UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zostańmy w domu: Słoneczne LA i wirtualny Światowid (odc. 16)

 
Elbląg, Zostańmy w domu: Słoneczne LA i wirtualny Światowid  (odc. 16)
(

Dotarliśmy do weekendu, czas więc na ostatnią w tym tygodniu odsłonę rubryki "Zostańmy w domu". Dziś polecamy kolejny film, proponujemy zabawy dla najmłodszych i odwiedzamy wystawę zdjęć online.

Film "Pewnego razu... w Hollywood" poleca Łukasz Budnik, redaktor naczelny film.org.pl. Jedna z elbląskich nauczycielek wychowania przedszkolnego przedstawi propozycje zabaw dla dzieci. Na koniec rzucimy okiem na wystawę Elbląskie Metamorfozy, którą w wydaniu online zaproponowało Centrum Spotkań Europejskich Światowid.

 

A może Tarantino?

Kilka dni temu na platformie HBO GO pojawił się najnowszy film Quentina Tarantino - "Pewnego razu... w Hollywood". Tym razem reżyser zabiera nas w sentymentalną podróż do Los Angeles 1969 roku i przedstawia losy aktora Ricka Daltona oraz jego przyjaciela, Cliffa Bootha, filmowego kaskadera. Dalton to gwiazda seriali telewizyjnych, która próbuje wejść do przemysłu filmowego, a jego starania przypadają na zmierzch Złotej Ery Hollywood, której schyłek zbiega się z okrutną działalnością Charlesa Mansona i jego sekty.

Choć nowe dzieło Tarantino spotkało się z pozytywnym przyjęciem ze strony recenzentów, to nieco spolaryzowało widzów. Potrafię to zrozumieć, bo "Pewnego razu... w Hollywood" różni się od poprzednich dokonań reżysera. Tarantino skupił się nie tyle na fabule, co na śledzeniu codziennego życia bohaterów. Towarzyszymy im w domach, na imprezach i planach filmowych. Tarantino pokazuje nam ich życie codzienne i zawodowe, wyraźnie ciesząc się, że może w ten sposób wrócić do czasów swojej młodości. Słoneczne LA przedstawione jest wspaniale, a reżyser z pewnością zdaje sobie z tego sprawę, wielokrotnie skupiając kamerę na pięknych autach mknących po ulicach w rytmie ówczesnych przebojów. Oczywiście ostatecznie to wszystko znajduje swoje ujście w fabule (ostatnie pół godziny to już klasyczny Tarantino), ale jeśli ktoś preferuje energicznego, bezustannie serwującego cięte dialogi Quentina, może odczuć różnicę. Mnie jednak taka świeżość bardzo przyciągnęła i całkowicie dałem się wchłonąć w ten świat.

Tarantino po raz kolejny zebrał na planie fantastyczną obsadę. Daltona i Bootha grają kolejno Leonardo DiCaprio i Brad Pitt, obaj fantastyczni. Ten drugi za swoją rolę dostał zresztą pierwszego aktorskiego Oscara. Drugoplanową postacią w filmie jest Sharon Tate, w którą wcieliła się Margot Robbie. Tarantino stworzył piękny hołd dla tragicznie zmarłej aktorki, upamiętniając jej dobrą energię i bezustanną radość do życia i kina, która od niej emanowała. O "Pewnego razu... w Hollywood" było w Polsce głośno kilka miesięcy przed premierą za sprawą obsadzenia Rafała Zawieruchy w roli Romana Polańskiego (ówcześnie polski reżyser był mężem Tate). Ostatecznie występ naszego rodaka jest niewielki, jednak sam udział w filmie z taką obsadą - na dalszych planach zobaczymy między innymi Ala Pacino i Bruce'a Derna - to już imponujący wyczyn.

Z "Pewnego razu... w Hollywood" spędzicie prawie trzy godziny. Mam nadzieję, że z przyjemnością dacie się ponieść przeszłości, a podróż do końcówki lat sześćdziesiątych okaże się dla was podobnie satysfakcjonująca.

Na HBO GO film oznaczony jest jako dozwolony dla osób od 18 roku życia.

 

Budujemy bazę

Propozycje zabaw z dziećmi przedstawia pani Dorota, elblążanka i nauczycielka wychowania przedszkolnego.

Co zrobić z dziećmi, kiedy nie można wyjść z domu? Propozycji jest mnóstwo: bajki, telewizja, gry komputerowe i planszówki to te najczęściej spotykane. Ja chciałabym dziś wrócić do czasów mojego dzieciństwa. Kiedy padało i nie można było bawić się na podwórku, zapraszaliśmy inne dzieci do domu (teraz niestety i to jest niemożliwe) i budowaliśmy tak zwaną „bazę”. Dużo do tego nie potrzeba: stolik, krzesełka, łóżko, poduszki, koce. To wszystko jest dostępne w naszych domach. Dla dzieci przedszkolnych (i nie tylko) jest to świetna zabawa. W przedszkolu dzieci bardzo wczuwają się w rolę i budują np. autobus z krzesełek albo domek z koca i stolika. Tak samo możemy bawić się z dziećmi w czterech ścianach. Oprócz tego, że dzieciaki mają frajdę, to rozwijają bardzo ważne kompetencje społeczne. Dlaczego? Po pierwsze, wchodzą w role (zależą one oczywiście od tego, jaką funkcję spełnia owa "baza"). Ktoś będzie tatą, kto inny dzieckiem, wikingiem, a ktoś jeszcze inny superbohaterem w swojej kryjówce. Po drugie, dajmy szansę dziecku wszystko zaplanować, tak by jego baza przetrwała zabawę i nie zawaliła się. Dziecko w takim wieku uczy się poprzez tego rodzaju zabawę planowania i przewidywania skutków („jeżeli teraz baza się zapada, to spróbuję inaczej"). Trzeci ważny cel zabawy, chyba najważniejszy: rodzic ma okazję poobserwować swoje pociechy i wyciągnąć naprawdę ciekawe wnioski, zwłaszcza wtedy, kiedy dzieci będą naśladować swoich rodziców.

Drugą domową aktywnością mogą być eksperymenty: zarówno dla najmłodszych przedszkolaków, jak i dla tych starszych. Mnóstwo propozycji znajdziemy dzisiaj w Internecie. Dzieci w przedszkolu bardzo lubią taką aktywność, ponieważ odkrywają świat, który jest tajemniczy, a otacza je przecież na co dzień. Z najmłodszymi możemy zacząć od prostej zabawy mieszania kolorów: farb, zabarwionej wody, plasteliny czy po prostu malowania kredkami. Kolejny prosty eksperyment odpowiada na pytanie: „Co tonie, a co pływa?” Bierzemy dużą miskę z wodą i powoli wkładamy do niej chusteczkę, kredkę, coś metalowego, jakieś piórko, wszystko to, co mamy pod ręką, albo co dziecko chce sprawdzić. Innym pomysłem mogą być bańki zrobione w domu z wody i płynu do mycia naczyń. Teraz mamy wiosnę, więc może warto posadzić cebulę albo rzeżuchę razem z dzieckiem? Możliwości jest mnóstwo, warto z nich korzystać, bo to szansa na zabawę i rozwój jednocześnie.

 

Elbląskie Metamorfozy

Kolejną instytucją kulturalną, którą odwiedzimy na mapie Elbląga w wydaniu wirtualnym, jest Centrum Spotkań Europejskich Światowid. Centrum zaprasza nas do zdalnego obejrzenia kolejnej wystawy, na której obejrzymy zdjęcia Krzysztofa Koseckiego, dokumentujące jeden z ostatnich projektów.

„Głównym celem projektu Elbląskie metamorfozy, bo o nim tu mowa, była pomoc mieszkańcom Domu Pomocy Społecznej „Niezapominajka” oraz dzieciom z Domu Dziecka w Elblągu. Pomoc ta polegała na odmianie ich wizerunku – metamorfozie, która miała na celu pozytywne postrzeganie siebie i podniesienie swojej samooceny. Skłonienie podopiecznych obu placówek do wspólnych działań zaowocowało ponadto integracją międzypokoleniową” – czytamy na stronie Światowida.

Pracownicy CSE Światowid podkreślają, że również w dobie pandemii chcą pozostawać w kontakcie z elblążanami. „Nasza instytucja nadal pozostaje jednak zamknięta dla widzów, ale całą wystawę można obejrzeć w formie wirtualnego spaceru. Zapraszamy do obejrzenia filmu, który dostępny jest na naszym kanale na YouTube” – piszą przedstawiciele CSE Światowid.

Warto więc rzucić okiem na tę i inne propozycje proponowane przez Światowid, a jednocześnie oczekiwać na dzień, w którym centrum i inne instytucje kultury na nowo będziemy mogli odwiedzić osobiście.

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama