Nie potrafię być oryginalnie śmieszny

Tomasz Muszyński nie bał się zmierzyć z potworem brawurowo wcielając się w postać Adolfa Hitlera. Ducha i ciało oddał „Celebracjom” Krzysztofa Bizio. Natomiast w amerykańskim klasyku, czyli „Szklanej menażerii” stworzył skomplikowaną postać Toma. Za nią otrzymał w tym roku Aleksandra. To trzecia statuetka w kolekcji młodego aktora.
Tomasz Muszyński jest absolwentem Państwowego Studia Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. Po dyplomie (2003 r.) został zaangażowany w Teatrze im. Aleksandra Sewruka w Elblągu. Tu stworzył role dramatyczne i komediowe, w repertuarze klasycznym i współczesnym. Swój talent wokalny prezentował m.in. w „Pod niebem Paryża” czy „A my…róbmy swoje”. Nie bał się zmierzyć z potworem brawurowo wcielając się w postać Adolfa Hitlera („Mein Kampf” George’a Tabori’ego). Ducha i ciało oddał „Celebracjom” Krzysztofa Bizio, co zostało dostrzeżone przez Kapitułę nagrody Aleksandra w roku 2007. Dwa lata później publiczność wyróżniła Tomasza Muszyńskiego swoją statuetką.
W tym roku ponownie wzrok Kapituły spoczął na młodym aktorze. Podczas gali z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru (26 marca) Muszyński odebrał Aleksandra za rolę Toma w „Szklanej menażerii” Tennessee Williams’a.
Amerykański klasyk, sztuka osadzona w realiach lat 40. XX wieku, przyniósł Panu nagrodę za Męską Rolę Roku.
Tomasz Muszyński: Nie chciałem grać Toma, bo uważałem, że nie jestem jeszcze gotowy. To strasznie trudna, skomplikowana rola w smutnej sztuce, która daje do myślenia. A jeśli wywołuje śmiech to przez łzy.
Jaki jest Tom?
Tom marzy o tym, by być wolnym, wyrwać z domu, uciec od matki. A nawet od siostry, mimo, że tę strasznie kocha. Mówi do niej „Próbowałem cię porzucić, ale jestem tobie wierny bardziej niż to sobie postanowiłem”. Tak naprawdę Tom kocha też swoją matkę, tyle, że ona go męczy. Męczy go jej gadanie, to, że zwraca mu uwagę - że źle je, że pali, że mógłby się dokształcić. Wytyka mu wady i narzeka. I od tego wszystkiego Tom chce uciec. Dlatego chodzi do kina i żyje światem filmowym, przygodami bohaterów z ekranu. „Miłość, polowanie i walka – to są instynkty mężczyzny” - mówi. I do tego tęskni.
Ile jest aktora Muszyńskiego w postaci Toma?
Dałem mu coś z siebie, bo akurat byłem na takim, a nie innym etapie życiowym. Za każdym razem, gdy gram Toma myślę o mojej siostrze i to mi pomaga, jest mi łatwiej rozwinąć się. Siostrze zresztą dedykowałem swoją nagrodę. Kapitule dziękuję za docenienie mojej pracy.
Czy rola w „Szklanej menażerii” była najbardziej wymagająca spośród innych, z którymi już Pan się zmierzył?
Każda rola jest wyzwaniem. Dla mnie największym był Hitler. Na początku przerażała już sama świadomość postaci, to, że gra się potwora. To prawda, spektakl robimy w krzywym zwierciadle. Jednak ta rola kosztowała mnie dużo zdrowia. Podobnie w „Celebracjach”, gdzie klocki są skomplikowane do złożenia.
Gra Pan też w repertuarze lżejszym, choćby w farsie „O co biega?”, której premiera uświetniła obchody Międzynarodowego Dnia Teatru
Farsa wbrew pozorom jest trudniejsza do zagrania niż dramat. Wymaga od aktora dużej dyscypliny, tempa. U mnie występuje też problem - nie potrafię być oryginalnie śmieszny (śmiech). Albo się wygłupiam, albo jestem za bardzo poważny i słyszę „nie, no to trzeba zagrać lżej, to nie jest Czechow”.
W czym widzowie będą mogli Pana zobaczyć w najbliższym czasie?
Właśnie w „O co biega?”. A w maju w „Szklanej menażerii” i w „Celebracjach”. Rozpocząłem też próby do spektaklu „Książę i żebrak”, którego premiera odbędzie się także w maju.
W tym roku ponownie wzrok Kapituły spoczął na młodym aktorze. Podczas gali z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru (26 marca) Muszyński odebrał Aleksandra za rolę Toma w „Szklanej menażerii” Tennessee Williams’a.
Amerykański klasyk, sztuka osadzona w realiach lat 40. XX wieku, przyniósł Panu nagrodę za Męską Rolę Roku.
Tomasz Muszyński: Nie chciałem grać Toma, bo uważałem, że nie jestem jeszcze gotowy. To strasznie trudna, skomplikowana rola w smutnej sztuce, która daje do myślenia. A jeśli wywołuje śmiech to przez łzy.
Jaki jest Tom?
Tom marzy o tym, by być wolnym, wyrwać z domu, uciec od matki. A nawet od siostry, mimo, że tę strasznie kocha. Mówi do niej „Próbowałem cię porzucić, ale jestem tobie wierny bardziej niż to sobie postanowiłem”. Tak naprawdę Tom kocha też swoją matkę, tyle, że ona go męczy. Męczy go jej gadanie, to, że zwraca mu uwagę - że źle je, że pali, że mógłby się dokształcić. Wytyka mu wady i narzeka. I od tego wszystkiego Tom chce uciec. Dlatego chodzi do kina i żyje światem filmowym, przygodami bohaterów z ekranu. „Miłość, polowanie i walka – to są instynkty mężczyzny” - mówi. I do tego tęskni.
Ile jest aktora Muszyńskiego w postaci Toma?
Dałem mu coś z siebie, bo akurat byłem na takim, a nie innym etapie życiowym. Za każdym razem, gdy gram Toma myślę o mojej siostrze i to mi pomaga, jest mi łatwiej rozwinąć się. Siostrze zresztą dedykowałem swoją nagrodę. Kapitule dziękuję za docenienie mojej pracy.
Czy rola w „Szklanej menażerii” była najbardziej wymagająca spośród innych, z którymi już Pan się zmierzył?
Każda rola jest wyzwaniem. Dla mnie największym był Hitler. Na początku przerażała już sama świadomość postaci, to, że gra się potwora. To prawda, spektakl robimy w krzywym zwierciadle. Jednak ta rola kosztowała mnie dużo zdrowia. Podobnie w „Celebracjach”, gdzie klocki są skomplikowane do złożenia.
Gra Pan też w repertuarze lżejszym, choćby w farsie „O co biega?”, której premiera uświetniła obchody Międzynarodowego Dnia Teatru
Farsa wbrew pozorom jest trudniejsza do zagrania niż dramat. Wymaga od aktora dużej dyscypliny, tempa. U mnie występuje też problem - nie potrafię być oryginalnie śmieszny (śmiech). Albo się wygłupiam, albo jestem za bardzo poważny i słyszę „nie, no to trzeba zagrać lżej, to nie jest Czechow”.
W czym widzowie będą mogli Pana zobaczyć w najbliższym czasie?
Właśnie w „O co biega?”. A w maju w „Szklanej menażerii” i w „Celebracjach”. Rozpocząłem też próby do spektaklu „Książę i żebrak”, którego premiera odbędzie się także w maju.
rozmawiała Agata Janik