Historczne problemy rady miasta
Zamknięto bramy miasta, żądając, aby rada wystąpiła przed ratusz i głośno się usprawiedliwiła z zarzucanych jej przestępstw, informował Głos Elbląga z 21 czerwca 1957 r.
Z dawien dawna, każdy ucisk wywołuje w ludziach reakcję – bunt i ochotę do walki. Wertując dzieje narodów, a nawet poszczególnych miast, natrafiamy na liczne tego przykłady. Elbląg nie pozostał w tyle za innymi. I w jego przeszłości natrafiamy na piękne karty obrony godności ludzkiej przed uciskiem i niesprawiedliwością postawionych wyżej w hierarchii społeczeństwa wobec rzemieślników, drobnych handlarzy, wyrobników, w ogóle wobec tzw. Naówczas „pospólstwa”.
W roku 1525 mieszczaństwo Elbląga zbuntowało się przeciw niezbyt już despotycznym rządom rady miasta i uradziło zażądać zapoznania ogółu ludności z przywilejami miejskimi, na których to niby popierała się rada. Król Kazimierz Jagiellończyk w r. 1454 nadał miastu wiele przywilejów, a zatwierdził je król Zygmunt I Stary.
Rada przyparta do muru groźną postawą mieszczaństwa, zgodziła się przedłożyć owe przywileje i wysłuchać wszystkich, mających jej coś do zarzucenia i poleciła zgłosić się niezadowolonym z jej rządów dniu 2 lutego. Tymczasem, czy to z obawy przed odpowiedzialnością, czy to z niedbalstwa, nie wszyscy członkowie rady stawili się w oznaczonym dniu, 3 lutego zebrali się tedy mieszczanie, wśród których przeważali rzemieślnicy, handlarze mający drobne lub wędrujący po mieście oraz piwowarzy i przekazali wójtowi oraz jednemu z mieszczan, nazwiskiem Benek, doręczony im, acz bardzo niechętnie, arkusz, na którym mieściły się spisane przywileje dla miasta. Okazało się, po przeczytaniu ich, iż rada zabierała dla siebie różne przywileje kasowe, które należały się mieszczaństwu, co wywołało jeszcze większe oburzenie. Wysłano natychmiast pismo do królewskiego kapitana Kościelca do Malborka, usprawiedliwiając w nim swoje ostre wystąpienie przeciwko radzie i żądając jej usunięcia. Z 15 członków należących do rady (zamiast 24, według statutu), tylko dziewięciu znalazło łaskę w oczach tłumu, pozostałym sześciu zarzucono różne przestępstwa i tak: burmistrz Jakub Alexwangen dotychczas – według orzeczenia mieszczan – nie oczyścił się z kradzieży kielich kościelnego. Nie chciano, aby w radzie pozostał rajca Łukasz Szirmer, gdyż, wbrew nadanym przywilejom, wprowadził akcyzę na niektóre przedmioty, zaś rajcę Jerzego Klefelda starszego obarczano odpowiedzialnością za zbyt wysokie cło na sprowadzane towary, Henrykowi Richszternowi wymyślano głośno od „krwawych psów”, za karygodne ustosunkowanie się do mieszczaństwa, a Henrykowi Widerowi i Bartłomiejowi Vogtowi zarzucano, że wywozili zboże, dostarczając je Zakonowi, a więc nieprzyjacielowi, podczas kiedy miasto cierpiało głód. Radę należało więc usunąć natychmiast, przy zachowaniu zwykłych formalności. Zamknięto bramy miasta, żądając, aby rada wystąpiła przed ratusz i głośno się usprawiedliwiła z zarzucanych jej przestępstw. Przedstawiciel mieszczaństwa odczytał nazwiska wyżej wymienionych, którzy wycofali się z grupy, stojącej przed ratuszem, w milczeniu. Jedynie Jerzy Klefeld błagał, aby go oszczędzono, choćby ze względu na dzieci, którym nie chciał po sobie zostawić splamionego nazwiska.
Mieszczaństwo, podzielone na 3 grupy, wybrało 24 kandydatów, bacząc pilnie, by żadnemu z podanych na listę nic nie można było zarzucić. Po czym listę doręczono zdekompletowanej radzie, która poleciła zamknąć wszystkie drzwi ratusza i bić w wielki dzwon w kościele farnym, aż do ukończenia wyborów. Gdy umilkł głos dzwonu, mieszczaństwo zebrało się przed ratuszem. Jeden z rajców, Fehrman,, stanął w oknie, na pierwszym piętrze i z tej bezpiecznej odległości odczytał nazwiska wybranych, których wezwał, aby niezwłocznie stawili się, celem złożenia przysięgi na wierność królowi i miastu.
W ten sposób, przez usunięcie części rady i wybranie nowych członków zakończyły się rozruchy, które w razie sprzeciwienia się woli mieszczaństwa – mogły były przybrać na sile i doprowadzić do poważnych zamieszek.
W roku 1525 mieszczaństwo Elbląga zbuntowało się przeciw niezbyt już despotycznym rządom rady miasta i uradziło zażądać zapoznania ogółu ludności z przywilejami miejskimi, na których to niby popierała się rada. Król Kazimierz Jagiellończyk w r. 1454 nadał miastu wiele przywilejów, a zatwierdził je król Zygmunt I Stary.
Rada przyparta do muru groźną postawą mieszczaństwa, zgodziła się przedłożyć owe przywileje i wysłuchać wszystkich, mających jej coś do zarzucenia i poleciła zgłosić się niezadowolonym z jej rządów dniu 2 lutego. Tymczasem, czy to z obawy przed odpowiedzialnością, czy to z niedbalstwa, nie wszyscy członkowie rady stawili się w oznaczonym dniu, 3 lutego zebrali się tedy mieszczanie, wśród których przeważali rzemieślnicy, handlarze mający drobne lub wędrujący po mieście oraz piwowarzy i przekazali wójtowi oraz jednemu z mieszczan, nazwiskiem Benek, doręczony im, acz bardzo niechętnie, arkusz, na którym mieściły się spisane przywileje dla miasta. Okazało się, po przeczytaniu ich, iż rada zabierała dla siebie różne przywileje kasowe, które należały się mieszczaństwu, co wywołało jeszcze większe oburzenie. Wysłano natychmiast pismo do królewskiego kapitana Kościelca do Malborka, usprawiedliwiając w nim swoje ostre wystąpienie przeciwko radzie i żądając jej usunięcia. Z 15 członków należących do rady (zamiast 24, według statutu), tylko dziewięciu znalazło łaskę w oczach tłumu, pozostałym sześciu zarzucono różne przestępstwa i tak: burmistrz Jakub Alexwangen dotychczas – według orzeczenia mieszczan – nie oczyścił się z kradzieży kielich kościelnego. Nie chciano, aby w radzie pozostał rajca Łukasz Szirmer, gdyż, wbrew nadanym przywilejom, wprowadził akcyzę na niektóre przedmioty, zaś rajcę Jerzego Klefelda starszego obarczano odpowiedzialnością za zbyt wysokie cło na sprowadzane towary, Henrykowi Richszternowi wymyślano głośno od „krwawych psów”, za karygodne ustosunkowanie się do mieszczaństwa, a Henrykowi Widerowi i Bartłomiejowi Vogtowi zarzucano, że wywozili zboże, dostarczając je Zakonowi, a więc nieprzyjacielowi, podczas kiedy miasto cierpiało głód. Radę należało więc usunąć natychmiast, przy zachowaniu zwykłych formalności. Zamknięto bramy miasta, żądając, aby rada wystąpiła przed ratusz i głośno się usprawiedliwiła z zarzucanych jej przestępstw. Przedstawiciel mieszczaństwa odczytał nazwiska wyżej wymienionych, którzy wycofali się z grupy, stojącej przed ratuszem, w milczeniu. Jedynie Jerzy Klefeld błagał, aby go oszczędzono, choćby ze względu na dzieci, którym nie chciał po sobie zostawić splamionego nazwiska.
Mieszczaństwo, podzielone na 3 grupy, wybrało 24 kandydatów, bacząc pilnie, by żadnemu z podanych na listę nic nie można było zarzucić. Po czym listę doręczono zdekompletowanej radzie, która poleciła zamknąć wszystkie drzwi ratusza i bić w wielki dzwon w kościele farnym, aż do ukończenia wyborów. Gdy umilkł głos dzwonu, mieszczaństwo zebrało się przed ratuszem. Jeden z rajców, Fehrman,, stanął w oknie, na pierwszym piętrze i z tej bezpiecznej odległości odczytał nazwiska wybranych, których wezwał, aby niezwłocznie stawili się, celem złożenia przysięgi na wierność królowi i miastu.
W ten sposób, przez usunięcie części rady i wybranie nowych członków zakończyły się rozruchy, które w razie sprzeciwienia się woli mieszczaństwa – mogły były przybrać na sile i doprowadzić do poważnych zamieszek.
oprac. Olaf B.