UWAGA!

----

Andrzej Bianga: „Olimpia miała potencjał większy niż jej realia”

 Elbląg, Andrzej Bianga: „Olimpia miała potencjał większy niż jej realia”

Tym razem Olimpia Elbląg w ramach „Poniedziałków z Historią” zaprosiła człowieka, który poznawał klub z kilku perspektyw. Andrzej Bianga opowiadał o żółto-biało-niebieskich, choć momentami wychodził również szerzej poza samą Olimpię. Największą uwagę kibiców zgromadzonych w budynku klubowym przyciągały jednak właśnie historie związane z elbląskim klubem. W tej opowieści nie było pudrowania problemów ani mitu o „starych dobrych czasach”.

Bianga mówił spokojnie, rzeczowo, momentami wręcz surowo. Dzięki temu jego opowieść zyskiwała jeszcze większą wartość. Nie przypominała laurki wystawianej dawnym czasom, lecz próbę uczciwego pokazania świata, w którym futbol często bardziej przypominał walkę o przetrwanie niż profesjonalny sport.

 

Zazdrościli murawy

Andrzej Bianga, wychowanek Bałtyku Gdynia i człowiek wybrzeża, przyznawał wprost, że przyjazd do Elbląga należał kiedyś do wyjątkowych doświadczeń dla piłkarzy. Nie chodziło wyłącznie o siłę Olimpii. Duże wrażenie robił sam stadion przy Agrykola. W czasach, gdy wiele boisk bardziej przypominało kartofliska niż obiekty sportowe, murawa Olimpii była dla zawodników czymś szczególnym. „To był dywan” - wspominał Bianga.

W tych kilku słowach kryła się dawna reputacja klubu. Agrykola było miejscem, które budziło respekt i kojarzyło się z solidnością. Elbląg jawił się wtedy jako trudny teren nie tylko ze względu na atmosferę trybun, ale również poziom sportowy zespołu.

 

Mocna drużyna

Lata osiemdziesiąte wracały w jego opowieści jak historia z niewykorzystanym potencjałem. Bianga podkreślał, że Olimpia była drużyną mocną, niewygodną i pełną jakościowych zawodników. Przez klub przewijało się wielu piłkarzy, którzy bez problemu odnajdywali się później nawet na poziomie pierwszej ligi.

Problemem nie był brak umiejętności sportowych.

Bianga bardzo wyraźnie sugerował, że największym rywalem Olimpii często nie byli przeciwnicy z boiska, ale własne ograniczenia organizacyjne. Klub funkcjonował w realiach ciągłego prowizorium. Problemy finansowe, brak stabilności i chaos sprawiały, że drużyna regularnie odbijała się od sufitu, którego sportowo być może wcale nie musiała mieć. W jego wspomnieniach pojawiał się obraz zespołu zdolnego walczyć o znacznie więcej niż środek tabeli drugiej ligi. Kadrowo Olimpia miała potencjał, charakter i atmosferę. Brakowało jednak fundamentów organizacyjnych pozwalających zrobić kolejny krok.

 

Słynny mecz

Nie mogło zabraknąć wspomnień dotyczących meczu z Legią Warszawa z 1986 roku. Bianga podkreślał jednak, że znaczenie tego spotkania wykraczało daleko poza sam wynik. Nie chodziło o zwycięstwo. Chodziło o poczucie, że klub z Elbląga stanął naprzeciw jednej z największych piłkarskich potęg w kraju i nie miał żadnych kompleksów.

Legia przyjechała do Elbląga mocnym składem, pełnym nazwisk budzących respekt w całej Polsce, a mimo to długo musiała patrzeć w oczy niespodziance. Stadion żył tym spotkaniem. Miasto czuło, że dzieje się coś większego niż zwykły mecz pucharowy. W opowieści Biangi ten wieczór urósł do rangi symbolu potencjału Olimpii. Symbolu klubu, który potrafił rywalizować z najlepszymi, nawet jeśli rzeczywistość organizacyjna często ciągnęła go w dół.

 

Futbol bez rehabilitacji i bez wsparcia

Były kontuzje, brak rehabilitacji, wielomiesięczne zaległości finansowe i zawodnicy pozostawieni sami sobie. Szczególnie mocno wybrzmiewał fragment dotyczący ciężkiej kontuzji odniesionej po sparingu ze Śląsk Wrocław. Bianga przyznawał, że po złamaniu praktycznie został sam. Bez realnego wsparcia, bez większego zainteresowania ze strony klubu i bez poczucia, że ktoś pamięta jeszcze o człowieku, który chwilę wcześniej był podstawowym zawodnikiem. Te fragmenty brutalnie obnażały realia polskiego futbolu tamtych lat. Piłkarze często funkcjonowali bez zaplecza, które dziś uznawane jest za absolutne minimum profesjonalnego sportu.

 

Powrót do Olimpii jako trener

Bardzo ciekawie wybrzmiewały również fragmenty dotyczące powrotu Biangi do Olimpii już w roli trenera. Opowiadał, że otrzymał telefon od Marka Koniuszańca z propozycją pracy jako drugi trener przy Franciszku Smudy. Ostatecznie temat zatrudnienia Smudy upadł i to właśnie Bianga sam przejął drużynę.

Debiut okazał się znakomity, Olimpia pokonała lidera Radomiak Radom 2:1. Później ton wspomnień ponownie robił się jednak dużo bardziej gorzki. Bianga wracał do chaosu organizacyjnego, zaległości finansowych i sytuacji, które dziś wydają się wręcz absurdalne. Wspominał między innymi spotkanie działaczy, podczas którego publicznie dyskutowano o jego wynagrodzeniu, mimo że sam trener nie otrzymał jeszcze pieniędzy.

Między wierszami bardzo mocno przebijała ambicja i niezgoda na bylejakość. Biangę bolało nie tylko przegrywanie, jeszcze bardziej irytowało go poczucie, że futbol schodził na dalszy plan wobec organizacyjnego chaosu i zakulisowych problemów.

 

Paradoks po spadku

Jednym z najbardziej interesujących fragmentów spotkania był opis okresu po spadku Olimpii. Bianga przyznawał, że sportowo odbierał ten moment jako porażkę, ale jednocześnie właśnie wtedy klub zaczął powoli odzyskiwać organizacyjną stabilność. Dużą rolę przypisywał Maciejowi Romanowskiemu, który według niego krok po kroku porządkował sytuację finansową klubu. Nie pojawiły się wielkie pieniądze, ale zaczęły istnieć terminowość i przewidywalność. W realiach tamtych lat miało to ogromne znaczenie.

Bianga opowiadał również o budowie nowej drużyny opartej na mieszance doświadczenia i młodzieży. Ważną rolę odgrywali wychowankowie prowadzeni wcześniej przez Adama Borosa. Trener podkreślał, że młodzi zawodnicy potrzebowali obok siebie starszych piłkarzy, którzy pomagali im wejść w seniorski futbol. Sama młodzież bez odpowiedniego wsparcia nie była w stanie udźwignąć ciężaru gry o wynik.

 

Piłka halowa

Wątek futsalu w Olimpii Elbląg w opowieści Andrzeja Biangi brzmi trochę jak historia projektu, który miał potencjał, ale nigdy nie doczekał się stabilnych fundamentów. Trudno nie odnieść wrażenia, że klub nie wykorzystał możliwości człowieka, który z futsalem był związany na najwyższym możliwym szczeblu. Bianga przecież prowadził futsalową reprezentację Polski i wprowadził ją na mistrzostwa Europy po siedemnastu latach przerwy. Tymczasem w Elblągu futsal funkcjonował bardziej na improwizacji niż długofalowej strategii. Były selekcjoner wspominał, że przez pewien czas pracował z młodzieżą Olimpii, przygotowując ją do eliminacji mistrzostw Polski, ale cały projekt przypominał raczej „pospolite ruszenie” niż konsekwentnie budowaną strukturę. Seniorska przygoda zatrzymała się natomiast na etapie baraży, a Bianga między wierszami dawał do zrozumienia, że ponownie zabrakło organizacyjnej stabilności i odpowiedniego zaplecza finansowego.

 

Klub z charakterem, ale bez stabilności

W wypowiedziach Biangi bardzo mocno wybrzmiewało przekonanie, że Olimpia Elbląg przez lata była klubem żyjącym poniżej własnych możliwości. Elbląg w jego opowieści jawił się jako miejsce zdolne produkować piłkarską jakość szybciej niż organizacyjną stabilność potrzebną do zbudowania czegoś trwałego. Olimpia potrafiła wychowywać mocnych ludzi, tworzyć zespoły z charakterem i rywalizować z renomowanymi rywalami, ale zbyt często musiała walczyć nie tylko o wynik, ale także o zwykłą codzienną normalność. Bianga nie idealizował tamtej rzeczywistości. Pokazywał zarówno jej siłę, jak i słabości. Dzięki temu jego wspomnienia stały się czymś znacznie więcej niż zwykłą kroniką dawnych sezonów.


Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • I nadal tak jest, ta opinia o podstawach - dotyczy klubu OE jak i miasta. Brak specjalistów i ludzi którzy znają się na rzeczy i są fachowcami w tym co robią. Odnoszę wrażenie że aktualnie to są ludzie z łapanki..
Reklama