Gotyk w Mjazzdze

Absolutna koncentracja, czerwono- czarna kolorystyka oraz unosząca się mgiełka mistycyzmu to elementy, które od początku stworzyły spójną całość podczas sobotniego (21 października) koncertu w Mjazzdze. Te idealnie dobrane detale nie były oczywiście dziełem przypadku, wszak Closterkeller to zespół, który w styczniu przyszłego roku będzie obchodził swoje 25- lecie. Zobacz zdjęcia.
W przededniu tego ważnego wydarzenia zespół uważany za prekursora tzw. „gotyckiego rocka” postanowił wykonać ukłon w stronę publiczności i podczas jesiennej trasy Abracadabra 2012 prezentować wszystkie największe przeboje grupy.
Choć koncert zaczął się ze sporym opóźnieniem warto było czekać. Rozpoczęła go „Władza”, a dalej muzyczna ścieżka prowadziła m.in. przez „Czerwone wino”, „Purple”, „Blue”, „Śniło”, „Violet”, „Babeluu” czy „Jeszcze raz”. Około dwugodzinny koncert wbijał się w umysły odbiorców każdą nutą, taktem i riffem powodując coraz większy entuzjazm wśród publiczności. Był on na tyle duży, że dzięki niemu powstał pewien nowy, nigdy wcześniej nie widziany na koncertach Closterkeller układ choreograficzny z…mopem.
To, co najbardziej uderza to fakt, że pomimo tych wszystkich mrocznych stylizacji, czerwonych włosów Anji Orthodox czy teoretycznie odstraszających robali na spodniach znakomitego klawiszowca Michała Rollingera to muzyka jest tym, co gra tutaj pierwsze skrzypce. Charakterystyczny głos wokalistki, bas Krzysztofa Najmana, gitara Mariusza Kumali, klawisze Michała Rollingera i perkusja Gerarda Klawe to doskonała mieszanka, którą stworzyły składniki z górnej półki. Drugie skrzypce należą do tekstu, bo choć Anja Orthodox kojarzy się niektórym recepcjonistom hotelowym z mrokiem, demonicznym złem i niszczycielską siłą, choć wybiera taką stylizację a nie inną to należy pamiętać, że jest ona przede wszystkim poetką o bardzo charakterystycznej, ekspresyjnej twórczości. Wczorajszy koncert można zatem zaliczyć do tych, które zapadają w elbląską pamięć długotrwałą.
Choć koncert zaczął się ze sporym opóźnieniem warto było czekać. Rozpoczęła go „Władza”, a dalej muzyczna ścieżka prowadziła m.in. przez „Czerwone wino”, „Purple”, „Blue”, „Śniło”, „Violet”, „Babeluu” czy „Jeszcze raz”. Około dwugodzinny koncert wbijał się w umysły odbiorców każdą nutą, taktem i riffem powodując coraz większy entuzjazm wśród publiczności. Był on na tyle duży, że dzięki niemu powstał pewien nowy, nigdy wcześniej nie widziany na koncertach Closterkeller układ choreograficzny z…mopem.
To, co najbardziej uderza to fakt, że pomimo tych wszystkich mrocznych stylizacji, czerwonych włosów Anji Orthodox czy teoretycznie odstraszających robali na spodniach znakomitego klawiszowca Michała Rollingera to muzyka jest tym, co gra tutaj pierwsze skrzypce. Charakterystyczny głos wokalistki, bas Krzysztofa Najmana, gitara Mariusza Kumali, klawisze Michała Rollingera i perkusja Gerarda Klawe to doskonała mieszanka, którą stworzyły składniki z górnej półki. Drugie skrzypce należą do tekstu, bo choć Anja Orthodox kojarzy się niektórym recepcjonistom hotelowym z mrokiem, demonicznym złem i niszczycielską siłą, choć wybiera taką stylizację a nie inną to należy pamiętać, że jest ona przede wszystkim poetką o bardzo charakterystycznej, ekspresyjnej twórczości. Wczorajszy koncert można zatem zaliczyć do tych, które zapadają w elbląską pamięć długotrwałą.
Marta Wiloch