Dżem zagrał w Elblągu

W minioną sobotę (12 marca) w Centrum Sportowo Biznesowym przy ul. Grunwaldzkiej zagrał dla elblążan jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów w historii polskiej muzyki rockowej – Dżem. Zobacz fotoreportaż z koncertu.
Niemal punktualnie, bo kilka minut po godzinie 18 na scenie pojawili się młodzi muzycy z zespołu Passion Fruit. W roli rozgrzewacza sprawdzili się znakomicie. W ich muzyce wyraźnie słychać inspiracje klasyką rocka i bluesa gdzieś tam nawet z lat 70’. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia zespołu (koncerty przed Procol Harum, Quidam czy teraz Dżem) i ich młody wiek (mają dopiero po 20 lat) można naprawdę spodziewać się, że zajdą daleko.
Passion Fruit grał niecałą godzinę. Jak to zwykle bywa po występie suportu nastąpiła krótka przerwa dla techników na dostawienie na scenę tego co będzie niezbędne gwieździe wieczoru. Tu pozwolę sobie na małą dygresję tak jak w przerwie pozwolił sobie na nią prowadzący koncert. Po co na koncercie rockowym rzucać tematy polityczne? „Jest z nami pan prezydent, cieszymy się, że pan z nami jest”. Jedni się cieszą, inni niekoniecznie, jednakże jak dla mnie takie promocyjne wycieczki na tego typu imprezach są nie na miejscu, w złym guście i przede wszystkim średnio współgrają z ideą muzyki rockowej, która w najlepszym wypadku jest neutralna, ale chyba w żadnym agitująca.
Szczęśliwie nie zauważyłem nikogo komu ten werbalny gest popsułby dalszą część wieczoru. Skutecznie zadbali o to jego bohaterowie. Zaczęli od pierwszego numeru z „Muzy” czyli „Koniecznie”. I od samego początku można było zauważyć, że w muzyce wiek nie gra roli. Chociaż nie, myślę, że dzięki takiemu stażowi, niezwykłemu ograniu wynikającemu z lat koncertowania, muzycy Dżemu na scenie są kompletnie wyluzowani, bez zbędnego spinania się, i co najlepsze bez żadnych oznak gwiazdorzenia (do czego mieliby prawo jak mało kto w Polsce). W czasie koncertu usłyszeliśmy m.in. utwory: „Paw”, „Partyzant”. „Zawsze do przodu”, „Mała aleja róż”, „Człowieku co się z tobą dzieje” czy „Wehikuł czasu”. Gwoli ścisłości dodam tylko, że większość odśpiewana razem z publicznością. W zasadzie to już przed koncertem było wiadomym, że bez bisów się nie obejdzie. W końcu nie codziennie nadarza się okazja do posłuchania na żywo legendy.
Słowo trzeba w tym miejscu poświęcić Jerzemu Styczyńskiemu, który właśnie w trakcie bisów miał możliwość zaprezentowania swoich niebanalnych umiejętności, wprowadzając w kolejne utwory swoimi solowymi partiami zarówno na gitarze akustycznej, jak i elektrycznej. Gratka dla fanów bluesowego grania. A na początek bisów „Autsajder” i „Wokół sami lunatycy” oraz „Whisky” z Maćkiem Balcarem mającym swoje pięć minut na harmonijce ustnej. No i zespół po raz drugi tego wieczoru zniknął ze sceny, jednak tumult i krzyk blisko 3000 osób nie mógł pozostać nie zauważony. Wyszli więc ponownie i zagrali „Czerwony jak cegła”. Co więcej chwilę później wychodzili ponownie, tym razem jednak już ostatni raz. Na zwieńczenie wieczoru „Sen o Victorii”.
I tak się zakończył ten wieczór, istne święto dla wszystkich fanów Dżemu, jak i w ogóle gitarowego grania. Cieszy niezmiernie, że na koncert przybyło tylu ludzi, a przedział wiekowy był ogromny. Świadczy to jednak tylko i wyłącznie o tym, że muzyka Dżemu się nie dezaktualizuje i z każdym pokoleniem zdobywa sobie nowych miłośników. I oby jak najdłużej grali i jak najwięcej fanów mieli. Swoją historią i muzyką z pewnością na to zasługują.