UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Kadyny, czyli z wizytą u cesarza Wilhelma (Cudze chwalicie, swego nie znacie, odcinek 4)

 
Elbląg, Kadyny, czyli z wizytą u cesarza Wilhelma  (Cudze chwalicie, swego nie znacie, odcinek 4)
fot.Michał Skroboszewski

Nie można przyjechać na Wysoczyznę Elbląską i nie zajrzeć do Kadyn. Z każdego zakątka tej małej miejscowości pobrzmiewają echa jej dawnej historii. Oczami wyobraźni można tu zobaczyć cesarza i cesarzową, wybrać się do fabryki ceramiki i do klasztoru franciszkanów. Pospacerować alejami kadyńskiego lasu – on też skrywa tajemnice. W końcu zajrzeć na plażę zalewu i poszukać mogił dawnych mieszkańców. Zobacz fotoreportaż.

Śladami Jego Cesarskiej Mości
     Kadyny od początku były królewskie. Mieszkała tu ponoć kiedyś pruska księżniczka Cadina, prawdopodobnie założycielka wioski, bywał tu nawet sam cesarz niemiecki. I jak tutaj nie zajrzeć? Jak przejechać obok tego miejsca obojętnie?
     Kadyny bowiem tylko na pozór wyglądają skromnie. Skrywają jednak wiele tajemnic, których śladami, kto nie był, musi koniecznie się przespacerować. By docenić to miejsce, tak jak to zrobił wiele lat temu cesarz niemiecki Wilhelm II, który właśnie tutaj zlecił wybudowanie swojej letniej rezydencji. Był tu osobiście ledwie dwa razy, częściej do Kadyn zaglądała małżonka Jego Cesarskiej Mości wraz z liczną dziatwą i osobistym fotografem. Choć serce się kraje, widząc stare zdjęcia tej niezwykłej miejscowości, w jego cieniach można dojrzeć ślady dawnej świetności.
     Spacer zaczynamy od dawnej stadniny koni. Mało kto wie, że właśnie tutaj znajduje się najstarsza stodoła w Europie. Tuż obok prezentuje się z majestatem rezydencja cesarza. Na dawnych zdjęciach widzimy, że nieopodal cesarskich włości znajdował się także staw. Został jednak zasypany podobno na polecenie cesarzowej, po tym jak utopiło się w nim dziecko. W czasie drugiej wojny światowej w cesarskiej rezydencji mieszkał Ludwik Ferdynand wraz z rodziną, wnuk cesarza, pełniący wówczas funkcję majora służby technicznej Luftwaffe w Elblągu. Dziś na terenie przybytku można zobaczyć pasące się alpaki, owce, barany a nawet jelenie sika, które kiedyś sam cesarz sprowadził do Kadyn.
     
     Cisza, spokój i widok na zalew
     - Turyści zachwycają się Kadynami. Mówią, że nigdzie w Polsce nie widzieli miejsca o tak charakterystycznej zabudowie – opowiada zagadnięta przez nas recepcjonistka hotelu. - Jest tu cisza i spokój. Nasi goście chętnie korzystają także z leśnych ścieżek rowerowych. Mamy tu "drogę pięknych widoków", nazywaną tak za czasów pruskich. Kiedyś na tej trasie było aż siedem widoków na zalew, dziś jest na niej chyba tylko jeden taki widok.
     My tymczasem podążamy w kierunku lasu, po drodze mijamy zabudowania starej stadniny koni, przy krzyżu czeka nas sielski widok - konie pasące się na łące, w oddali miłośnicy koni trenują jeździectwo. Im bardziej w głąb lasu, tym piękniej, pogoda dopisuje, ani za zimno ani za gorąco. Po przejściu kilkuset metrów zza drzew wyłaniają się zabudowania klasztoru franciszkanów. Kiedyś znajdował się tutaj kościół, kaplica, pokoje gwardiana, nauczyciela, refektarza, budynki z celami zakonników oraz dworek z pokojami dla gości. Dziś jest tutaj cicho i spokojnie, a część klasztornego kompleksu służy mieszkańcom Kadyn za kościół. Zaglądamy do środka, a potem zapuszczamy się w głąb kadyńskich wąwozów, bowiem właśnie tutaj znajduje się wieża widokowa. Warto wejść i rzucić okiem na kadyński las i zalew wtopiony w horyzont.
     Stąd ruszamy w dół. Po przejściu prawie dwustu schodków mijamy włości cesarskie, dąb Bażyńskiego, zagadujemy niemieckich turystów i zmierzamy do dawnej fabryki ceramiki kadyńskiej. Właśnie tu w 1905 roku zaczęto produkować majolikę, która z czasem stała się częstym prezentem wręczanym przez cesarza rodzinie, dyplomatom czy przedstawicielom kościoła. Dziś z dawnego blasku fabryki pozostało niestety niewiele, a szkoda, bo budynek ma naprawdę potencjał.
     
     Na plaży, na plaży fajnie jest...
     Po takim spacerze czas na krótki przystanek. Najlepiej nad zalewem. Na naszą lokalną riwierę wybieramy się autem. Pamiętajmy, że parking jest tutaj płatny. A na plaży? Znajdujemy sporą rzeszę plażowiczów. Żaden z nich jednak nie waży się wejść do wody, większość zażywa kąpieli słonecznych, dzieci zadowalają się budowaniem zamków z piasku, a miłośnicy windsurfingu serfują licznie na wodach spokojnego Zalewu Wiślanego. Trzeba bowiem wiedzieć, że na tej właśnie plaży znajduje się szkółka wind- i kitesurfingu. Nie zapomniano także o najmłodszych. Dzieci mogą pozjeżdżać tu na dmuchanych zjeżdżalniach, a dorośli zjeść coś lub napić się piwa albo czegoś mniej wyskokowego. A gdy plażowanie się im znudzi, wyruszyć w głąb zalewu na kajakach lub rowerkach wodnych. Trzeba dodać, że tuż obok znajduje się konkurencyjna plaża (parking bezpłatny). Już bez wielu atrakcji, ale i tutaj znajdujemy kilkoro plażowiczów.

 


     
     Stary cmentarz i winnica
     Wspomniałam, że Kadyny to miejscowość o specyficznej zabudowie. W centrum wioski znajdziemy ślady jej przedwojennej świetności. W dawnej szkole znajduje się dzisiaj hotel, obok niego prezentują się budynki dawnego domu opieki i poczty. To jeszcze jednak nie koniec naszej kadyńskiej przygody. Ruszamy na poszukiwania śladów po kościele ewangelickim, który wprawdzie przetrwał drugą wojnę światową, po wojnie został wysadzony i rozebrany. Jedyną oznaką tego, że kiedyś stał tu kościół, są mogiły jego dawnych parafian leżące w ciszy pośród drzew, uporządkowane kilkanaście lat temu przez młodzież tolkmickiego gimnazjum.
     I jeszcze ciekawostka! Kilka kilometrów od centrum wioski znajdziemy winnicę. Wystarczy wyjechać na Tolkmicko a w miejscowości Kikoły skręcić w prawo kierując się na Białą Leśniczówkę. Wycieczkę kończymy obiadem w pobliskim barze, którego wystrój również przypomina o Kadynach w czasach ich świetności, ucinamy pogawędkę z gospodarzami. Kto wie, może kiedyś właśnie tutaj przysiadł cesarz Wilhelm, a pobliską ulicą przechadzała się cesarzowa Augusta Wiktoria z gromadką swoich dzieci?

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem (od najstarszych opinii)
Pokazuj od
najnowszych
Pokazuj od budzących
największe emocje
Reklama