- Za czasów demoludów Rosjanie zwykli mówić o Polakach: „Mieszkamy i żyjemy w tym samym obozie, ale w waszym baraku jest najweselej”. Bardzo wielu Rosjan uczyło się wtedy języka polskiego, żeby czytać polskie gazety jak: „Przekrój”, „Dookoła świata” czy „Przyjaciółkę” – powiedział Wacław Radziwinowicz podczas promocji swojej książki, która odbyła się dziś (8 maja) w Sali Audiowizualnej Biblioteki Elbląskiej.
Niedoceniany Kaliningrad
Na początku spotkania wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja na temat Kaliningradu, miasta, z którym dziennikarz jest związany od lat. To właśnie tam jego rodzice w czasie wojny zostali zapędzeni do pracy niewolniczej. Jednak polubili to miasto. Obecnie autor ma w nim znajomych i przyjaciół. Odwiedza je regularnie, obserwuje je. Okazuje się, że miasto zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat. Wacław Radziwinowicz z wielkim smutkiem stwierdza, że tylko Rosjanie z wielką chęcią przyjeżdżają do nas co weekend na zakupy, a my nie możemy się do nich wybrać.
- Mam spojrzenie na to miasto z drugiej strony, ze strony wschodu – mówi. - Już od dawna nie przyjeżdżałem do niego z zachodu, tylko z Moskwy. Widać ogromy kontrast między Moskwą a Kaliningradem. Mieszkańcy Kaliningradu bardzo różnią się od mieszkańców Moskwy. Są różni pod względem mentalności, otwarcia na świat. Kiedyś w jesienny, deszczowy dzień na przejściu dla pieszych w Kaliningradzie zauważyłem parę, bojącą się wejść na to przejście dla pieszych – opowiada. - Samochody się zatrzymują, chcą ich przepuścić, a oni boją się na nie wejść. Okazało się, że przechodnie są z Moskwy. Byli bardzo zdziwieni, że kierowcy się zatrzymują przed przejściem dla pieszych, bo oni się nauczyli w Moskwie, że każdy kierowca tam stawia sobie za cel zabicie pieszego. Innym razu spotykam w Kaliningradzie moskwianina zaskoczonego, że w Kaliningradzie nie pluje się na chodniki, ponieważ jego piękna, bogata, kulturalna Moskwa jest cała zapluta. Ten sam człowiek dziwi się również, że w kaliningradzkim sklepie sprzedawczyni mówi do niego: „dzień dobry”. Fantastyczna jest motywacja ludzi z Kaliningradu, którzy jeżdżąc do sąsiadów, chcą też mieć tak u siebie. Chcą to przyjąć.
Kaliningrad jest bowiem najbardziej postępowym regionem Rosji. Mieszka tam najbardziej zorganizowane społeczeństwo. Podejmuje się w nim najwięcej inicjatyw społecznych.
- Pod koniec roku 2010 w Kaliningradzie przeciw gubernatorowi Bossowi i jego feudalnym pociągnięciom protestowało 12 tysięcy ludzi - mówi Wacław Radziwinowicz. - Podczas gdy w Moskwie prawie w ogóle nie mówiło się wtedy o białej rewolucji. Gubernator tak się wtedy wystraszył, że tego samego dnia uciekł do Hiszpanii. Bardzo się cieszę, że jest mały ruch na granicy z Polską, że Rosjanie z obwodu mogą wjechać do Polski bez wiz i że to akurat ich spotyka. Ci ludzie na to zasługują.
Rosjan w naszym mieście nie brakuje. Czy jest jednak coś, co nas elblążan może zachęcić do odwiedzenia obwodu kaliningradzkiego.
- Kaliningrad to przede wszystkim bardzo ładne miasto - mówi dziennikarz. - Nie jest to na pewno Koenigsberg. Ma jednak wiele swoich blasków, miejsc, które są ciekawe. Bardzo ładne jest wybrzeże Bałtyku. Wspaniała jest Mierzeja Kurońska. Rosjanie są narodem, z którym łatwo jest się zaprzyjaźnić. Bardzo interesują się też Polską. Wielu ludzi boi się Rosji, boi się do niej przyjechać. Natomiast ja uważam, że nie jest to kraj niebezpieczny dla nas. Jest niebezpieczny tylko wtedy, gdy źle się w nim prowadzimy.
„Gogol w czasach Google'a”
Druga część spotkania poświęcona została książce Wacława Radziwinowicza „Gogol w czasach Google'a”, która jest owocem wieloletnich doświadczeń dziennikarza jako korespondenta „Gazety Wyborczej” w Moskwie. Pierwsze lata spędzone w tym wielkim mieście były dla dziennikarza przerażające.
- Książka składała się od 1997 roku, kiedy pojechałem jako korespondent do Moskwy - mówi autor. - Do Moskwy, której w ogóle nie znałem. Byłem w niej pierwszy raz i musiałem od razu zacząć pracować. Byłem strasznie przerażony. I w tym przerażeniu musiałem pracować, pracować, pracować i jakoś się uczyć tego wszystkiego.
Książka zawierająca reportaże i felietony powstałe w Rosji na przestrzeni kilkunastu lat, ukazuje przemiany, jakie dokonały się tym ogromnym kraju. A jaka tak naprawdę jest Rosja?
- Wielu ludzi na świecie uważa, że jest ona krajem krwawych przewrotów, krajem rewolucji - mówi dziennikarz. - Prawda o społeczeństwie rosyjskim jest jednak taka, że boi się ono jednego. Tego, co się nazywa SMUTA. Smuta to czas zamętu. Rosjanie tak naprawdę boją się rewolucji. W Rosji mówi się: „nasz limit rewolucji się wyczerpał. Tyle się u nas już krwi polało, że więcej rewolucji nie chcemy”.
Kolejny wątek w dyskusji poświęcony został rosyjskim archiwom historycznym, które są niedostępne zachodnim naukowcom, skrywając wiele tajemnic.
- Na pewno jest zła wola Rosji, jeśli chodzi o dokumenty śledztwa katyńskiego – mówi Wacław Radziwinowicz. - Po katastrofie smoleńskiej Miedwiediew obiecał, że odda nam wszystkie materiały. Oddano jednak tylko to, co było jawne, a to, co było tajne, jest nadal tajne i tego nadal nam nie oddano. Zła wola Rosjan jest też w kwestii obławy augustowskiej. Być może jest jeszcze zła wola dotycząca białoruskiej listy katyńskiej.
Okazuje się jednak, że jeden z rosyjskich historyków wyraził chęć stworzenia pocztu katów katyńskich, wszystkich ludzi, którzy w Katyniu wymordowali Polaków, od najwyższych rangą po kierowcę, który wywoził martwe ciała czy operatora koparki kopiącego rowy.
- Są to niezwykle ciekawe historie - mówi znawca Rosji. - Okazuje się bowiem, że prawie nikt z tych morderców, nie był na froncie, nie zginął na wojnie. Oni byli ciągle chronieni. Część z nich się rozpiło, wielu się zastrzeliło, otrzymywali ogromne nagrody i byli hołubieni przez władze. Na stworzenie pocztu katów katyńskich potrzeba niewiele pieniędzy, jednak nikt w Polsce nie chce wyłożyć na to pieniędzy.
Rosja i jej stosunek do przeszłości
Okazuje się, że Rosjanie nie chcą pamiętać o swojej złej przeszłości. Nie chcą dyskutować o brzydkich kartach swojej historii.
- Rosjanie woleliby to przemilczeć na zasadzie: „dajcie nam spokój, nie wyciągajcie tych trupów” – mówi Wacław Radziwinowicz. - Tym boleśniej Rosjanie przeżyli tragedię pod Smoleńskiem i nasze zarzuty w stosunku do nich ze sztuczną mgłą, z helem i czego byśmy tam jeszcze nie wymyślili. Rosjanie pytają tylko: „Czego wy jeszcze nie wymyślicie?” Tworzy to fatalną atmosferę. Tym bardziej, że śmierć prezydenta oznacza dla Rosjan to samo co carobójstwo. Jest to najgorsza zbrodnia, jaką można popełnić. A my za wszelką cenę szukamy pretekstu, żeby ich tą zbrodnią obciążyć.
Polacy w oczach Rosjan
Rosjanie największą sympatią darzyli Polskę i Polaków w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych. Polska była wtedy dla Rosjan swego rodzaju łącznikiem z zachodem, miejscem, gdzie było najwięcej wolności.
- Za czasów demoludów Rosjanie zwykli mówić o Polakach: „mieszkamy i żyjemy w tym samym obozie, ale w waszym baraku jest najweselej” – mówi dziennikarz. - W Polsce można było zapoznać się z kulturą zachodnią. Bardzo wielu Rosjan uczyło się wtedy języka polskiego, żeby czytać polskie gazety jak: „Przekrój”, „Dookoła świata” czy „Przyjaciółkę”. Interesowały ich nasze filmy, szczególnie Wajdy czy Zanussiego. Rosjanie śpiewali też nasze piosenki „Skaldów” czy „Czerwonych gitar”. Obecnie to się trochę zmieniło. Rosja otworzyła się na świat. Polska stała się dla niej jedynie międzyprzestrzenią w podróży do wielkiego świata z niezbyt dobrymi wąskimi i zatłoczonymi drogami.
Dzisiejsze spotkanie było nie tylko skarbnicą wiedzy na temat naszych sąsiadów, uświadomiło także, że warto przełamywać stereotypy, bo często wykrzywiają nasze spojrzenie na innych wartościowych ludzi.
Bardzi dobrze, ze otworzyli tym ludziom granice. Ruscy sa fajni. Trzeba zapomniec niesnaski. Coz narod mial, do tego, ze wladza byla taka a nie inna w przeszlosci.
Niech przeproszą za zbrodnie dokonane na polakach. Za napasć na polske. Za gwałty na polkach etc. Bo nigdzie nie czytałem ani nie słyszałem zeby przeprosili.