UWAGA!

----

Kulisy Olimpii oczami byłego prezesa i szefa

 Elbląg, Maciej Romanowski.
Maciej Romanowski. Fot. Mateusz Bryl

W ramach cyklu „Poniedziałki z historią” w budynku klubowym Olimpii Elbląg odbyło się spotkanie, które trudno nazwać zwykłą rozmową o piłce nożnej. Bardziej adekwatne będzie określenie: wielowątkowa opowieść o zarządzaniu klubem sportowym w warunkach permanentnego kryzysu, o odpowiedzialności społecznej i o tym, jak sport przenika życie prywatne, zawodowe i polityczne.

Gościem wydarzenia był Maciej Romanowski, były prezes sekcji piłki nożnej Olimpii Elbląg, szef rady sponsorów, samorządowiec, obecny Starosta Elbląski, fizyk z wykształcenia i człowiek, który - jak sam podkreśla - „zawsze pracował zespołowo, bo w sporcie i w życiu samotnie niewiele się wygrywa”.

 

Sport, który zostaje w człowieku

Już na początku rozmowy wybrzmiała refleksja, która nadała ton całemu spotkaniu. Romanowski mówił o szacunku do piłkarzy nie w tonie deklaratywnym, ale bardziej osobistym. Zwracał uwagę, że kibice widzą wynik, tabelę i błąd w meczu, ale rzadko codzienność zawodnika: kontuzje, ból, życie rodzinne podporządkowane treningom, wyjazdy zamiast spotkań z bliskimi.

To właśnie sport - jak podkreślał - nauczył go pokory i systematyczności. Co prawda dziś patrzy na futbol z perspektywy zarządzania, to wciąż mówi językiem człowieka, który wie, czym jest uraz kręgosłupa, walka o powrót do sprawności i konsekwencje decyzji podjętych na boisku. W jego przypadku ta refleksja jest szczególnie osobista, bo jako młody chłopak, w klasie maturalnej, doznał poważnej kontuzji kręgosłupa (uraz L5), która do dziś wpływa na jego życie. Sport nie jest więc dla niego abstrakcją, ale doświadczeniem fizycznym i egzystencjalnym.

 

Olimpia w kryzysie i decyzja, która zmieniła kierunek

Kluczowym momentem rozmowy było wspomnienie roku 2004, w którym Romanowski objął funkcję prezesa sekcji piłkarskiej, dokładnie 22 stycznia. Klub znajdował się w stanie głębokiej niestabilności finansowej i organizacyjnej. Olimpia funkcjonowała w realiach ciągłej sinusoidy: raz nadzieja, raz niepewność, raz sportowy awans, raz konieczność ratowania podstaw działania.

Chwilę po przejęciu klubu pojawiły się informacje o powstaniu grupy sponsorów, wśród których byli Stolpłyt, Kam, Kon-Mar i Andrex, którzy przy zadłużeniu przedstawianym w mediach jako 60 tysięcy złotych mieli uzdrowić finanse i zapewnić dalsze istnienie Olimpii.

– Istotną rolę odegrał tu Leszek Wójcik, który przekonywał, żeby nie rezygnować, deklarując wsparcie finansowe, a z czasem grupa sponsorów stopniowo się powiększała, tworząc model oparty na wielu podmiotach, ponieważ w realiach północnej Polski, poza ośrodkami takimi jak Białystok, Trójmiasto czy Szczecin, trudno o jednego silnego sponsora strategicznego, a prawdziwie duży kapitał i poważne finansowanie futbolu koncentrują się dopiero w Warszawa, dlatego Olimpia zbudowała swoją stabilność na szerokiej, rozproszonej bazie wsparcia, przypominającej swoistą finansową „stonogę” - podkreślał Maciej Romanowski.

 

Między polityką, samorządem a boiskiem

Romanowski nie ukrywał, że zarządzanie w klubie piłkarskim było w jego przypadku naturalnym przedłużeniem pracy samorządowej. Wcześniej był burmistrzem Pasłęka przez dwie kadencje, a następnie wicestarostą elbląskim. To doświadczenie - jak mówił - nauczyło go patrzenia na sport nie tylko jako emocję, ale także jako element polityki lokalnej, infrastruktury i budżetu.

W jego narracji stadion nie jest tylko miejscem gry, bardziej narzędziem społecznym: odciąga młodzież od bierności, buduje wspólnotę i tworzy przestrzeń bezpieczeństwa. Jednocześnie podkreślał, że współpraca z władzami miasta była i pozostaje jednym z fundamentów funkcjonowania klubu. Bez niej nie da się utrzymać żadnej struktury sportowej w dłuższej perspektywie.

 

Ludzie, którzy tworzą klub

Jednym z najmocniejszych fragmentów spotkania były wspomnienia o ludziach Olimpii. Romanowski wielokrotnie wracał do nazwisk trenerów, zawodników i działaczy, podkreślając, że klub zawsze był projektem zbiorowym.

Po spadku z III ligi zdecydowano się kontynuować współpracę z trenerem Andrzejem Biangą. Maciej Romanowski wspomina: – Spadliśmy z ligi, a mimo to Andrzej został z nami, bo była między nami nić porozumienia i zwyczajnie się rozumieliśmy, szczególnie w duecie z Jerzy Filanowicz, z którym tworzył nierozerwalny tandem. To były najpiękniejsze lata mojej działalności, pełne wyjazdów, przeżyć i zwycięstw, budowane przez ludzi, którzy często pracowali społecznie, z pasją i oddaniem, w realiach skromnych, ale prawdziwych. Bianga później potwierdził swoją klasę także w futsalu, dochodząc do pracy z reprezentacją, a ja do dziś z sentymentem wracam do tamtych czasów, bo to była po prostu wyjątkowa drużyna ludzi.

Mówił też o młodym wtedy bramkarzu Bartoszu Białkowskim, który później zrobił międzynarodową karierę:

– Wielu zawodników wychowanych i ukształtowanych w Olimpii zrobiło karierę międzynarodową, można wymieniać nazwiska, bo pamiętam, jak poznałem Białkowskiego, miał wtedy szesnaście czy siedemnaście lat, grał już w pierwszym zespole i po raz pierwszy widziałem bramkarza, który wychodzi do połowy boiska, co było czymś niespotykanym.

Wspomniano również rok 2009, wówczas Olimpia wygrała trzecią ligę i awansowała do drugiej ligi, a promocję przypieczętowała w meczu w Morągu z tamtejszym Huraganem. Niewątpliwie historyczny wyjazd, bo z Elbląga pojechało około sześciuset kibiców i atmosfera była wyjątkowa, wręcz pompatyczna. W tym samym sezonie drużyna zdobyła także Wojewódzki Puchar Polski. Dzień przed finałem trener Tomasz Wichniarek poinformował o odejściu z klubu, wskazując jako powód kwestie rodzinne. Maciej Romanowski podkreślał, że była to postać, z którą dobrze się współpracowało i którą oceniał bardzo wysoko, a sama decyzja miała charakter osobisty, związany z sytuacją rodzinną i potrzebą obecności w domu, bez potrzeby dopisywania dodatkowych interpretacji, choć w przestrzeni publicznej pojawiały się domysły, wzmacniane przez narastające w tym czasie zawirowania organizacyjne i finansowe wokół klubu.

Równolegle tamten okres naznaczony był dużym napięciem. Tuż przed startem w drugiej lidze pojawiło się realne zagrożenie nieprzystąpienia do rozgrywek, a atmosfera wokół klubu stawała się coraz bardziej nerwowa. Dochodziło do protestów kibiców, które sięgały nawet sytuacji pod mieszkaniem ówczesnego prezydenta Elbląga Henryka Słoniny, co wymusiło publiczne apele o uspokojenie emocji i podkreślenie konieczności zachowania granic. Jednocześnie nie brakowało wydarzeń o zupełnie innym wymiarze, jak wyjazd do Mławy, gdzie po meczu z Mławianką Mława doszło do wybicia szyb w klubowym autobusie. Sportowe sukcesy splatały się z napięciami organizacyjnymi i emocjami wykraczającymi daleko poza boisko.

 

  Elbląg, Kulisy Olimpii oczami byłego prezesa i szefa
Fot. Mateusz Bryl

Sponsoring, globalizacja i realia futbolu

Duża część rozmowy dotyczyła finansów, które Romanowski traktuje bez iluzji. Podkreślał jak globalizacja zmieniła lokalny sport. Decyzje central dużych koncernów przeniosły środki poza region, a kluby takie jak Olimpia musiały nauczyć się funkcjonowania w warunkach rozproszonego finansowania.

W 2009 roku przedłużenie umowy ze Specjalem uspokoiło sytuację, jednak nie zmieniało faktu, że klub nie posiadał jednego strategicznego sponsora i opierał się na rozproszonym modelu finansowania, nazwanego podczas spotkania kolokwializmem „składak”. Specjal był wówczas marką silnie związaną z regionem, dysponującą budżetem promocyjnym, który jednak był dzielony pomiędzy różne inicjatywy sportowe i społeczne. W późniejszych latach odbywały się rozmowy, aby część środków była ponownie kierowana do lokalnej społeczności i klubu, podkreślając społeczną rolę biznesu i potrzebę wspierania środowiska, które tworzą pracownicy i mieszkańcy regionu, jednak wraz z postępującą globalizacją i centralizacją decyzji biznesowych środki zaczęły być coraz bardziej redukowane, a procesy zarządcze przenosiły się z poziomu lokalnego do dużych ośrodków decyzyjnych, takich jak Warszawa czy Wiedeń, co w praktyce osłabiało regionalne finansowanie sportu i jeszcze wyraźniej pokazywało brak jednego dużego sponsora zdolnego utrzymać klub w długiej perspektywie.

Nie zabrakło też refleksji o rosnących kosztach organizacji meczów: ochronie, logistyce, noclegach, regulacjach federacyjnych i wymaganiach infrastrukturalnych. W jego ocenie futbol w niższych ligach stał się bardziej profesjonalny, ale też znacznie droższy i trudniejszy do utrzymania.

 

Złoty strzał

– Raz się zdarzyło, że był złoty strzał, za prezesa Guminiaka. Udało się pozyskać sponsora strategicznego, czyli Orlen. Byliśmy w gabinecie u Daniela Obajtka i w ciągu piętnastu minut załatwiliśmy 480 tysięcy złotych na sezon, z akcentem młodzieżowym. Umowa była na trzy lata, ale po dwóch latach zmieniła się władza w Orlenie i kontrakt przerwano. W takich momentach jest bardzo trudno, bo człowiek zachłystuje się pieniędzmi, zaczyna marzyć o wielkich rzeczach, a później tych pieniędzy nagle brakuje i robi się dramat, którego nie da się łatwo zasypać - opowiadał Maciej Romanowski, dodając: – Dlatego budowanie grupy sponsorów było dla mnie zadaniem podstawowym, a drugim było ułożenie relacji z władzami miasta, bo tych prezydentów przeżyłem chyba sześciu.

Romanowski podkreślał przy tym, że w rozmowach z samorządem Olimpia nigdy nie jest przedstawiana wyłącznie jako klub piłkarski, lecz jako ważny element lokalnego życia społecznego, które przyciąga młodzież, daje alternatywę dla bierności i tworzy bezpieczną przestrzeń wspólnego przeżywania emocji. Wbrew stereotypom stadion nie jest areną chaosu, bardziej uporządkowaną przestrzenią, w której kluczową rolę odgrywają kibice, uznawani za największą siłę i najcenniejszy kapitał klubu. W tym kontekście były prezes zwrócił również uwagę na obecnego prezydenta Elbląga, Michała Missana, podkreślając jego wyczucie sportu i zrozumienie jego roli w życiu miasta.

Ogólnie kibice zajmowali w tej opowieści miejsce szczególne. Romanowski mówił o nich z szacunkiem, ale i świadomością odpowiedzialności, zaznaczając, że są „najsilniejszym elementem klubu”. Przywoływał zarówno momenty wspólnego świętowania, jak i trudniejsze chwile napięć społecznych, podkreślając, że relacja na linii klub–kibice pozostaje jednym z najbardziej wrażliwych, ale zarazem kluczowych elementów funkcjonowania całej sportowej struktury.

 

Fuzje, konflikty i długie procesy

Jednym z kluczowych wątków była również wieloletnia historia prób integracji środowiska piłkarskiego w Elblągu, która ostatecznie doprowadziła do zmian organizacyjnych i fuzji dwóch Olimpii, chociaż istniały lata, że negocjowano także połączenie z Concordią. Romanowski podkreślał, że takie procesy nigdy nie są szybkie ani proste. Wymagają czasu, rozmów, kompromisów i - jak to ujął - „docierania się jak w małżeństwie”.

 

Zakończenie: sport jako suma decyzji

Spotkanie zakończyło się krótką „grą pytań i odpowiedzi”, w której Romanowski wprost potwierdził m.in. że Olimpia była w 2004 roku realnie zagrożona, a także że w jego ocenie klub wciąż ma potencjał sięgnięcia wyższych lig. Najważniejszy wniosek z całej rozmowy nie dotyczył jednak tabeli, wyników czy awansów. Był prosty i konsekwentnie powtarzany: sport to nie jest pojedynczy człowiek, nie jedna decyzja i nie jeden sezon. To suma ludzi, ich charakterów, ale także odpowiedniej inżynierii finansowej, wymieszanej z emocjami i odpowiedzialnością.


Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama