Porcelana krucha jak czas

Kawałki porcelany, które archeolodzy znaleźli na elbląskiej starówce, do złudzenia przypominają naczynia, które teraz można kupić w sklepach. Dziś chińska porcelana nie cieszy się takim uznaniem, jak przed wiekami. Kiedyś kupcy i żeglarze z narażeniem życia przywozili ją do Europy statkami, a zamożne damy chciały mieć całe porcelanowe gabinety.
Sztuka Chin i Dalekiego Wschodu jest pasją Jana Leszczyłowskiego, historyka sztuki i właściciela antykwariatu „Antiques & Art.” w Sopocie, który od lat współpracuje z elbląskim muzeum. Dzięki temu nasze Muzeum Archeologiczno-Historyczne wzbogaciło swoje zbiory, m.in. o dwie miniatury portretowe, które przedstawiają członków związanej z Elblągiem rodziny von Bodeck. Autorem miniatur jest XVII-wieczny malarz Laurens de Netar, który urodził się w Elblągu. Zakup został sfinansowany przez Ministerstwo Kultury i władze miasta.
Na wystawie „Elbląg – odzyskane świadectwo przeszłości” Jan Leszczyłowski obejrzał przedmioty, które archeolodzy znaleźli w czasie wykopalisk na starówce. Była wśród nich porcelana. To stało się inspiracją spotkania w Kawiarence Historycznej Clio w mijającym tygodniu.
Elbląg jak... Ca Mau
– Kawałki porcelany zostały wydobyte ze „skarbnicy czasu”, to znaczy z ziemi. A największymi skarbnicami dla wszystkich archeologów w Europie są latryny. Oto skarby wyjęte z latryn, które tak mnie zachwyciły – powiedział Jan Leszczyłowski, pokazując fragmenty porcelany leżące w kartonie. – Pomyślałem sobie, że warto coś więcej powiedzieć na temat tych skorup chińskich, tym bardziej, że nie tak dawno uczestniczyłem w pewnym wydarzeniu o światowym rozgłosie. W 2007 roku do Amsterdamu zjechali się znawcy z całego świata, by uczestniczyć w sprzedaży podobnych rzeczy, które zostały wyłowione z morza, na południu Wietnamu, w okolicy przylądka Ca Mau [czyt. Cza-mao]. Przedmioty, które leżą dziś przed nami, odsłaniają wspaniałą historię Elbląga. Szczątki porcelany, które oglądałem w Amsterdamie, były podobne do tych, wręcz takie same. Amsterdam, Elbląg, Gdańsk – wszyscy wiemy, że miasta te łączyły wzajemne powiązania. Tworzyły one sieć, która była połączona z całym światem.
Jak to się dzieje, że bezcenne dzieła sztuki i inne przedmioty sprzed wieków trafiają na aukcje?
Skarby i poszukiwacze
– Jakiś czas temu słyszeliśmy o wspaniałej biżuterii znalezionej w Środzie Śląskiej. Dzięki Bogu, udało się odzyskać jej część, może prawie wszystko, a były to poszukiwania prowadzone raczej nie przez profesjonalistów – znaleźli ją przypadkowo robotnicy. W przeszłości miały miejsce bardzo różne sytuacje. Wielu rabusiów udawało się w miejsca stanowisk archeologicznych, eksplorowało je i wprowadzało na rynek znalezione przedmioty – są bowiem kraje, których prawo zezwala na sprzedaż tego rodzaju obiektów. W Polsce wszystko, co znajduje się w ziemi, należy do państwa – przypomniał antykwariusz. – W Anglii ktoś, kto znajdzie np. garniec z monetami, po zapłaceniu niewielkiego podatku staje się milionerem. Co robi z takim skarbem? Może go sprzedać wszędzie. Anglicy, jeśli chcą go kupić, muszą zebrać pieniądze. Jeśli nie będą mieli pieniędzy, nie złożą się na zakup wyjątkowego przedmiotu, to odpływa on gdzieś w świat, tam, gdzie są pieniądze. U nas jest inaczej, ale pamiętam to, co działo się parę lat temu, kiedy czyszczono Radunię w Gdańsku. Cierpiałem bardzo, ponieważ kopacze czyszczący Radunię właściwie pracowali głównie po godzinach. I to wszystko, co wydobywali, trafiało na rynek. Oglądałem wspaniałe rzeczy. Chyba w końcu więcej, z tego, co znaleziono, trafiło na rynek niż do muzeum...
Elbląskie Stare Miasto, na którym od wielu lat prowadzone są wykopaliska, uważa się za największy poligon archeologiczny w Europie. Obok starówki płynie rzeka, która nie była dotąd badana, choć przy okazji np. bagrowania znajdowano ciekawe przedmioty.
– W Elblągu mamy frajdę wielką, że mieliśmy latryny, a w nich wspaniałe rzeczy. Tymczasem rzeka, która nie była badana przez naukowców, może kryć ogromne skarby. Jakiś czas temu, u kolegi w Amsterdamie, miałem okazję oglądać rzeczy wydobyte z tamtejszych kanałów. Można spodziewać się czegoś podobnego tutaj – wskazał Jan Leszczyłowski.
Czytaj całość.
Na wystawie „Elbląg – odzyskane świadectwo przeszłości” Jan Leszczyłowski obejrzał przedmioty, które archeolodzy znaleźli w czasie wykopalisk na starówce. Była wśród nich porcelana. To stało się inspiracją spotkania w Kawiarence Historycznej Clio w mijającym tygodniu.
Elbląg jak... Ca Mau
– Kawałki porcelany zostały wydobyte ze „skarbnicy czasu”, to znaczy z ziemi. A największymi skarbnicami dla wszystkich archeologów w Europie są latryny. Oto skarby wyjęte z latryn, które tak mnie zachwyciły – powiedział Jan Leszczyłowski, pokazując fragmenty porcelany leżące w kartonie. – Pomyślałem sobie, że warto coś więcej powiedzieć na temat tych skorup chińskich, tym bardziej, że nie tak dawno uczestniczyłem w pewnym wydarzeniu o światowym rozgłosie. W 2007 roku do Amsterdamu zjechali się znawcy z całego świata, by uczestniczyć w sprzedaży podobnych rzeczy, które zostały wyłowione z morza, na południu Wietnamu, w okolicy przylądka Ca Mau [czyt. Cza-mao]. Przedmioty, które leżą dziś przed nami, odsłaniają wspaniałą historię Elbląga. Szczątki porcelany, które oglądałem w Amsterdamie, były podobne do tych, wręcz takie same. Amsterdam, Elbląg, Gdańsk – wszyscy wiemy, że miasta te łączyły wzajemne powiązania. Tworzyły one sieć, która była połączona z całym światem.
Jak to się dzieje, że bezcenne dzieła sztuki i inne przedmioty sprzed wieków trafiają na aukcje?
Skarby i poszukiwacze
– Jakiś czas temu słyszeliśmy o wspaniałej biżuterii znalezionej w Środzie Śląskiej. Dzięki Bogu, udało się odzyskać jej część, może prawie wszystko, a były to poszukiwania prowadzone raczej nie przez profesjonalistów – znaleźli ją przypadkowo robotnicy. W przeszłości miały miejsce bardzo różne sytuacje. Wielu rabusiów udawało się w miejsca stanowisk archeologicznych, eksplorowało je i wprowadzało na rynek znalezione przedmioty – są bowiem kraje, których prawo zezwala na sprzedaż tego rodzaju obiektów. W Polsce wszystko, co znajduje się w ziemi, należy do państwa – przypomniał antykwariusz. – W Anglii ktoś, kto znajdzie np. garniec z monetami, po zapłaceniu niewielkiego podatku staje się milionerem. Co robi z takim skarbem? Może go sprzedać wszędzie. Anglicy, jeśli chcą go kupić, muszą zebrać pieniądze. Jeśli nie będą mieli pieniędzy, nie złożą się na zakup wyjątkowego przedmiotu, to odpływa on gdzieś w świat, tam, gdzie są pieniądze. U nas jest inaczej, ale pamiętam to, co działo się parę lat temu, kiedy czyszczono Radunię w Gdańsku. Cierpiałem bardzo, ponieważ kopacze czyszczący Radunię właściwie pracowali głównie po godzinach. I to wszystko, co wydobywali, trafiało na rynek. Oglądałem wspaniałe rzeczy. Chyba w końcu więcej, z tego, co znaleziono, trafiło na rynek niż do muzeum...
Elbląskie Stare Miasto, na którym od wielu lat prowadzone są wykopaliska, uważa się za największy poligon archeologiczny w Europie. Obok starówki płynie rzeka, która nie była dotąd badana, choć przy okazji np. bagrowania znajdowano ciekawe przedmioty.
– W Elblągu mamy frajdę wielką, że mieliśmy latryny, a w nich wspaniałe rzeczy. Tymczasem rzeka, która nie była badana przez naukowców, może kryć ogromne skarby. Jakiś czas temu, u kolegi w Amsterdamie, miałem okazję oglądać rzeczy wydobyte z tamtejszych kanałów. Można spodziewać się czegoś podobnego tutaj – wskazał Jan Leszczyłowski.
Czytaj całość.
Agnieszka Jarzębska, eswiatowid.pl