takiego jak powołanie, ale jak nie ma to co? Może się udać? Oczywiście, że może. Z szamanem się tak nie da. Pytam więc Ediij Dory: „A kto powołuje?” „Duchy”. „Skąd to wszystko wiesz?” „Od duchów”. I patrzy na mnie poważnie.
Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Elbląska Jesień Literacka”.
Marta Wiloch