UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zostańmy w domu: Japonia i warszawskie mieszkania (odc. 34)

 
Elbląg, (graf. Andrzej Kraśkiewicz)
(graf. Andrzej Kraśkiewicz)

W dzisiejszym, ostatnim przed długim weekendem Zostańmy w domu czeka nas planszówka, film i gra komputerowa. "Cykl na czas pandemii" wraca w poniedziałek!

Co dzisiaj? Najpierw Krzysztof Jaworski powie parę słów o grze Samuraj, później Łukasz Budnik przybliży nam film Ostatnia rodzina. Na koniec kolejne komputerowe RPG: Elex.

 

Budda, ryż i siły wojskowe

O grze opowiada Krzysztof Jaworski, dziennikarz Radia Eska i miłośnik planszówek.

Dziś ponownie przenosimy się do Japonii, a pretekstem jest kolejna planszówka, której fabuła umiejscowiona jest w tym właśnie kraju w pierwszej połowie XIV wieku.

„Jest rok 1336. Cesarz stracił całą władzę i pełni teraz zaledwie rolę marionetki. W całym kraju wpływowi panowie feudalni, zwani daimyo, buntują się, roszcząc sobie prawo do panowania nad swoimi ziemiami i zasobami”. Ten tekst wprowadza nas w klimat gry, ale równie dobrze mógłby traktować o yeti albo zaginionych ludach czy kosmicznej wojnie. Gra nie ma bowiem klimatu, a umiejscowienie jej w Japonii nie ma żadnego związku z mechaniką. Nie znaczy to jednak, że Samuraj to gra słaba. Nie, to gra doskonała, nie o klimat bowiem w niej chodzi.

Samuraj to gra strategiczna dla 2 do 4 graczy w wieku od 10 lat. Mechanika jest bardzo prosta – w kolejnych rundach ustawiamy na heksagonalnej planszy nasze żetony wpływu w taki sposób, by otaczać nimi znajdujące się tam miasta. Jeżeli naszych żetonów danego surowca jest więcej niż żetonów przeciwników – zdobywamy te zasoby. Brzmi prosto, ale proste nie jest. Wymaga od graczy dużo "móżdżenia" nad każdym niemal ruchem i stanowi wyzwanie na każdym poziomie zaawansowania. Niewielki element losowości zadania nie ułatwia.

Samuraj nie jest grą nową, ma już ponad 15 lat, ale mimo wieku nadal uważany jest za jedną z najlepszych gier strategicznych. Rozgrywka trwa do kilkudziesięciu minut, więc można ją traktować jako „grę na początek” (filerek) przed bardziej rozbudowanym tytułem. Zasady można wytłumaczyć w dwie minuty, a gra daje sporo emocji i niemal wszyscy, którzy mieli kontakt z tym tytułem, na hasło „to może partyjkę w Samuraja", odpowiadają: "No pewnie!"

Byłbym zapomniał. O co chodzi z tymi tytułowymi Buddą, ryżem i siłami wojskowymi? To zasoby, o które w Samuraju walczymy. Wyobrażają je kamienne figurki-żetony: Buddy (symbolizującego wpływy religijne), skrzyń ryżu (symbolizujących siłę gospodarczą) oraz hełmu (odpowiadającego za wpływy militarne). Wygrywa ten, kto ma ich więcej.

 

Wizyta u Beksińskich

O filmie opowiada Łukasz Budnik, redaktor naczelny portalu film.org.pl.

Dziś o jednym z moich ulubionych polskich filmów ostatnich lat, mianowicie o Ostatniej rodzinie, reżyserskim debiucie Jana P. Matuszyńskiego. Biografia rodziny Beksińskich, pokrywająca aż 28 lat ich życia, była prawdziwym objawieniem 2016 roku i doczekała się ponad 20 nagród oraz wyróżnień na lokalnych i zagranicznych festiwalach filmowych.

Jeśli nazwisko Beksiński jest wam z jakiegoś powodu obce, krótka wzmianka - Zdzisław to słynny na cały świat malarz, zaś jego syn Tomasz był dziennikarzem muzycznym (pracował w radiowej Trójce) i tłumaczem, między innymi filmów o Bondzie oraz skeczy Monty Pythona. Beksińskich poznajemy w momencie, gdy przenoszą się do Warszawy - na to samo osiedle mają się wprowadzić Zdzisław wraz z żoną, matką i teściową (jedno mieszkanie) oraz Tomasz (drugie mieszkanie). Matuszyński prowadzi narrację tak, że o postaciach dowiadujemy się wiele za pomocą oszczędnych środków - kamera krąży po mieszkaniu Beksińskich, czasem obserwując bohaterów z innego pomieszczenia, w czasie gdy tytułowa rodzina prowadzi codzienne, choć stosunkowo niecodzienne życie.

Ostatnia rodzina to prawdziwy aktorski koncert, przede wszystkim Andrzeja Seweryna i Aleksandry Koniecznej, którzy wcielają się w Zdzisława i jego żonę, Zofię. Ci wybitni polscy aktorzy absolutnie wsiąkają w swoje role, a forma filmu sprawia, że czujemy się, jakbyśmy naprawdę zaglądali do domu Beksińskich i obserwowali nagrania rejestrujące ich życie (w czym pomaga fakt, że Zdzisław rzeczywiście kręcił mnóstwo materiału na kamerze wideo). W Tomasza wciela się Dawid Ogrodnik, jeden z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia - jego interpretacja wzbudziła pewne kontrowersje, jako że według widzów przerysował nieco zachowanie prawdziwego Tomka. Nawet jeśli osobowość Beksińskiego nie została odtworzona 1:1, wciąż uważam, że to kapitalny występ, jako intepretacja działający od A do Z i wspaniale wpisujący się w nastrój filmu.

Ostatnia rodzina skłania do refleksji i tkwi w głowie jeszcze długo po seansie. Niewykluczone, że natchnieni filmem zapragniecie mocniej zagłębić się w historię Beksińskich. Są do tego odpowiednie środki - prawdziwe nagrania z domu Zdzisława czy znakomita książka "Beksińcy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej. Historia Beksińskich naznaczona była smutkiem, śmiercią i dramatem, a Ostatnia rodzina znakomicie bierze ją w ramy i nie pozwala zapomnieć.

Film obejrzycie na Netfliksie, gdzie oznaczony jest jako dostępny od szesnastego roku życia.

 

Elex

Pisałem już na tych łamach o serii Risen, duchowym spadkobiercu Gothica, dzisiaj czas na Elex – najnowszą produkcję studia Piranha Bytes. Znów biegamy po otwartym świecie, znów zmagamy się z tym, że na początku jesteśmy w tym świecie najmniejszą płotką, znów przyłączamy się do frakcji i robimy dziesiątki zadań: głównych i pobocznych. No dobrze, co więc odróżnia Elexa od innych gier studia?

Przede wszystkim świat. W wyniku kataklizmu planeta, na której rozgrywa się akcja gry, uległa przeobrażeniom, które nie pozostały bez wpływu na jej mieszkańców. W świecie pojawił się tytułowy Elex – substancja, która ma wiele zastosowań i jest wykorzystywana całkowicie inaczej przez poszczególne frakcje, które przyjdzie nam poznać podczas gry. Główny bohater, Jax, ze względu na porażkę w jednej ze zleconych mu misji, z jednej z głównych frakcji wylatuje, a oprócz tego traci ekwipunek, umiejętności i musi ułożyć sobie życie w nieprzyjaznym świecie od nowa. Klasyczny schemat od zera do wysokopoziomowego "wymiatacza" jest tu więc oczywiście obecny, graczowi nie pozostaje więc nic innego, jak robić zadania, szukać towarzyszy, zbierać nowy ekwipunek i... poznawać historię i ciekawy, dziwny świat.

Ten świat to w grze mieszanka elementów fantasy, sci-fi i zwykłej, szarej codzienności, którą sami widzimy codziennie za oknem. Rozgległa mapa, jaką oferuje produkcja, jest nietypowa, dziwna pod względem estetycznym, ale pełna tajemnic do odkrycia. Ciekawe są także wspomniane już frakcje, które tradycyjnie różnią się między sobą. Dla której z nich Jax stanie się nowym, cennym nabytkiem? To już zalezy jak zawsze od decyzji gracza.

Warto zaznaczyć, że gra ma dość wyśrubowany poziom trudności i raczej nie podbijemy tego świata na niskich poziomach postaci. Tu liczy się cierpliwość, umiejętne dobieranie nowych umiejętności i trening. Ten jest konieczny, bo zrozumienie mechaniki walki w grze zajmuje nieco czasu (i, trzeba ze smutkiem przyznać, chyba nie jest do końca możliwe). Sterowanie postacią w czasie potyczek niestety nie należy do zalet produkcji.

Jeśli jednak "przebolejemy" ten mankament, otrzymamy kolejnego, młodszego i ładniejszego kuzyna Gothica, który może nie przypomina Myrtany z wyglądu, ale na pewno z zastosowanych w grze mechanik. Jeśli ktoś to lubi – pewnie wsiąknie w produkcję mimo wysokiego poziomu trudności. Jeśli jednak na nazwę Gothic reagujemy alergicznie, powinniśmy sobie odpuścić także ten tytuł.

W produkcję zagramy na komputerach, PS4 i XONE. Kategoria wiekowa gry: od 16 lat.

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama