Czego za dużo, a czego za mało?

Idziemy alejką w supermarkecie, z jednej strony weźmiemy operę, a z drugiej porno i żadnej z tych rzeczy nie skonsumujemy do końca, bo właściwie nie ma takiej potrzeby, wszystkiego możemy spróbować – tak o „konsumowaniu” informacji mówił Krzysztof Varga podczas dyskusji na temat mediów, która odbyła się w ramach Elbląskiego Forum Kulturoznawczego.
O mediach na różne sposoby, wieloma głosami, pod wieloma aspektami. Dużo słów, wiele wniosków, a wszystkie o mediach. Czym są dzisiaj, gdzie zmierzają i ile informacji jest w informacjach? Czwartkowe (27 września) spotkanie, w którym uczestniczył prof. Wiesław Godzic, medioznawca i socjolog, prof. Wiesław Władyka, dziennikarz Polityki, Jerzy Sosnowski z III Programu Polskiego Radia oraz Krzysztof Varga, pisarz, a także dziennikarz Gazety Wyborczej odbyło się pod hasłem „Za dużo mediów, zbyt dużo w mediach?”.
– Media są w stanie chaosu, dokonują „samoskrócenia”. Szybszy pożera wolniejszego. Jest nas tak dużo, że musimy biec szybko. Zdaje się, że trzeba w tym układzie nieustannie walczyć o pauzę, o możliwość wzięcia oddechu – mówił prof. Wiesław Godzic. – Myślę, że należy wybrać właściwe medium dla siebie, radzić sobie z tym. My ciągle za mało patrzymy na media, wydaje nam się, że wiemy wszystko. Tymczasem przez przykładowy okres 10 godzin można zaobserwować, że dozuje się informacje, właściwie pojawiają się trzy główne wydarzenia, które „obudowuje się”. Jest to świetnie wciągająca narracja, ale niekoniecznie informacja. Inną kwestią jest pewna reguła, na przykład w jednym z serwisów plotkarskich, gdzie pewne segmenty nie „pęcznieją”, to taka sytuacja kart do gry, informacje są spychane przez coraz to nowsze. Pojawia się tam szybkość zmiany tematów, informacja nie „pęcznieje”.
– Wydaje mi się, że przede wszystkim mamy za mało informacji istotnych oraz ważnych, a płyniemy w morzu informacji zbędnych, które żyją jeden dzień. Telewizje informacyjne na dobrą sprawę pokazują dziennie 3 informacje, które obudowują przez cały czas, nakładają kolejne warstwy. Informacja pierwotna „puchnie” od tych wszystkich dodatkowych rzeczy. Tutaj przykładem może być historia Madzi z Sosnowca, która to była rozbudowywana i mutowana przez wiele dni. Natomiast jeśli chodzi o Internet zobaczymy, że tam co godzinę pojawia się kolejny news, który ma za zadanie „przytrzymać” nas przy komputerze, niemniej każdy z nich ma tę samą wadę- nie ma tam specjalnej relacji. Każda kolejna informacja spycha w dół inną, to taka rolka, która się przed nami przesuwa. Nie jesteśmy w stanie wyciągnąć z tej rolki informacji ważniejszej, nie jesteśmy w stanie dokonać pewnej gradacji – wyjaśniał Krzysztof Varga. – Dziennie omija nas wiele istotnych informacji, których zapewne nie da się atrakcyjnie sprzedać czyli na przykład informacje z dziedziny makroekonomii, ekologii czy zmian klimatycznych. Nie mamy przyszłości, żyjemy w teraźniejszości. Przyszłość nie jest ciekawa, ona być może istnieje w powieściach science-fiction, ale w realnym świecie informacji przyszłość nie jest interesująca. Zygmunt Bauman pisał o koncepcji „supermarketu kultury” czyli o sytuacji, w której konsument może brać to wszystko, co mu się podoba. Idziemy alejką w supermarkecie, z jednej strony weźmiemy operę, a z drugiej porno i żadnej z tych rzeczy nie skonsumujemy do końca, bo właściwie nie ma takiej potrzeby, wszystkiego możemy spróbować.
– Nie mamy nadmiaru informacji istotnych, mamy część informacji ważnych, ale potwornie skróconych, albo mamy informacje, które nie mają żadnego znaczenia. Innym problemem może być fakt, że odbiorca, który jest nastawiony na więcej mediów dostaje wrażenie szumu informacyjnego – opowiadał Jerzy Sosnowski. – Jaką zatem przyjąć strategię? Należy stosować zasadę zawierzenia, tak jak czynimy to z niektórymi ludźmi, oczywiście na zasadzie „ograniczonego zaufania”. Dziennikarze, którzy poważnie traktują swój zawód pracują tak, żeby odbiorcy mogli im ufać. Wbrew rozmaitym teoriom spiskowym żaden dziennikarz nie ma dostępu do „krynicy czystej prawdy”, pracujemy tak naprawdę na tych samych źródłach co odbiorcy. Należy również powiedzieć, że wszyscy tkwimy w świecie medialnym, gdzie większość naszej wiedzy o świecie jest zapośredniczona.
– Coraz bardziej pojawia się pytanie, co dzieje się po stronie odbiorcy? W jakiej on jest sytuacji? Świat po stronie odbiorców oddala się od tego „starego świata”, gdzie toczyła się rozmowa. Czy zatem będzie coraz gorzej? Czy nie jest tak, że w jakiejś formie znajdą się sposoby obrony? Czy głęboki sens, trudna prawda, złożona racja, konflikt wartości, czołowe zderzenie aksjomatów czyli to wszystko co tworzy dorosłość życia publicznego, psychiki zbiorowości czy nie jest to towarem, czy nie zostało zniwelowane do okrzyków politycznych? Czy ta rozmowa jest jeszcze możliwa? Głęboko wierzę, że tak – opowiadał prof. Wiesław Władyka. – W naszej redakcji prowadzimy pewien eksperyment dotyczący stopnia zaczytania pewnych treści, tego, co wybierają ludzie. Na przykład bardzo słabo czytane są te teksty, którymi się szczycimy, o których myślimy, że są właśnie poważną rozmową, chociażby taki dział ekonomiczny. Mimo że słabo czytany, podtrzymujemy go, bo uważamy, że jest on ludziom potrzebny. Porównawczo działy ekonomiczne prasy niemieckiej są czytane wielokroć bardziej. Tamten czytelnik czyta odpowiedzialnie, żeby wiedzieć co dzieje się w gospodarce. Nie tylko dlatego, że chodzi mu o euro, ale także dlatego, że tak został wyedukowany, pod względem obywatelskim czy politycznym, ale także pod względem współodpowiedzialności za całość. Obecnie Niemcy wprowadzają do szkół kurs medioznawczy. Uważam, że i my powinniśmy młode pokolenie „zmaltretować” taką przymusową nauką o mediach, co to jest, jak niebezpieczne jest to narzędzie, ale też jak bardzo może być ono fantastyczne.
– Media są w stanie chaosu, dokonują „samoskrócenia”. Szybszy pożera wolniejszego. Jest nas tak dużo, że musimy biec szybko. Zdaje się, że trzeba w tym układzie nieustannie walczyć o pauzę, o możliwość wzięcia oddechu – mówił prof. Wiesław Godzic. – Myślę, że należy wybrać właściwe medium dla siebie, radzić sobie z tym. My ciągle za mało patrzymy na media, wydaje nam się, że wiemy wszystko. Tymczasem przez przykładowy okres 10 godzin można zaobserwować, że dozuje się informacje, właściwie pojawiają się trzy główne wydarzenia, które „obudowuje się”. Jest to świetnie wciągająca narracja, ale niekoniecznie informacja. Inną kwestią jest pewna reguła, na przykład w jednym z serwisów plotkarskich, gdzie pewne segmenty nie „pęcznieją”, to taka sytuacja kart do gry, informacje są spychane przez coraz to nowsze. Pojawia się tam szybkość zmiany tematów, informacja nie „pęcznieje”.
– Wydaje mi się, że przede wszystkim mamy za mało informacji istotnych oraz ważnych, a płyniemy w morzu informacji zbędnych, które żyją jeden dzień. Telewizje informacyjne na dobrą sprawę pokazują dziennie 3 informacje, które obudowują przez cały czas, nakładają kolejne warstwy. Informacja pierwotna „puchnie” od tych wszystkich dodatkowych rzeczy. Tutaj przykładem może być historia Madzi z Sosnowca, która to była rozbudowywana i mutowana przez wiele dni. Natomiast jeśli chodzi o Internet zobaczymy, że tam co godzinę pojawia się kolejny news, który ma za zadanie „przytrzymać” nas przy komputerze, niemniej każdy z nich ma tę samą wadę- nie ma tam specjalnej relacji. Każda kolejna informacja spycha w dół inną, to taka rolka, która się przed nami przesuwa. Nie jesteśmy w stanie wyciągnąć z tej rolki informacji ważniejszej, nie jesteśmy w stanie dokonać pewnej gradacji – wyjaśniał Krzysztof Varga. – Dziennie omija nas wiele istotnych informacji, których zapewne nie da się atrakcyjnie sprzedać czyli na przykład informacje z dziedziny makroekonomii, ekologii czy zmian klimatycznych. Nie mamy przyszłości, żyjemy w teraźniejszości. Przyszłość nie jest ciekawa, ona być może istnieje w powieściach science-fiction, ale w realnym świecie informacji przyszłość nie jest interesująca. Zygmunt Bauman pisał o koncepcji „supermarketu kultury” czyli o sytuacji, w której konsument może brać to wszystko, co mu się podoba. Idziemy alejką w supermarkecie, z jednej strony weźmiemy operę, a z drugiej porno i żadnej z tych rzeczy nie skonsumujemy do końca, bo właściwie nie ma takiej potrzeby, wszystkiego możemy spróbować.
– Nie mamy nadmiaru informacji istotnych, mamy część informacji ważnych, ale potwornie skróconych, albo mamy informacje, które nie mają żadnego znaczenia. Innym problemem może być fakt, że odbiorca, który jest nastawiony na więcej mediów dostaje wrażenie szumu informacyjnego – opowiadał Jerzy Sosnowski. – Jaką zatem przyjąć strategię? Należy stosować zasadę zawierzenia, tak jak czynimy to z niektórymi ludźmi, oczywiście na zasadzie „ograniczonego zaufania”. Dziennikarze, którzy poważnie traktują swój zawód pracują tak, żeby odbiorcy mogli im ufać. Wbrew rozmaitym teoriom spiskowym żaden dziennikarz nie ma dostępu do „krynicy czystej prawdy”, pracujemy tak naprawdę na tych samych źródłach co odbiorcy. Należy również powiedzieć, że wszyscy tkwimy w świecie medialnym, gdzie większość naszej wiedzy o świecie jest zapośredniczona.
– Coraz bardziej pojawia się pytanie, co dzieje się po stronie odbiorcy? W jakiej on jest sytuacji? Świat po stronie odbiorców oddala się od tego „starego świata”, gdzie toczyła się rozmowa. Czy zatem będzie coraz gorzej? Czy nie jest tak, że w jakiejś formie znajdą się sposoby obrony? Czy głęboki sens, trudna prawda, złożona racja, konflikt wartości, czołowe zderzenie aksjomatów czyli to wszystko co tworzy dorosłość życia publicznego, psychiki zbiorowości czy nie jest to towarem, czy nie zostało zniwelowane do okrzyków politycznych? Czy ta rozmowa jest jeszcze możliwa? Głęboko wierzę, że tak – opowiadał prof. Wiesław Władyka. – W naszej redakcji prowadzimy pewien eksperyment dotyczący stopnia zaczytania pewnych treści, tego, co wybierają ludzie. Na przykład bardzo słabo czytane są te teksty, którymi się szczycimy, o których myślimy, że są właśnie poważną rozmową, chociażby taki dział ekonomiczny. Mimo że słabo czytany, podtrzymujemy go, bo uważamy, że jest on ludziom potrzebny. Porównawczo działy ekonomiczne prasy niemieckiej są czytane wielokroć bardziej. Tamten czytelnik czyta odpowiedzialnie, żeby wiedzieć co dzieje się w gospodarce. Nie tylko dlatego, że chodzi mu o euro, ale także dlatego, że tak został wyedukowany, pod względem obywatelskim czy politycznym, ale także pod względem współodpowiedzialności za całość. Obecnie Niemcy wprowadzają do szkół kurs medioznawczy. Uważam, że i my powinniśmy młode pokolenie „zmaltretować” taką przymusową nauką o mediach, co to jest, jak niebezpieczne jest to narzędzie, ale też jak bardzo może być ono fantastyczne.
Marta Wiloch