Kryminał mnie zmęczył

Zygmunt Miłoszewski, autor bestsellerowych kryminałów, w których odpowiedzi na pytania kto zabił i dlaczego poszukuje prokurator Teodor Szacki, pisze ostatnią część mrocznego tryptyku. Zapowiada, że to pożegnanie i z Szackim, i z „kryminalną przeszłością”.
Prokurator Szacki to [i tu słowa Zygmunta Miłoszewskiego] osoba niesympatyczna, która zamiast sumienia ma kodeks karny. Jest szowinistą, mizoginem, mizantropem. Na pewno nie jest postacią fajną, ale emocji w jej autorze nie wzbudza żadnych.
Arthur Conan Doyle miał swojego Holmesa, a Miłoszewski – Szackiego. I jeden i drugi autor poczytnych kryminałów w końcu zapragnął pożegnać się ze swoim bohaterem. Anglik uśmiercił słynnego detektywa, ale – jak się okazało – nie było to ostateczne rozwiązanie. Nie pozostał głuchy na wołania czytelników, nie bez znaczenia okazał się też fakt, że kolejne książki (bez udziału Holmesa) po prostu nie sprzedawały się. Sherlock Holmes powrócił więc.
Zygmunt Miłoszewski zapowiada koniec swojego romansu z kryminałem i pożegnanie z Teodorem Szackim.
- Nie uśmiercę Szackiego – zapewnił podczas spotkania w Klubie Kryminału w Bibliotece Elbląskiej. – Zrobię jednak coś takiego, by nie mógł on być dalej bohaterem moich książek. Kończę z kryminałem – dodał. – Męczy mnie już tematyka i styl. Chcę to już zmienić i pójść w inne rejony prozy. Może napiszę powieść awanturniczą, bez przytłaczania mrokiem?
W „Uwikłaniu” prokurator mierzy się z duchami PRL-u na ulicach Warszawy, w „Ziarnie prawdy” [nominowanym do Paszportu Polityki w roku 2011] natomiast dotyka stosunków polsko-żydowskich w urokliwym Sandomierzu. Urokliwym, ale w mieście, które skrywa mroczne karty historii.
Trzecia i ostatnia część przygód Teodora Szackiego dzieje się [póki co – pisze się] w Olsztynie.
- Znam to miasto, bo stamtąd pochodzi moja żona – mówił Zygmunt Miłoszewski. – Zaciekawiło mnie poszukiwanie tożsamości i patriotyzm ludzi mieszkających na ziemiach odzyskanych. Z tą inną mentalnością zderzy się teraz Szacki. I to będzie koniec.
Miłoszewski przyznaje się także do flirtu ze środowiskiem filmowym. Duży niesmak pozostawiła w nim adaptacja „Uwikłania” w reżyserii Jacka Bromskiego.
- Nie mające sensu zwroty akcji, to, że z Szackiego zrobiono kobietę, i snajper na końcu. Jest mi przykro i to nie tylko dlatego, że książka została zniszczona. Mam pretensje, że wielu osobom nie chciało się pracować, by ten film był dobry – wyraził swoje niezadowolenie. – A dzięki tak niedobremu filmowi nie będzie w Polsce dobrego kina grozy. Cóż, ale wpływu na scenariusz nie miałem. To się jednak zmieni – zdradził Miłoszewski. – „Ziarno prawdy” prawdopodobnie zostanie zrealizowane. Prawdopodobnie w reżyserii Juliusza Machulskiego. I Szacki będzie mężczyzną (śmiech).
Sam Zygmunt Miłoszewski też pisze scenariusze filmowe. I, jak przyznaje, to zajęcie pozwoliło mu na opłacanie rachunków przez pewien czas, ale efektów na ekranie raczej nie zobaczymy.
Wiemy już, że Miłoszewski kryminałów nie będzie pisał. Co zatem wyjdzie „spod jego pióra”?
- Chcę pisać o tym, co tu i teraz. Na pewno nie będą to książki historyczne [w takie "uderzył" sir Arthur Conan Doyle po uśmierceniu Holmesa - red.], bo to mnie nudzi – przyznał.
Arthur Conan Doyle miał swojego Holmesa, a Miłoszewski – Szackiego. I jeden i drugi autor poczytnych kryminałów w końcu zapragnął pożegnać się ze swoim bohaterem. Anglik uśmiercił słynnego detektywa, ale – jak się okazało – nie było to ostateczne rozwiązanie. Nie pozostał głuchy na wołania czytelników, nie bez znaczenia okazał się też fakt, że kolejne książki (bez udziału Holmesa) po prostu nie sprzedawały się. Sherlock Holmes powrócił więc.
Zygmunt Miłoszewski zapowiada koniec swojego romansu z kryminałem i pożegnanie z Teodorem Szackim.
- Nie uśmiercę Szackiego – zapewnił podczas spotkania w Klubie Kryminału w Bibliotece Elbląskiej. – Zrobię jednak coś takiego, by nie mógł on być dalej bohaterem moich książek. Kończę z kryminałem – dodał. – Męczy mnie już tematyka i styl. Chcę to już zmienić i pójść w inne rejony prozy. Może napiszę powieść awanturniczą, bez przytłaczania mrokiem?
W „Uwikłaniu” prokurator mierzy się z duchami PRL-u na ulicach Warszawy, w „Ziarnie prawdy” [nominowanym do Paszportu Polityki w roku 2011] natomiast dotyka stosunków polsko-żydowskich w urokliwym Sandomierzu. Urokliwym, ale w mieście, które skrywa mroczne karty historii.
Trzecia i ostatnia część przygód Teodora Szackiego dzieje się [póki co – pisze się] w Olsztynie.
- Znam to miasto, bo stamtąd pochodzi moja żona – mówił Zygmunt Miłoszewski. – Zaciekawiło mnie poszukiwanie tożsamości i patriotyzm ludzi mieszkających na ziemiach odzyskanych. Z tą inną mentalnością zderzy się teraz Szacki. I to będzie koniec.
Miłoszewski przyznaje się także do flirtu ze środowiskiem filmowym. Duży niesmak pozostawiła w nim adaptacja „Uwikłania” w reżyserii Jacka Bromskiego.
- Nie mające sensu zwroty akcji, to, że z Szackiego zrobiono kobietę, i snajper na końcu. Jest mi przykro i to nie tylko dlatego, że książka została zniszczona. Mam pretensje, że wielu osobom nie chciało się pracować, by ten film był dobry – wyraził swoje niezadowolenie. – A dzięki tak niedobremu filmowi nie będzie w Polsce dobrego kina grozy. Cóż, ale wpływu na scenariusz nie miałem. To się jednak zmieni – zdradził Miłoszewski. – „Ziarno prawdy” prawdopodobnie zostanie zrealizowane. Prawdopodobnie w reżyserii Juliusza Machulskiego. I Szacki będzie mężczyzną (śmiech).
Sam Zygmunt Miłoszewski też pisze scenariusze filmowe. I, jak przyznaje, to zajęcie pozwoliło mu na opłacanie rachunków przez pewien czas, ale efektów na ekranie raczej nie zobaczymy.
Wiemy już, że Miłoszewski kryminałów nie będzie pisał. Co zatem wyjdzie „spod jego pióra”?
- Chcę pisać o tym, co tu i teraz. Na pewno nie będą to książki historyczne [w takie "uderzył" sir Arthur Conan Doyle po uśmierceniu Holmesa - red.], bo to mnie nudzi – przyznał.
A