UWAGA!

----

Aż do szpiku kości

 Elbląg, Boo Boo Davis
Boo Boo Davis (fot.AD)

Swoje oryginalne imię zawdzięcza jednemu z wujków, a mocny głos pracy na polu bawełny w Delcie Mississippi. W elbląskiej Mjazzdze wystąpił amerykański bluesman Boo Boo Davis, który zagrał tak, jakby był to ostatni wieczór w dziejach wszechświata.

Tego wieczoru akustyk miał wolne, bowiem muzycy nie skorzystali z nagłośnienia. Boo Boo Davis, jego głos i harmonijka, a także gitarzysta Jan Mittendorp (który, nawiasem mówiąc, prowadził linię basu bez gitary basowej) oraz perkusista, John Gerritse ze swoim 28- calowym bębnem basowym i 60-letnią perkusją rozkołysali elbląski klub do granic wytrzymałości całej konstrukcji. Raz szybciej, raz wolniej, na smutno i trochę weselej. Dużo o miłości i o tym, że „life sucks” czasami, momentami delikatnie, nawet bardzo, a czasami mocniej, przede wszystkim z hookiem. I z hukiem.
      
      

 


      
       Wczorajszy (18 kwietnia) koncert porwał publiczność, rzecz jasna w wir dobrej zabawy. Dowody? Kilka się znajdzie. Przede wszystkim podskoki - mniejsze i większe. Było siedzenie na barze, a także (słynny już) wężyk, który wił się jak snake na ekranie kultowego modelu telefonu. Dobra muzyka nie pyta o gatunek, nie pyta też o wiek, ale uwalnia endorfiny i sprawia, że zarówno ten młodszy, jak i starszy, a także ten, który stoi gdzieś pośrodku ma ochotę zrobić wszystko to, czego zazwyczaj nie może. I doskonale się przy tym bawi, aż do szpiku kości.
      
      


Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama