Pieniądze są ważne, a gdzie misja?

Co w elbląskiej trawie kulturalnej piszczy? Kto idzie w dobrym kierunku, a kto błądzi? Jaka jest miejska oferta i czy znajduje odbiorców? Od 26 do 27 października w Ratuszu Staromiejskim odbywać się będzie kongres poświęcony tym zagadnieniom. My już dziś pytamy. Odpowiada Antoni Czyżyk, dyrektor CSE Światowid, przewodniczący Komisji Oświaty, Kultury, Sportu i Turystyki Rady Miejskiej w Elblągu.
Antoni Czyżyk: - Wzorem dla innych samorządów jest kreatywność elbląskiej kultury. To, że przy niedużych pieniądzach utrzymujemy instytucje, że jest ich dużo, że potrafimy zdobyć się na odwagę i powołać do życia kolejną, jaką jest Elbląska Orkiestra Kameralna świadczy o potrzebie i jesteśmy w stanie z pieniędzy samorządowych realizować to, co elblążanie by chcieli.
Oprócz Marii Kasprzyckiej i Jarka Denisiuka wszyscy dyrektorzy mieli jakieś miłe wspomnienia ze Światowidem. Nina Dziwniel-Stępka, Bożena Sielewicz, Jacek Nowiński - pracując kiedyś razem próbowaliśmy kulturę inaczej postrzegać i kształtować. Trochę bardziej menedżersko, rozmawialiśmy o marketingu i to w nas zostało. Nie potrafiliśmy narzekać, że jest źle i, że jak samorząd nie da nam pieniędzy to nic nie zrobimy. Otworzyliśmy się na segment sponsorski, na badania ryku. I udawało się i wtedy, i dziś. Każde z nas potrafi powiedzieć, w którym kierunku powinniśmy iść.
Wiadomo, że każda instytucja powinna być bardziej dokapitalizowana finansowo, bo dziś, by wyciągnąć kogoś z domu, sprzed bardzo nowoczesnego sprzętu komputerowego ofertę trzeba mieć atrakcyjną. I wszyscy powoli do tego dążymy. Widzę, jak rozwija się w infrastrukturze technicznej Biblioteka, która ma nowoczesne narzędzia, by zdigitalizować zbiory. Nadrabiamy zaległości z muzyką realizując EOK. Galeria EL pod dowództwem Jarka Denisiuka wraca do tego, od czego zaczynała i dziś też taką funkcję potrafi pełnić. Działa wiele organizacji pozarządowych, które organizują spotkania, jest klub muzyczny. Jak na Elbląg, miasto stutysięczne, to w każdej j dziedzinie kultury i sztuki jest duża oferta. Być może nie będziemy Gdańskiem, być może nie będzie tu takiego życia studenckiego, które tworzy kulturę, ale mamy to, co mamy. Nie mamy filharmonii i długo mieć nie będziemy. Mierzmy siły na zamiary. Oczywiście, że powinniśmy mieć nowoczesną salę koncertową i inwestycja, która będzie prowadzona w szkole muzycznej zabezpieczy tę potrzebę. Czasami niedosyt czy brak biletów na koncert będzie lepiej świadczył niż, gdy będziemy się martwić, jak wypełnić widownię na 500 czy 600 osób. Nie wszędzie musi być filharmonia, przecież nie muszę budować browaru, by się napić piwa. Elbląska Orkiestra Kameralna pobudza, rozwija i tworzy potrzebę, a jeśli ktoś chce więcej to i do Wrocławia pojedzie na koncert muzyki symfonicznej ze śpiewakiem operowym.
W Elblągu jest grupa 200-300 osób, która jest wymiennie na wszystkich wydarzeniach artystycznych. Nie ma się co oszukiwać, Elbląg był miastem robotniczym więc i jego potrzeby były trochę inne. Dziś musimy to nadrabiać. Musimy myśleć o edukacji kulturalnej w szkołach i instytucjach. To praca z najmłodszymi, ale nadrabiamy zaległości także w grupie seniorów.
Kultura może być gałęzią gospodarki. Jeżeli ktoś, kto skorzysta z pracowni fusingu w Światowidzie będzie widział w tym swój własny biznes to sukces będzie obopólny. I satysfakcja, bo samorząd skorzysta na tym w postaci CIT-u i PIT-u. Wiadomo, nie będziemy Stanami Zjednoczonymi, gdzie komercyjne filmy trzymają gałąź gospodarki. Ale warto pamiętać, że kultura może być nie tylko odbiorcą pieniędzy z budżetu, ale i kołem zamachowym.
Dzisiejsze czasy dają nowe możliwości, a przez to jest trudniej zachęcić odbiorcę. Kiedyś, gdy jako młody człowiek rozpoczynałem karierę w Ziemi Elbląskiej to na ogłoszenie o naborze przyszło ok. 100 osób. I można było selekcjonować. Dziś cieszymy się, że po ogłoszeniach, gdy korzystamy z mediów, portali społecznościowych, plakatów, ulotek przychodzi 10 osób. Oferta kulturalna jest bardzo szeroka, a jej dostępność wielka.
Elbląg jest kreatywny. Światowid przygotowuje się do tego, by w dobie cyfryzacji, informatyzacji, prezentacji w Internecie uzbroić kulturę w odpowiednie narzędzia. Będziemy testowali wirtualne spacery w 3D, jak w ważnych muzeach na świecie. W ten sposób trzeba będzie sprawdzać, czy odbiorca, który kupę czasu spędza przy Internecie, zainteresuje się realem.
Trzeba się postarać, bo dzisiejszy odbiorca nie leci już na to, że przyjeżdża do nas teatr z Warszawy. Jakiś teatr. Dziś już potrafi w „necie” o nim przeczytać, „wygoogla” sobie informacje, recenzje i wie, po co idzie. Na tych, którzy organizują życie kulturalne ciąży odpowiedzialność za to, co sprowadzają. Nie jesteśmy prowincją. Nowe czasy, doba Internetu, dostępność oferty . I tak powinno być.
Być może należy dookreślić, jakie funkcje powinny pełnić poszczególne instytucje kultury. Czym winna zajmować się Galeria, czym Biblioteka, Muzeum. Każda instytucja ma bowiem coś zapisane w statucie, ale dziś walcząc o klienta i brakującą złotówkę ciągnie nas w inne dziedziny i to chyba niedobrze. Nie można traktować instytucji kultury, jako firmy, która powinna zarabiać. Więcej czasu powinniśmy spędzać na myśleniu o wyższych celach, które kultura powinna nieść, a nie czy przetrwamy czy zarobimy tak, by zadowolić samorząd, by zarobić złotówkę na udział własny do projektu.
Oprócz Marii Kasprzyckiej i Jarka Denisiuka wszyscy dyrektorzy mieli jakieś miłe wspomnienia ze Światowidem. Nina Dziwniel-Stępka, Bożena Sielewicz, Jacek Nowiński - pracując kiedyś razem próbowaliśmy kulturę inaczej postrzegać i kształtować. Trochę bardziej menedżersko, rozmawialiśmy o marketingu i to w nas zostało. Nie potrafiliśmy narzekać, że jest źle i, że jak samorząd nie da nam pieniędzy to nic nie zrobimy. Otworzyliśmy się na segment sponsorski, na badania ryku. I udawało się i wtedy, i dziś. Każde z nas potrafi powiedzieć, w którym kierunku powinniśmy iść.
Wiadomo, że każda instytucja powinna być bardziej dokapitalizowana finansowo, bo dziś, by wyciągnąć kogoś z domu, sprzed bardzo nowoczesnego sprzętu komputerowego ofertę trzeba mieć atrakcyjną. I wszyscy powoli do tego dążymy. Widzę, jak rozwija się w infrastrukturze technicznej Biblioteka, która ma nowoczesne narzędzia, by zdigitalizować zbiory. Nadrabiamy zaległości z muzyką realizując EOK. Galeria EL pod dowództwem Jarka Denisiuka wraca do tego, od czego zaczynała i dziś też taką funkcję potrafi pełnić. Działa wiele organizacji pozarządowych, które organizują spotkania, jest klub muzyczny. Jak na Elbląg, miasto stutysięczne, to w każdej j dziedzinie kultury i sztuki jest duża oferta. Być może nie będziemy Gdańskiem, być może nie będzie tu takiego życia studenckiego, które tworzy kulturę, ale mamy to, co mamy. Nie mamy filharmonii i długo mieć nie będziemy. Mierzmy siły na zamiary. Oczywiście, że powinniśmy mieć nowoczesną salę koncertową i inwestycja, która będzie prowadzona w szkole muzycznej zabezpieczy tę potrzebę. Czasami niedosyt czy brak biletów na koncert będzie lepiej świadczył niż, gdy będziemy się martwić, jak wypełnić widownię na 500 czy 600 osób. Nie wszędzie musi być filharmonia, przecież nie muszę budować browaru, by się napić piwa. Elbląska Orkiestra Kameralna pobudza, rozwija i tworzy potrzebę, a jeśli ktoś chce więcej to i do Wrocławia pojedzie na koncert muzyki symfonicznej ze śpiewakiem operowym.
W Elblągu jest grupa 200-300 osób, która jest wymiennie na wszystkich wydarzeniach artystycznych. Nie ma się co oszukiwać, Elbląg był miastem robotniczym więc i jego potrzeby były trochę inne. Dziś musimy to nadrabiać. Musimy myśleć o edukacji kulturalnej w szkołach i instytucjach. To praca z najmłodszymi, ale nadrabiamy zaległości także w grupie seniorów.
Kultura może być gałęzią gospodarki. Jeżeli ktoś, kto skorzysta z pracowni fusingu w Światowidzie będzie widział w tym swój własny biznes to sukces będzie obopólny. I satysfakcja, bo samorząd skorzysta na tym w postaci CIT-u i PIT-u. Wiadomo, nie będziemy Stanami Zjednoczonymi, gdzie komercyjne filmy trzymają gałąź gospodarki. Ale warto pamiętać, że kultura może być nie tylko odbiorcą pieniędzy z budżetu, ale i kołem zamachowym.
Dzisiejsze czasy dają nowe możliwości, a przez to jest trudniej zachęcić odbiorcę. Kiedyś, gdy jako młody człowiek rozpoczynałem karierę w Ziemi Elbląskiej to na ogłoszenie o naborze przyszło ok. 100 osób. I można było selekcjonować. Dziś cieszymy się, że po ogłoszeniach, gdy korzystamy z mediów, portali społecznościowych, plakatów, ulotek przychodzi 10 osób. Oferta kulturalna jest bardzo szeroka, a jej dostępność wielka.
Elbląg jest kreatywny. Światowid przygotowuje się do tego, by w dobie cyfryzacji, informatyzacji, prezentacji w Internecie uzbroić kulturę w odpowiednie narzędzia. Będziemy testowali wirtualne spacery w 3D, jak w ważnych muzeach na świecie. W ten sposób trzeba będzie sprawdzać, czy odbiorca, który kupę czasu spędza przy Internecie, zainteresuje się realem.
Trzeba się postarać, bo dzisiejszy odbiorca nie leci już na to, że przyjeżdża do nas teatr z Warszawy. Jakiś teatr. Dziś już potrafi w „necie” o nim przeczytać, „wygoogla” sobie informacje, recenzje i wie, po co idzie. Na tych, którzy organizują życie kulturalne ciąży odpowiedzialność za to, co sprowadzają. Nie jesteśmy prowincją. Nowe czasy, doba Internetu, dostępność oferty . I tak powinno być.
Być może należy dookreślić, jakie funkcje powinny pełnić poszczególne instytucje kultury. Czym winna zajmować się Galeria, czym Biblioteka, Muzeum. Każda instytucja ma bowiem coś zapisane w statucie, ale dziś walcząc o klienta i brakującą złotówkę ciągnie nas w inne dziedziny i to chyba niedobrze. Nie można traktować instytucji kultury, jako firmy, która powinna zarabiać. Więcej czasu powinniśmy spędzać na myśleniu o wyższych celach, które kultura powinna nieść, a nie czy przetrwamy czy zarobimy tak, by zadowolić samorząd, by zarobić złotówkę na udział własny do projektu.
A