
Olimpia nie rozegrała pewnej, triumfalnej batalii, spotkanie było raczej gorzką lekcją. Pojawiały się fragmenty obiecujące, ale częściej widzieliśmy liczne błędy i chwile, w których inicjatywa wymykała się spod kontroli. Były przebłyski ambicji i determinacji, jednak przeważało poczucie niedosytu i rozczarowania. KS Wasilków okazał się drużyną mocniejszą.
Chciało się wierzyć, że Olimpia po wpadce w Wikielcu wyjdzie na murawę z podrażnioną ambicją i sportową złością. Tamten mecz nie ułożył się po myśli elblążan, więc od pierwszych minut można było odnieść wrażenie, że żółto-biało-niebiescy zamierzają narzucić swoje warunki i udowodnić wyższość bez żadnych wątpliwości.
Już w 2. minucie szybka, kombinacyjna akcja zakończyła się strzałem Semeniva, a chwilę później dobrze rozegrany rzut rożny dał szansę Winklerowi, po czym piłka jeszcze spadła na głowę Kordykiewicza. Jednak zabrakło finalizacji.
Olimpia chciała wejść w mecz ostro, z przytupem, ale szybko okazało się, że rywal nie przyjechał do Elbląga tylko statystować. KS podjął rękawicę, walczył o każdy fragment boiska i nie zamierzał oddawać inicjatywy. Już trzy minuty później to goście przeprowadzili groźną akcję, wywalczyli rzut rożny, a po nim w polu karnym zrobiło się gorąco. Damian Wysocki znalazł się w sytuacji, która mogła przynieść bramkę, ale czujność i ofiarność Dawida Wierzby uchroniły Olimpię przed stratą gola.
Coraz większe kłopoty
Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym wyraźniej zarysowywała się przewaga przyjezdnych. Olimpia, choć zaczęła spotkanie z animuszem, z każdą minutą miała coraz większe kłopoty z narzuceniem własnego rytmu. W 34. minucie cierpliwość gości została nagrodzona. Zza pola karnego spróbował Kacper Ptasiński i co prawda uderzył nieprecyzyjnie, ale jego strzał okazał się nieoczekiwanie groźny, bo futbolówka spadła wprost pod nogi Mikołaja Wasilewskiego. Ten instynktownie kopnął piłkę z bliska zmuszając Manikowskiego do interwencji. Bramkarz Olimpii zdołał odbić strzał, ale zdaniem arbitra futbolówka zdążyła już przekroczyć linię bramkową, zanim rozpaczliwie wybijał ją Maciej Kołoczek. Gwizdek sędziego i jasny gest w stronę środka boiska.
Olimpia jednak nie zamierzała wywieszać białej flagi. W ostatniej minucie pierwszej połowy Dawid Wierzba posłał z własnej połowy znakomite, otwierające podanie do Macieja Kołoczka. W dzisiejszym futbolu takie zagrania są na wagę złota - precyzyjne, odważne, “wyprowadzające”. Kołoczek przejął piłkę, poprowadził akcję i zagrał w pole karne. Tam nabiegał już Kordykiewicz, uderzył nieczysto, ale wystarczająco skutecznie, aby futbolówka znalazła drogę do siatki. Zrobiło się 1:1.
Zdecydowały ostatnie minuty
Po zmianie stron Olimpia wyszła na murawę jakby z nową energią, jakby chciała od razu zamknąć dyskusję o losach meczu. I już w 48. minucie otworzyła się szansa, o jakiej marzy każdy napastnik. Piłka spadła pod nogi Oskara Kordykiewicza, a przed nim była tylko przestrzeń, którą należało zamienić na gola. Wydawało się, że to formalność, ale „Ozzy” nie trafił czysto w futbolówkę. Jakby tego było mało, zaledwie minutę później los podsunął Olimpii kolejną okazję. Świeżo wprowadzony na boisko Kozera poderwał kibiców dynamicznym rajdem, ograł obrońcę i wdarł się w pole karne. Gdy wszyscy już wstrzymywali oddech, czekając na decydujący strzał, obrońca w ostatniej chwili zablokował piłkę.
Potem żadna z drużyn nie potrafiła przejąć wyraźnej inicjatywy, brakowało klarownych okazji i mocniejszych uderzeń. Czas nieubłaganie uciekał, a w powietrzu coraz wyraźniej unosił się zapach remisu. I wtedy, w 86. minucie, nadszedł moment, który odmienił obraz spotkania. Kacper Ptasiński znalazł się z piłką pod nogami w dogodnej strefie, miał mnóstwo czasu, przyjął futbolówkę, uniósł głowę, rozejrzał się, spokojnie przymierzył i uderzył. Strzał był pewny, precyzyjny, a piłka zatrzepotała w siatce. Gol na wagę zwycięstwa. Cichy wyrok, który pozostawił Olimpii zaledwie kilka minut na rozpaczliwą pogoń, ale żółto-biało-niebiescy ostatecznie nie zdołali już odpowiedzieć.
Mecz obfitował w okazje dla Olimpii, ale brak skuteczności i niedoskonałości w defensywie kosztowały punkty. Następne spotkanie już 6 września, elblążanie zmierzą się w Łomży z ŁKS-em.
Olimpia Elbląg - KS Wasilków 1:2 (1:1)
0:1 - Wasilewski (34. min.), 1:1 - Kordykiewicz (45. min.), 1:2 - Ptasiński (86. min.)
Olimpia: Manikowski - Winkler, Pek (46’ Łaszak). Kondracki (55’ Młynarczyk), Czernis, Kordykiewicz, Czapliński, Semeniv (77’ Misztal), Kołoczek (68’ Pawłowski), Laszczyk (46’ Kozera), Wierzba