Elbląg jest bez wątpienia miastem kultury

Czy elbląska kultura ma się czym pochwalić? Czy są przedsięwzięcia, które należy wznowić i takie, których trzeba zaniechać? Czy zaspakaja ona potrzeby przeciętnego elblążanina, łaknącego rozrywki? W dniach 26-27 października w Ratuszu Staromiejskim odbywać się będzie kongres poświęcony tym zagadnieniom. A my pytamy o to już od tygodnia ludzi, którzy ze sztuką są na „ty”.
Dziś przyszła kolej na niesamowitą osobistość naszego miasta, człowieka, dla którego słowo „sztuka” to całe życie. Jest malarzem, rysownikiem, teoretykiem oraz krytykiem sztuki i literatury, pisarzem oraz publicystą związanym z naszym miastem od dziesięcioleci. Ryszard Tomczyk, bo o nim mowa, to człowiek wszechstronny. Po skończeniu studiów zajął się nauczaniem, uczył języka polskiego w I Liceum Ogólnokształcącym. Przez wiele lat oddawał się też pasji malarskiej, która z czasem przekształciła się w profesję. W latach 1980–1987 był dyrektorem i komisarzem Galerii EL. W 1990 roku powołał do istnienia Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów i nawiązujący do edytowanego wcześniej pisma galerii "Galeria El" – Kwartalnik Elbląski "TygiEL", który założył w 1991 roku i który redaguje do dnia dzisiejszego.
Ryszard Tomczyk: – Szczerze mówiąc w ciągu ostatnich lat jestem sytuowany na boku tego, co się dzieje w elbląskiej kulturze, choć „maczam jeszcze place” w wydawanym przez siebie od lat kwartalniku. Jest to ostatnie przedsięwzięcie, które prowadzę i które zarezerwowałem dla siebie. Jestem człowiekiem piszącym i malującym, choć zarówno w stosunku do pierwszej, jak i do drugiej aktywności zastanawiam się, czy w ogóle warto, czy jest sens. To, co dzieje się obecnie w Elblągu wokół kultury, dzieje się już bez mojego aktywnego udziału. Uczestniczę w różnego rodzaju spotkaniach czy koncertach, które mają w Elblągu miejsce, jednak nie w roli organizatora, jak kiedyś, lecz w roli uczestnika. Wszystko ma bowiem kiedyś swój kres. Mogę na podstawie tego stwierdzić, że w Elblągu dzieje się dzisiaj bardzo wiele. Najbardziej stabilnie funkcjonuje dziś środowisko muzyczne w postaci choćby Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Cieszę się z tego bardzo, bo to jest jakby powrót do tego, co było w Elblągu na samym początku. Elbląg wystartował na początku, jako zresztą miasto bardzo prowincjonalne, z całym pakietem inicjatyw typu muzycznego.
W Elblągu funkcjonuje też teatr, daje sobie radę i zjednuje ludzi. Nie jest to jednak teatr taki, jak kiedyś, tego samego poziomu, ponieważ bywały w Elblągu okresy, które bardzo sprzyjały rozwojowi teatru. Współczesność teatrowi specjalnie nie sprzyja i razi nas, ludzi starszego pokolenia to specyficzne dla współczesnego teatru umizgiwanie się do publiczności. Dążenie do nasycenia publiczności, sprostania jej gustom odbije się prędzej czy później na sztuce. Nigdy wcześniej, jak w ostatnim dwudziestoleciu teatr nie poniżał się tak mocno w stosunku do publiczności.
Następna sprawa, którą obserwuję to wymiana pokoleń. Cieszę się, że już nie widuję na widowni ludzi mojej generacji. Dużo z tych ludzi już odeszło. Rzadko spotykam swoich kolegów. Jest bowiem wielu wspaniałych młodych ludzi, którzy w naszym mieście tworzą współczesną kulturę i bez wątpienia mogę powiedzieć, że Elbląg miastem kultury jest. Najgorzej widziałbym w tej chwili funkcjonowanie twórczości w Elblągu, a ściślej rzecz ujmując obserwuję dziś degradację statusu artysty. Każdy, kto wychodzi z czymś, od razu mieni się artystą, widzi się człowiekiem sztuki. Poziom w stosunku do tego, co miało miejsce kiedyś, siadł. Całe szczęście, że ratuje nas tutaj orkiestra symfoniczna. Istnieje w Elblągu sporo innych inicjatyw. Wspaniale reprezentuje nasze miasto w Polsce i za granicą zespół tańca towarzyskiego. Jeśli chodzi o przyszłość kultury, to będzie ona taka, jaką będzie ją chciało pokolenie współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków.
Przygasł także trochę autorytet środowiska intelektualnego. Istnieją wprawdzie przy poszczególnych uczelniach pisma naukowe, ale nie ma dziś wiele miejsca na wszczęcie jakiejś dyskusji czy omówienie jakiegoś drażliwego tematu. Istnieją oczywiście pewne zabiegi, które uprawia Biblioteka Elbląska zapraszając ludzi nauki z zewnątrz.
To, co mnie dotkliwie razi w Elblągu, to brak należytego szacunku i należytej opieki dla środowiska artystycznego ze strony Rady Miejskiej. Od dwudziestu kilku lat walczę z różnymi władzami o witrynę sprzedażną dla tego, co bywa bądź bywało wydawane w Elblągu. Powinien być uruchomiony punkt sprzedaży, w którym można by było kupić książkę wydaną tu, w Elblągu przed dziesięciu, dwudziestu czy przed czterdziestu laty. Najrozmaitsze zasoby rzeczy bardzo interesujących zostały zniszczone znacznie wcześniej!
Chciałbym podkreślić, że współczesna prasa nie kształtuje obecnie w ogóle opinii, jeśli chodzi o kwestie kultury. Prasy w Elblągu nie ma! Prasa była jeszcze w okresie PRL-u. Teraz prasy nie ma, bo jeżeli ktoś, kto zajmuje się krytyką sztuki, otrzymuje na nią w prasie miejsca na trzy wiersze, to jest po prostu śmieszne! Istnieją jeszcze pewne pisma, które to robią, ale one już też dogorywają, jak np. to, które wydaję „TygiEl”. Wydajemy je już od ponad 20 lat, jednak mamy coraz mniej funduszy. Nie cieszymy się nawet sympatią władz kulturalnych. W wydawaniu pisma pomaga nam prywatny przedsiębiorca.
Nie chcę jednak głosić poglądów tylko czarnowidzkich mówiąc, że wszystko zmierza ku najgorszemu. Żyjemy w okresie zmian. Ja jestem akurat człowiekiem, który związany jest z tamtymi czasami. Związany to nie znaczy, że reprezentowałem tamte czasy będąc miłym towarzyszem, ja wówczas głównie walczyłem z władzą. Dziś ma miejsce ogromna zmiana. Jest to nie tylko zmiana pokoleń, ale tego, co jest ponad pokoleniami tj. formacji myślowych. Inne było kiedyś poczucie piękna, wartości. Dzisiaj to wszystko się niesamowicie wymieszało, wypaczyło. Nawet współczesna publiczność nie jest zbyt dobra. Nie mamy, niestety, w Elblągu najlepszej publiczności. Stosunkowo dobra jest publiczność na koncertach, jednak nie widzę dobrej publiczności w teatrze. Oklaskuje ona bowiem nawet najlichszy spektakl, a w teatrze przecież się także gwiżdże! Wygwizduje się, bo od tego też jest teatr, gdy ogląda się spektakl na żywo. Natomiast nasza publiczność, mówiąc trochę z przesadą, jest nadzwyczaj grzeczna.
Dobrze oceniam pracę Galerii El, którą zresztą przez lata prowadziłem. Niełatwo ją jednak prowadzić, ponieważ gdy galerię będzie prowadził twórca, to będzie kierował nią tak, by realizować pewne mody w sztuce z innych rezygnując. Natomiast dobrze by było i to jest pewien postulat, który mógłbym skierować do Jarka (Jarosław Denisiuk, obecny dyrektor Galerii El – przyp. red.), żeby w galerii przewijały się rozmaitego rodzaju tendencje. Jarek poszedł teraz trochę za sztuką typu geometrycznego, chociaż nie tylko jej się trzyma. Za moich czasów w galerii często gościli aktorzy i nie grali tam wcale tak, jak w teatrze, a podejmowali z widzem dyskusję, powstawały nawet pewnego rodzaju konflikty. Żyliśmy wtedy działaniami teatralnymi czy parateatralnymi ze względu na to, że były one mi bliskie. Ważne jest, by galerię wyposażyć we wszelkiego rodzaju wielość, różnorodność. Obecna galeria jest eklektyczna. Ja jednak nie mam na nią recepty. Cieszę się, że galeria ma teraz środki, że dużo tam się dzieje, że ma publiczność, która dopisuje. Jedno powiem, galeria nie nadaje się do prezentacji muzycznych.
Podsumowując, w Elblągu nie jest źle, jeśli idzie o rozwój kultury. Istnieje tu środowisko literackie, środowisko ludzi, które uprawia książkę, literaturę, chociaż jest ono bardzo rozproszone. Nadal prowadzę Stowarzyszenie Elbląskiego Klubu Autorów, choć coraz mniej czasu mam na tego typu działalność, ponieważ ostatnie lata swego życia mam zamiar poświęcić na wydanie książek, które do tej pory leżały głęboko w szufladzie. Chcę wydać kilka moich książek, a szczególnie jeden utwór, którego bano się od lat, a niektórzy boją się go nawet do dzisiaj. Jest to utwór pokazujący, w jaki sposób w Elblągu dawano ludziom wartościowym tzw. lekcje pokory, jak upokarzano ludzi sztuki, kultury i ludzi wartościowych w ogóle.
Ryszard Tomczyk: – Szczerze mówiąc w ciągu ostatnich lat jestem sytuowany na boku tego, co się dzieje w elbląskiej kulturze, choć „maczam jeszcze place” w wydawanym przez siebie od lat kwartalniku. Jest to ostatnie przedsięwzięcie, które prowadzę i które zarezerwowałem dla siebie. Jestem człowiekiem piszącym i malującym, choć zarówno w stosunku do pierwszej, jak i do drugiej aktywności zastanawiam się, czy w ogóle warto, czy jest sens. To, co dzieje się obecnie w Elblągu wokół kultury, dzieje się już bez mojego aktywnego udziału. Uczestniczę w różnego rodzaju spotkaniach czy koncertach, które mają w Elblągu miejsce, jednak nie w roli organizatora, jak kiedyś, lecz w roli uczestnika. Wszystko ma bowiem kiedyś swój kres. Mogę na podstawie tego stwierdzić, że w Elblągu dzieje się dzisiaj bardzo wiele. Najbardziej stabilnie funkcjonuje dziś środowisko muzyczne w postaci choćby Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Cieszę się z tego bardzo, bo to jest jakby powrót do tego, co było w Elblągu na samym początku. Elbląg wystartował na początku, jako zresztą miasto bardzo prowincjonalne, z całym pakietem inicjatyw typu muzycznego.
W Elblągu funkcjonuje też teatr, daje sobie radę i zjednuje ludzi. Nie jest to jednak teatr taki, jak kiedyś, tego samego poziomu, ponieważ bywały w Elblągu okresy, które bardzo sprzyjały rozwojowi teatru. Współczesność teatrowi specjalnie nie sprzyja i razi nas, ludzi starszego pokolenia to specyficzne dla współczesnego teatru umizgiwanie się do publiczności. Dążenie do nasycenia publiczności, sprostania jej gustom odbije się prędzej czy później na sztuce. Nigdy wcześniej, jak w ostatnim dwudziestoleciu teatr nie poniżał się tak mocno w stosunku do publiczności.
Następna sprawa, którą obserwuję to wymiana pokoleń. Cieszę się, że już nie widuję na widowni ludzi mojej generacji. Dużo z tych ludzi już odeszło. Rzadko spotykam swoich kolegów. Jest bowiem wielu wspaniałych młodych ludzi, którzy w naszym mieście tworzą współczesną kulturę i bez wątpienia mogę powiedzieć, że Elbląg miastem kultury jest. Najgorzej widziałbym w tej chwili funkcjonowanie twórczości w Elblągu, a ściślej rzecz ujmując obserwuję dziś degradację statusu artysty. Każdy, kto wychodzi z czymś, od razu mieni się artystą, widzi się człowiekiem sztuki. Poziom w stosunku do tego, co miało miejsce kiedyś, siadł. Całe szczęście, że ratuje nas tutaj orkiestra symfoniczna. Istnieje w Elblągu sporo innych inicjatyw. Wspaniale reprezentuje nasze miasto w Polsce i za granicą zespół tańca towarzyskiego. Jeśli chodzi o przyszłość kultury, to będzie ona taka, jaką będzie ją chciało pokolenie współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków.
Przygasł także trochę autorytet środowiska intelektualnego. Istnieją wprawdzie przy poszczególnych uczelniach pisma naukowe, ale nie ma dziś wiele miejsca na wszczęcie jakiejś dyskusji czy omówienie jakiegoś drażliwego tematu. Istnieją oczywiście pewne zabiegi, które uprawia Biblioteka Elbląska zapraszając ludzi nauki z zewnątrz.
To, co mnie dotkliwie razi w Elblągu, to brak należytego szacunku i należytej opieki dla środowiska artystycznego ze strony Rady Miejskiej. Od dwudziestu kilku lat walczę z różnymi władzami o witrynę sprzedażną dla tego, co bywa bądź bywało wydawane w Elblągu. Powinien być uruchomiony punkt sprzedaży, w którym można by było kupić książkę wydaną tu, w Elblągu przed dziesięciu, dwudziestu czy przed czterdziestu laty. Najrozmaitsze zasoby rzeczy bardzo interesujących zostały zniszczone znacznie wcześniej!
Chciałbym podkreślić, że współczesna prasa nie kształtuje obecnie w ogóle opinii, jeśli chodzi o kwestie kultury. Prasy w Elblągu nie ma! Prasa była jeszcze w okresie PRL-u. Teraz prasy nie ma, bo jeżeli ktoś, kto zajmuje się krytyką sztuki, otrzymuje na nią w prasie miejsca na trzy wiersze, to jest po prostu śmieszne! Istnieją jeszcze pewne pisma, które to robią, ale one już też dogorywają, jak np. to, które wydaję „TygiEl”. Wydajemy je już od ponad 20 lat, jednak mamy coraz mniej funduszy. Nie cieszymy się nawet sympatią władz kulturalnych. W wydawaniu pisma pomaga nam prywatny przedsiębiorca.
Nie chcę jednak głosić poglądów tylko czarnowidzkich mówiąc, że wszystko zmierza ku najgorszemu. Żyjemy w okresie zmian. Ja jestem akurat człowiekiem, który związany jest z tamtymi czasami. Związany to nie znaczy, że reprezentowałem tamte czasy będąc miłym towarzyszem, ja wówczas głównie walczyłem z władzą. Dziś ma miejsce ogromna zmiana. Jest to nie tylko zmiana pokoleń, ale tego, co jest ponad pokoleniami tj. formacji myślowych. Inne było kiedyś poczucie piękna, wartości. Dzisiaj to wszystko się niesamowicie wymieszało, wypaczyło. Nawet współczesna publiczność nie jest zbyt dobra. Nie mamy, niestety, w Elblągu najlepszej publiczności. Stosunkowo dobra jest publiczność na koncertach, jednak nie widzę dobrej publiczności w teatrze. Oklaskuje ona bowiem nawet najlichszy spektakl, a w teatrze przecież się także gwiżdże! Wygwizduje się, bo od tego też jest teatr, gdy ogląda się spektakl na żywo. Natomiast nasza publiczność, mówiąc trochę z przesadą, jest nadzwyczaj grzeczna.
Dobrze oceniam pracę Galerii El, którą zresztą przez lata prowadziłem. Niełatwo ją jednak prowadzić, ponieważ gdy galerię będzie prowadził twórca, to będzie kierował nią tak, by realizować pewne mody w sztuce z innych rezygnując. Natomiast dobrze by było i to jest pewien postulat, który mógłbym skierować do Jarka (Jarosław Denisiuk, obecny dyrektor Galerii El – przyp. red.), żeby w galerii przewijały się rozmaitego rodzaju tendencje. Jarek poszedł teraz trochę za sztuką typu geometrycznego, chociaż nie tylko jej się trzyma. Za moich czasów w galerii często gościli aktorzy i nie grali tam wcale tak, jak w teatrze, a podejmowali z widzem dyskusję, powstawały nawet pewnego rodzaju konflikty. Żyliśmy wtedy działaniami teatralnymi czy parateatralnymi ze względu na to, że były one mi bliskie. Ważne jest, by galerię wyposażyć we wszelkiego rodzaju wielość, różnorodność. Obecna galeria jest eklektyczna. Ja jednak nie mam na nią recepty. Cieszę się, że galeria ma teraz środki, że dużo tam się dzieje, że ma publiczność, która dopisuje. Jedno powiem, galeria nie nadaje się do prezentacji muzycznych.
Podsumowując, w Elblągu nie jest źle, jeśli idzie o rozwój kultury. Istnieje tu środowisko literackie, środowisko ludzi, które uprawia książkę, literaturę, chociaż jest ono bardzo rozproszone. Nadal prowadzę Stowarzyszenie Elbląskiego Klubu Autorów, choć coraz mniej czasu mam na tego typu działalność, ponieważ ostatnie lata swego życia mam zamiar poświęcić na wydanie książek, które do tej pory leżały głęboko w szufladzie. Chcę wydać kilka moich książek, a szczególnie jeden utwór, którego bano się od lat, a niektórzy boją się go nawet do dzisiaj. Jest to utwór pokazujący, w jaki sposób w Elblągu dawano ludziom wartościowym tzw. lekcje pokory, jak upokarzano ludzi sztuki, kultury i ludzi wartościowych w ogóle.
dk