Jest dobrze, ale może być lepiej

Czy kulturę w Elblągu należy budować od podstaw, reanimować czy może wystarczy jej mały lifting? Jaka jest miejska oferta i czy znajduje odbiorców? Jakie działania podjąć, jakie kontynuować, a jakich, być może, zaniechać? Od 26 do 27 października w Ratuszu Staromiejskim odbywać się będzie kongres poświęcony tym zagadnieniom, ale my już dziś pytamy o kondycję elbląskiej kultury.
Dr Maria Kasprzycka, dyrektor Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu: - Uważam, że kultura w Elblągu wygląda coraz lepiej. Na pewno mamy świetną ofertę muzyczną i to nie jest tylko zasługa Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, która rozwija się w sposób nieprawdopodobny, idzie jak burza i prezentuje wysoki poziom. Jest także Mjazzga, ciekawie dzieje się w Galerii EL.
Teatr, jak na nasze warunki, też radzi sobie całkiem nieźle. Osobiście nie narzekam na ofertę kinową. Uważam, że Multikino plus Światowid gwarantują wystarczająco różnorodny repertuar. Podoba mi się też, że powstają prywatne galerie, bo jest na to popyt.
Trudno mi mówić natomiast na temat oferty Muzeum, ponieważ nie mieści się ona w kulturze masowej. Z jednej strony powinna to być oferta bardziej turystyczna niż kulturalna, z drugiej zaś edukacyjna. I w tym kierunku zmierzamy, bo bardziej widzę Muzeum w nauce, turystyce, edukacji niż w powszechnie rozumianej kulturze.
Wydaje mi się też, że jest coraz większe zainteresowanie mieszkańców nie tylko odbiorem kultury, ale i tworzeniem oferty. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, choć jest jeszcze wiele do zrobienia. Patrząc na społeczeństwa zachodnie widzę większe zaangażowanie mieszkańców w chęć uczestniczenia w formach dla nich przyjaznych. Zobaczyłam to w Szwecji, gdzie popularne są chóry. Co z tego, że trochę fałszują, skoro ludzie spotykają się, śpiewają i mają z tego przyjemność. To samo z muzykowaniem w Holandii. Ja bym chętnie przyłączyła się do jakiejś grupy, nawet poudawała zespół, by tylko się tym bawić (śmiech). U nas albo wszystko idzie w profesjonalizm i w „górne C” albo nic się nie dzieje. Brakuje mi amatorskiego zaangażowania.
Wydaje mi się też, że troszeczkę brakuje edukacyjno-rozrywkowych form edukacji kulturalnej dla dzieciaków. Są albo szkolenia, warsztaty, lekcje albo nic. Nie ma jakiejś formy, która by je zachęcała do kultury, pobudzała do odbioru przez rozrywkę.
Odczuwam większe wsparcie Urzędu Miejskiego i obecnej władzy niż przy poprzedniej ekipie, która większy ciężar kładła na sprawy gospodarcze, a po macoszemu traktowała promocję, turystykę, kulturę. Teraz jest przeniesienie gatunkowe, które – jak sądzę - może poskutkować dobrym klimatem dla mieszkańców pod kątem radości życia w Elblągu. Tu nie chodzi tylko o miejsca pracy, ale i o warunki, w jakich tę pracę się wykonuje i warunki, w jakich się wypoczywa. Uważam, że to dobry kierunek, który wymaga trochę czasu i konsekwencji. Bo jest jeszcze dużo do zrobienia.
Na pewno można dużo zarzucić i mnie, i innym dyrektorom instytucji kultury, ale nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Jako dyrektorzy instytucji kultury my nie jesteśmy od gadania o kulturze. Mamy robić to, czego oczekują od nas mieszkańcy. Mamy pracować tak, by mieszkańcy, którzy płacą podatki, byli zadowoleni.
Teatr, jak na nasze warunki, też radzi sobie całkiem nieźle. Osobiście nie narzekam na ofertę kinową. Uważam, że Multikino plus Światowid gwarantują wystarczająco różnorodny repertuar. Podoba mi się też, że powstają prywatne galerie, bo jest na to popyt.
Trudno mi mówić natomiast na temat oferty Muzeum, ponieważ nie mieści się ona w kulturze masowej. Z jednej strony powinna to być oferta bardziej turystyczna niż kulturalna, z drugiej zaś edukacyjna. I w tym kierunku zmierzamy, bo bardziej widzę Muzeum w nauce, turystyce, edukacji niż w powszechnie rozumianej kulturze.
Wydaje mi się też, że jest coraz większe zainteresowanie mieszkańców nie tylko odbiorem kultury, ale i tworzeniem oferty. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, choć jest jeszcze wiele do zrobienia. Patrząc na społeczeństwa zachodnie widzę większe zaangażowanie mieszkańców w chęć uczestniczenia w formach dla nich przyjaznych. Zobaczyłam to w Szwecji, gdzie popularne są chóry. Co z tego, że trochę fałszują, skoro ludzie spotykają się, śpiewają i mają z tego przyjemność. To samo z muzykowaniem w Holandii. Ja bym chętnie przyłączyła się do jakiejś grupy, nawet poudawała zespół, by tylko się tym bawić (śmiech). U nas albo wszystko idzie w profesjonalizm i w „górne C” albo nic się nie dzieje. Brakuje mi amatorskiego zaangażowania.
Wydaje mi się też, że troszeczkę brakuje edukacyjno-rozrywkowych form edukacji kulturalnej dla dzieciaków. Są albo szkolenia, warsztaty, lekcje albo nic. Nie ma jakiejś formy, która by je zachęcała do kultury, pobudzała do odbioru przez rozrywkę.
Odczuwam większe wsparcie Urzędu Miejskiego i obecnej władzy niż przy poprzedniej ekipie, która większy ciężar kładła na sprawy gospodarcze, a po macoszemu traktowała promocję, turystykę, kulturę. Teraz jest przeniesienie gatunkowe, które – jak sądzę - może poskutkować dobrym klimatem dla mieszkańców pod kątem radości życia w Elblągu. Tu nie chodzi tylko o miejsca pracy, ale i o warunki, w jakich tę pracę się wykonuje i warunki, w jakich się wypoczywa. Uważam, że to dobry kierunek, który wymaga trochę czasu i konsekwencji. Bo jest jeszcze dużo do zrobienia.
Na pewno można dużo zarzucić i mnie, i innym dyrektorom instytucji kultury, ale nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. Jako dyrektorzy instytucji kultury my nie jesteśmy od gadania o kulturze. Mamy robić to, czego oczekują od nas mieszkańcy. Mamy pracować tak, by mieszkańcy, którzy płacą podatki, byli zadowoleni.
A