Trzy premiery

W sobotni wieczór około 200 elblążan mogło uczestniczyć w trzech premierach: nowego programu Elbląskiej Orkiestry Kameralnej, nowej sali koncertowej Orkiestry i wnętrz Ratusza Staromiejskiego. Najbardziej udana była premiera, którą przygotowali dla nas muzycy.
Elbląska Orkiestra Kameralna zagrała w sobotę 15 stycznia w jednej z sal Ratusza Staromiejskiego, która ma być jej salą koncertową. Zainteresowani koncertem przerosło oczekiwania, a i możliwości organizatorów, bowiem nie wszyscy chętni mogli go wysłuchać.
Elblążanie byli z pewnością ciekawi, jak wygląda nowy ratusz i sala koncertowa orkiestry – dla wielu była to pierwsza w nim wizyta. Przyciągał także repertuar, zbliżony do tego, jaki znamy z koncertów noworocznych transmitowanych przez TVP z Wiednia, a więc przede wszystkim muzyka Starussów. Wykonano też fragmenty utworów Mozarta („Don Giovanni” i „Czarodziejski flet”), Rossiniego („Cyrulik Sewilski”) i Lehara („Zemsta Nietoperza”). Arie śpiewali Anna Fabrello (sopran) i Grzegorz Piotr Kołodziej (baryton), a Elbląską Orkiestrą Kameralną dyrygowała Marzena Diakun.
Koncert bardzo podobał się tym, dla których starczyło miejsc. Przygotowano ich 150, a gdy okazało się, że chętnych jest więcej, dostawiono jeszcze 40 dodatkowych krzeseł. Marzena Diakun prowadziła Orkiestrę żywiołowo, a wysokiej klasy wokaliści sprawdzili się w znanym publiczności repertuarze.
Orkiestra
Był to już drugi w tym roku koncert Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Pierwszy, zagrany 6 stycznia na uroczystości wręczenia dorocznych Nagród Prezydenta Elbląga w sali Teatru im. A. Sewruka razem z akordeonowym Motion Trio, podobał mi się bardziej. W obu Elbląska Orkiestra Kameralna zagrała dobrze, ale repertuar tego „prezydenckiego” dawał jej chyba większe możliwości – widać było, że jej pierwszy skrzypek (i dyrektor) Paweł Kukliński znalazł wspólny, muzyczny język z wirtuozami akordeonu.
Zresztą, lider świetnego Motion Trio (zaproszonego do Elbląga po raz pierwszy przez Jacka Nowińskiego na Letnie Ogrody „Polityki”), Janusz Wojtarowicz, dwu- albo trzykrotnie podczas tamtego koncertu zwrócił się do publiczności słowami; „Dbajcie o swoją orkiestrę, bo naprawdę warto”, a więc i jemu musiało się to wspólne granie podobać.
Orkiestra istotnie jest coraz lepsza. Gdy powstawała i towarzyszyły temu różne opinie, pisałem, że jest jedną z niewielu rzeczy, wyróżniających Elbląg spośród dziesiątek miast powiatowych. Wraz z jej rozwojem mogę napisać, że nie chodzi już jedynie o miasta powiatowe, także w wielu miastach wojewódzkich nie ma lepszej. Rozwojowi EOK towarzyszy rosnące zainteresowanie publiczności, co było doskonale widać w minioną sobotę.
Sala
Największą zaletą nowej sali koncertowej EOK w Ratuszu Staromiejskim jest chyba ta, że nareszcie jest.
Myślę, że tej sali na pewno nie zaprojektowano z myślą o orkiestrze. Otóż strop sali w 4/5 jej szerokości ma około 5 m wysokości, w 1/5 – około 3 m. Na sali nie ma jeszcze sceny, w sobotę ustawiono ją prowizorycznie z podestów. Muzycy, którym przyszło stanąć na ostatnim, najwyższym podeście po prawej stronie sceny, ledwo się mieścili pod obniżonym w tym miejscu stropem.
Prowizoryczna scena dla takiego składu orkiestry była za mała – dyrygentka i wokaliści musieli się zmieścić na przestrzeni około półtora metra kwadratowego, bo tylko tyle udało się dla nich wygospodarować. Można scenę zbudować większą, ale wówczas zmieści się mniej niż te 150 krzeseł, które ustawiono w sobotę dla widzów.
O wystroju sali nie będę pisał, bo go po prostu nie ma, ale to można jeszcze zrobić. Wyrównać stropu ani powiększyć sali raczej już się nie da.
Można też jeszcze zlikwidować uporczywe brzęczenie (chyba wentylacji), wystarczająco głośne, by przeszkadzać w słuchaniu muzyki klasycznej.
No, ale jest.
Ratusz
Po przekroczeniu progów Ratusza Staromiejskiego odnosi się natarczywe wrażenie, że nazwa Staromiejski jest tu zupełnie nie na miejscu. I nie chodzi wcale o to, że wnętrze budowli jest niewykończone – stosowne meble można kupić, a ściany jakoś przyozdobić. Są jednak rzeczy, których zmienić już się nie da (bo zakładam, że przebudowa nieukończonego jeszcze nawet obiektu nie jest dobrym pomysłem w czasach, kiedy miasto ma kłopoty finansowe).
Całego budynku nie widziałem, ale...
Podłogi i schody wyłożone są szarymi płytami (chyba gresem), są może antypoślizgowe, ale żadnego stylu wnętrzom nie przydają.
Drzwi są tu ciężkie, metalowe, można rzec – niewyszukane.
Schody. W reprezentacyjnych gmachach schody są zwykle ich reprezentacyjną częścią – szerokie, z masywnymi, drewnianymi poręczami. W Ratuszu schody są wąziutkie, węższe nawet niż w budynkach z epoki późnego Gomułki, jakie stoją przy ul. Bażyńskiego czy Diaczenki.
Na razie to wnętrze bardziej przypomina jakieś centrum handlowe, w dodatku dość przeciętne, bo te najlepsze większą wagę przykładają do estetyki wnętrz, do których zapraszają klientów.
Nie tak wyobrażałem sobie Ratusz Staromiejski. I chyba nie tylko ja. W kolejce po płaszcze (bo szatni w Ratuszu nie ma) jeden z gości tak ocenił to wnętrze: – Takie elbląskie budowanie. Byle jak, byle było.
Elblążanie byli z pewnością ciekawi, jak wygląda nowy ratusz i sala koncertowa orkiestry – dla wielu była to pierwsza w nim wizyta. Przyciągał także repertuar, zbliżony do tego, jaki znamy z koncertów noworocznych transmitowanych przez TVP z Wiednia, a więc przede wszystkim muzyka Starussów. Wykonano też fragmenty utworów Mozarta („Don Giovanni” i „Czarodziejski flet”), Rossiniego („Cyrulik Sewilski”) i Lehara („Zemsta Nietoperza”). Arie śpiewali Anna Fabrello (sopran) i Grzegorz Piotr Kołodziej (baryton), a Elbląską Orkiestrą Kameralną dyrygowała Marzena Diakun.
Koncert bardzo podobał się tym, dla których starczyło miejsc. Przygotowano ich 150, a gdy okazało się, że chętnych jest więcej, dostawiono jeszcze 40 dodatkowych krzeseł. Marzena Diakun prowadziła Orkiestrę żywiołowo, a wysokiej klasy wokaliści sprawdzili się w znanym publiczności repertuarze.
Orkiestra
Był to już drugi w tym roku koncert Elbląskiej Orkiestry Kameralnej. Pierwszy, zagrany 6 stycznia na uroczystości wręczenia dorocznych Nagród Prezydenta Elbląga w sali Teatru im. A. Sewruka razem z akordeonowym Motion Trio, podobał mi się bardziej. W obu Elbląska Orkiestra Kameralna zagrała dobrze, ale repertuar tego „prezydenckiego” dawał jej chyba większe możliwości – widać było, że jej pierwszy skrzypek (i dyrektor) Paweł Kukliński znalazł wspólny, muzyczny język z wirtuozami akordeonu.
Zresztą, lider świetnego Motion Trio (zaproszonego do Elbląga po raz pierwszy przez Jacka Nowińskiego na Letnie Ogrody „Polityki”), Janusz Wojtarowicz, dwu- albo trzykrotnie podczas tamtego koncertu zwrócił się do publiczności słowami; „Dbajcie o swoją orkiestrę, bo naprawdę warto”, a więc i jemu musiało się to wspólne granie podobać.
Orkiestra istotnie jest coraz lepsza. Gdy powstawała i towarzyszyły temu różne opinie, pisałem, że jest jedną z niewielu rzeczy, wyróżniających Elbląg spośród dziesiątek miast powiatowych. Wraz z jej rozwojem mogę napisać, że nie chodzi już jedynie o miasta powiatowe, także w wielu miastach wojewódzkich nie ma lepszej. Rozwojowi EOK towarzyszy rosnące zainteresowanie publiczności, co było doskonale widać w minioną sobotę.
Sala
Największą zaletą nowej sali koncertowej EOK w Ratuszu Staromiejskim jest chyba ta, że nareszcie jest.
Myślę, że tej sali na pewno nie zaprojektowano z myślą o orkiestrze. Otóż strop sali w 4/5 jej szerokości ma około 5 m wysokości, w 1/5 – około 3 m. Na sali nie ma jeszcze sceny, w sobotę ustawiono ją prowizorycznie z podestów. Muzycy, którym przyszło stanąć na ostatnim, najwyższym podeście po prawej stronie sceny, ledwo się mieścili pod obniżonym w tym miejscu stropem.
Prowizoryczna scena dla takiego składu orkiestry była za mała – dyrygentka i wokaliści musieli się zmieścić na przestrzeni około półtora metra kwadratowego, bo tylko tyle udało się dla nich wygospodarować. Można scenę zbudować większą, ale wówczas zmieści się mniej niż te 150 krzeseł, które ustawiono w sobotę dla widzów.
O wystroju sali nie będę pisał, bo go po prostu nie ma, ale to można jeszcze zrobić. Wyrównać stropu ani powiększyć sali raczej już się nie da.
Można też jeszcze zlikwidować uporczywe brzęczenie (chyba wentylacji), wystarczająco głośne, by przeszkadzać w słuchaniu muzyki klasycznej.
No, ale jest.
Ratusz
Po przekroczeniu progów Ratusza Staromiejskiego odnosi się natarczywe wrażenie, że nazwa Staromiejski jest tu zupełnie nie na miejscu. I nie chodzi wcale o to, że wnętrze budowli jest niewykończone – stosowne meble można kupić, a ściany jakoś przyozdobić. Są jednak rzeczy, których zmienić już się nie da (bo zakładam, że przebudowa nieukończonego jeszcze nawet obiektu nie jest dobrym pomysłem w czasach, kiedy miasto ma kłopoty finansowe).
Całego budynku nie widziałem, ale...
Podłogi i schody wyłożone są szarymi płytami (chyba gresem), są może antypoślizgowe, ale żadnego stylu wnętrzom nie przydają.
Drzwi są tu ciężkie, metalowe, można rzec – niewyszukane.
Schody. W reprezentacyjnych gmachach schody są zwykle ich reprezentacyjną częścią – szerokie, z masywnymi, drewnianymi poręczami. W Ratuszu schody są wąziutkie, węższe nawet niż w budynkach z epoki późnego Gomułki, jakie stoją przy ul. Bażyńskiego czy Diaczenki.
Na razie to wnętrze bardziej przypomina jakieś centrum handlowe, w dodatku dość przeciętne, bo te najlepsze większą wagę przykładają do estetyki wnętrz, do których zapraszają klientów.
Nie tak wyobrażałem sobie Ratusz Staromiejski. I chyba nie tylko ja. W kolejce po płaszcze (bo szatni w Ratuszu nie ma) jeden z gości tak ocenił to wnętrze: – Takie elbląskie budowanie. Byle jak, byle było.
Piotr Derlukiewicz