Hej naprzód marsz! Proletaryat!

Mocnym, rockowym akcentem zakończył się ubiegły weekend. Fani gitarowego grania, którzy zjawili się w niedzielny wieczór (27 lutego) w klubie Eden, mieli okazję skonfrontować się na żywo z zespołem Proletaryat. Zobacz zdjęcia.
Zanim jednak na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, publikę rozgrzewała ekipa Messy. Ten pochodzący z Warmii zespół to nieźli koncertowi "zabijacy". Ich występ był pełen mocy i energii. Nie da się nie zauważyć, że koncerty to ich żywioł. Ekspresyjnie podany miks hard core’a, metalu i ciężkiego rocka, nieuciekający jednak od dużej ilości melodii i chwytliwych partii wokalnych, dość intensywnie utrudniał dystyngowane uczestnictwo w ich występie. To zdecydowanie muza przy której chce się skakać. Messa poza własnymi utworami wzięła na warsztat również kawałek Prodigy i brazylijską klasykę metalu – „Roots Bloody Roots” Sepultury, którym to utworem pięknie zwieńczyli swój występ.
Po zwyczajowej przerwie technicznej, poświęconej rozstawianiu sprzętu, na scenie pojawili się ci, na których wszyscy tego wieczoru czekali. Zaczęli od „Modlitwy”. Kapitalny transowy rytm tego utworu spokojnie wprowadzał w to, co miało nastąpić potem. A potem był czysta rockowa moc, przerywana jedynie krótkimi, acz treściwymi wypowiedziami wokalisty - Tomasza Olejnika. Obiecali zabrać nas w podróż przez swoją muzyczną historię i nie zawiedli. Z głośników poleciały m.in.: „Jak Ptak”, „Pragnienia”, „9 kul”, „Proletaryat”, „Myśl” no i oczywiście „Hej naprzód marsz”. Muzycy Proletaryatu tego wieczoru byli zdecydowanie w znakomitej kondycji. Takiej mocy może im pozazdrościć wiele młodych kapel. W zasadzie nie było słabego elementu w występie zespołu z Pabianic, wokal Olejnika – klasa, gitara i miny Daraszkiewicza – bezcenne, sekcja – mocna i bezbłędna. Grali długo, ale kiedy zeszli ze sceny wyraźnie dano im do zrozumienia, że jednak za krótko.
Nie miałem wcześniej okazji widzieć Proletaryatu na żywo, może stąd moje zdziwienie. Bo nie spodziewałem się tak mocnego, rockowego koncertu. Dzisiaj część starych rockowych wyjadaczy przełomu lat 80/90 albo nie gra już wcale, albo snuje jakieś smętne ballady. Proletaryat jednak pokazał, że nie składa jeszcze broni i potrafi narobić niezłego hałasu.
Po zwyczajowej przerwie technicznej, poświęconej rozstawianiu sprzętu, na scenie pojawili się ci, na których wszyscy tego wieczoru czekali. Zaczęli od „Modlitwy”. Kapitalny transowy rytm tego utworu spokojnie wprowadzał w to, co miało nastąpić potem. A potem był czysta rockowa moc, przerywana jedynie krótkimi, acz treściwymi wypowiedziami wokalisty - Tomasza Olejnika. Obiecali zabrać nas w podróż przez swoją muzyczną historię i nie zawiedli. Z głośników poleciały m.in.: „Jak Ptak”, „Pragnienia”, „9 kul”, „Proletaryat”, „Myśl” no i oczywiście „Hej naprzód marsz”. Muzycy Proletaryatu tego wieczoru byli zdecydowanie w znakomitej kondycji. Takiej mocy może im pozazdrościć wiele młodych kapel. W zasadzie nie było słabego elementu w występie zespołu z Pabianic, wokal Olejnika – klasa, gitara i miny Daraszkiewicza – bezcenne, sekcja – mocna i bezbłędna. Grali długo, ale kiedy zeszli ze sceny wyraźnie dano im do zrozumienia, że jednak za krótko.
Nie miałem wcześniej okazji widzieć Proletaryatu na żywo, może stąd moje zdziwienie. Bo nie spodziewałem się tak mocnego, rockowego koncertu. Dzisiaj część starych rockowych wyjadaczy przełomu lat 80/90 albo nie gra już wcale, albo snuje jakieś smętne ballady. Proletaryat jednak pokazał, że nie składa jeszcze broni i potrafi narobić niezłego hałasu.
Tomasz Sulich