UWAGA!

Katorżnicy z Elbląga

13-kilometrowa, mordercza trasa w spartańskich warunkach i... prawdziwa walka ze swoimi słabościami. Tutaj nie liczy się wynik, tylko samo dotarcie do mety - tak w telegraficznym skrócie można opisać jedną z bardziej ekstremalnych imprez „biegowych” w Polsce. W niedzielę (16 sierpnia) w miejscowości Kokotek niedaleko Lublińca odbył się V Bieg Katorżnika. Byli tam elblążanie. Zobacz fotoreportaż.

Jak twierdzą organizatorzy, tegoroczny Bieg Katorżnika był „absolutnie najcięższym ze wszystkich edycji”. Trasa biegu, licząca w zależności od kategorii od 7 do 13 km, była niekończącą się przeprawą przez jezioro, bagno czy trzęsawisko. Elbląska drużyna „Tytani” w składzie Robert Magier, Sebastian Magier i Marcin Nowak zajęła 34. miejsce na 181 startujących drużyn. Natomiast w klasyfikacji indywidualnej elblążanin Mariusz Kamiński zajął 5. miejsce.
       A oto, w jaki sposób relacjonuje przebieg imprezy: „
       - W tym roku Bieg Katorżnika odbywał się przy przepięknej pogodzie; słońce, delikatny wiaterek plus ciepła woda - warunki iście idealne, zadawać by się mogło, ale nie w tym biegu - opowiada Mariusz Kamiński. A oto jego relacja:
       „Po około 13 km, bo tyle miej więcej liczyła trasa w wodzie jeziora Posmyk, rowach i przydrożnych bagnach, każde warunki atmosferyczne są utrudnieniem. Start do biegu z plaży. Trzeba uważać, żeby nikt na nas nie wskoczył, albo żebyśmy sami na nikogo nie wskoczyli. Pierwsze kilkadziesiąt metrów w wodzie, w niektórych momentach po szyję. Za chwilę wyjście z wody na brzeg, kilkanaście metrów biegu, znowu wskok do wody. Znowu bieg, znowu jezioro i tak jeszcze kilka razy. Wreszcie ostatni wskok do jeziora i przeprawa na drugą stronę. Doświadczeni z zeszłego roku, w tym ja, tworzymy coś w rodzaju wężyka, jeden za drugim, trzymamy się za biodra, barki. Ci z tyłu pchają do przodu, czołówka zmienia się, woda ciepła, niekoniecznie czysta, zmącona, pod nogami wodna roślinność, muł, uniemożliwia czasami dobre odepchnięcie się od dna. Koniec przeprawy. Niektórzy już wiedzą, że tu kończy się współpraca, tu czekają na nas rowy, bagna, przedzieranie się przez gęste zarośla, a skoki do rowu z wodą ciągną za sobą obawę, żebyśmy nie wskoczyli na jakiś podwodne korzenie, kamienie. Woda zimna, niekiedy o nieprzyjemnym zapachu psującej się roślinności. Duch fair play oczywiście w takich imprezach też występuje. Przede mną biegnie chłopak w koszulce z napisem „ZMECH” - Wyższa Szkoła Oficerska Wrocław - zaczyna zwijać się z bólu. Skurcz. Zimna woda, zmęczone mięśnie już dają o sobie znać. Wyciągamy go z wody, następna osoba podbiega i naciąga nogę... Biegniemy dalej, przedzieramy się przez las, znowu skoki do rowu z zimną wodą i tak przez około 5 km. Końcówka trasy to zapory - ściany zbudowane przez organizatorów, które resztką sił pokonują kolejni zawodnicy. Z oddali słychać komentatora oznajmującego zbliżających zawodników, trochę dodaje to sił, jeszcze tylko bunkier, zbieg po schodach, finisz brzegiem jeziora i meta. Dla wszystkich kończących katorżnicze zmagania słynna podkowa o wadze około 5 kg. Kończę bieg z czasem 1:34:26. Satysfakcja z ukończenia i euforia z zajętego 5. miejsca. Obowiązkowa kąpiel w jeziorze, spływające błoto z ciała ujawnia siniaki, zadrapania, ale szeroki uśmiech i zadowolenie niweluje ból.”
      

 


       - Mam nadzieję, że przez rozpowszechnianie takich informacji przez waszą stronę w przyszłym roku będzie więcej takich zwariowanych i żądnych przygód elblążan, chcących sprawdzić się na ekstremalnych trasach - podsumowuje Mariusz Kamiński.
      
      

Anieze
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama