To więcej niż tylko praca

Jest szansa na to, że niewidomi pracownicy spółdzielni ELSIN nie stracą pracy. Co prawda, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na siedem miesięcy wstrzymał dotację, ale właśnie wpłynęła pierwsza transza zaległych pieniędzy, a kolejna ma zostać przekazana w marcu. – Pracujemy i mamy przychody, ale potrzebujemy tego wsparcia – mówi prezes ELSIN Jerzy Wilk.
- Sprawa wygląda tak: wypłacamy wynagrodzenie np. za sierpień, składamy wniosek do PFRONu i czekamy na pieniądze – wyjaśnia Jerzy Wilk, prezes spółdzielni ELSIN. - Kiedyś czekaliśmy siedem dni, teraz 25. Oni weryfikują nasze dane i wypłacają pieniądze do końca września. I tak samo w kolejnych miesiącach. Dofinansowanie stanowi 30 proc. naszych potrzeb. Od siedmiu miesięcy go nie otrzymywaliśmy więc mamy zaległości, ale nie w wypłacaniu pensji, jak krążą pogłoski – zastrzega. - Zalegamy głównie w ZUS. Nie ma zmiłuj dla zakładów pracy chronionej, ale staramy się te sprawy uporządkować. Może uda się rozłożyć zadłużenie na raty. Warunek jest jeden – musimy regulować swoje zobowiązania na bieżąco.
W styczniu 2013 r. zarząd spółdzielni wszczął procedurę grupowego zwolnienia prawie 80 pracowników. Dzięki dotacji większość osób ma duże szanse na zachowanie pracy.
- W pomoc ELSINowi zaangażowało się szerokie grono osób: ośmiu parlamentarzystów, przewodniczący elbląskiej Solidarności Jan Fiodorowicz, była wojewoda Anna Szyszka – wylicza prezes Jerzy Wilk. – Spośród parlamentarzystów najbardziej pomogli nam senator Witold Gintowt-Dziewałtowski i poseł Zbigniew Babalski. To on umożliwił mi spotkanie z Wiceministrem Pracy i Polityki Społecznej. Ten był zaskoczony naszymi problemami i podziwiał nas za to, że bez dofinansowania tyle miesięcy pracowaliśmy. W efekcie otrzymaliśmy połowę kwoty dotacji.
Dla niewidomych praca w ELSIN jest wszystkim. Czują się potrzebni, to forma rehabilitacji zawodowej i społecznej.
- Wymagania są jak wobec każdego pracownika - mówi Jerzy Wilk. - My nasze wyroby sprzedajemy, nikt się nad nami nie lituje. Musimy rywalizować na rynku z wyrobami z Chin, z Tajwanu. Nie żyjemy na jałmużnie - zaznacza. - Wykonujemy pracę i mamy przychody.
Większość z zatrudnionych w spółdzielni osób pracuje tu od dziesięcioleci i nie wyobraża sobie życia bez ELSINu.
Marek Śledź: - Pracuję tu od 1984 r. Zajmuję się szczotkarstwem. Czy to trudna praca? Teraz już nie. Nie patrzy się, rękami się pracuje. Tyle lat się siedzi w tym to i człowiek wyczuł tę pracę. Pracuję jedną ręka, bo jestem po chorobie Heinego-Medina, niedowidzę. Na tych terenach ciężko mi o zatrudnienie, ale ci, co całkowicie nie widzą są bardziej bezradni. Dostaliśmy wymówienia do ostatniego marca i nie wiadomo, co będzie. Za dwa lata 60-lecie powstania ELSINu i szkoda, że spółdzielnia upada. Ale mamy jeszcze nadzieję…
Elżbieta Kostka, w ELSINie od 27 lat: - Nawet nie chciałabym myśleć o nieistnieniu ELSINu. Niewidomy nie znajdzie pracy nigdzie. I to nawet nie aspekt finansowy jest tak ważny, jak wypełnienie czasu. Wszyscy jesteśmy długoletnimi pracownikami, jesteśmy jak większa rodzina. A nasz wyrób lepszy od chińskiego. Jednak, jak ktoś pójdzie do sklepu to będzie mu wszystko jedno i będzie patrzył na cenę, a nie na jakość wykonania.
Izabela Mickiewicz, w spółdzielni od 25 lat: - Nie znajdę w Elblągu żadnej innej pracy. Mam częściową utratę wzroku, nie czytam i nie piszę czarnym drukiem tylko brajlem. Tu dobrze się pracuje i jest trochę przykro, że trzeba będzie odejść. To jest też nasza rehabilitacja, rozmawiamy o problemach, troskach i radościach. Myślę, że kto nie doświadczy kalectwa, ten nie rozumie, że ta praca dla nas jest ważna. Chociaż… w dzisiejszym bezrobociu nawet dużo zdrowych osób traci pracę. My chociaż mamy renty więc jakoś to będzie, jak to się mówi…