Czerwona kartka zmieniła wszystko

Mecz z rezerwami Jagiellonii zaczął się dla Olimpii fantastycznie, ale od 18. minuty nad boiskiem zawisły ciemne chmury, które radosny pejzaż zmieniły w burzliwy krajobraz. Żółto-biało-niebiescy znaleźli się pod naporem, którego nie byli w stanie powstrzymać.
Olimpia przystąpiła do spotkania z jedną zmianą w wyjściowym składzie. Na ławce rezerwowych znalazł się Czernis, a jego miejsce w jedenastce zajął Szczudliński. Decyzja pociągnęła za sobą także drobną korektę ustawienia. Sznajder, który w poprzednim spotkaniu wystąpił w linii obrony, przeciwko rezerwom Jagiellonii został przesunięty do środka pola, czyli tam, gdzie przez większość swojej młodzieżowej kariery czuł się najbardziej naturalnie. Gospodarze natomiast dokonali znacznie większych korekt w porównaniu z pierwszym spotkaniem, bo aż pięć.
Olimpia wyglądała na początku dobrze, grała wysoko, zgodnie z koncepcją trenera Hebdy. W 10. minucie żółto-biało-niebiescy mieli rzut wolny z bocznej strefy boiska. Do piłki podszedł Kołoczek, a pomocnik Olimpii - jak wiadomo - dysponuje „laserem” w nodze, więc posłał wypieszczoną piłkę w pole karne. Na takie podanie tylko czekał Dominik Kozera, który wbiegł idealnie i sfinalizował akcję bez zawahania. Timing, odpowiednia percepcja sytuacji i korelacja między podaniem a strzałem były skrojone niemal na miarę podręcznikowego abecadła.
Na tym jednak zakończyły się pozytywne wiadomości dla Olimpii. W 18. minucie Jagiellonia II wyszła szybko z własnej połowy, piłkę posłano w kierunku Konanau, a przed polem karnym próbował interweniować Wojciechowski, ale zamiast wybić piłkę „wykosił” wychodzącego napastnika. Arbiter nie miał wątpliwości, czerwona kartka była w pełni zasłużona. Olimpia musiała radzić sobie w dziesiątkę, co jeszcze w pierwszej połowie okazało się niezwykle bolesne w kontekście walki o punkty. Boisko opuścił Kozera, a między słupkami pojawił się Manikowski.
Akt zniszczenia zaczął się w 29. minucie. Youssuf Sylla oddał ładny, plasowany strzał, który dał Jagiellonii II szybkie wyrównanie. Mocny cios, ale Olimpia wciąż stała na nogach. W 34. minucie Dawid Polkowski podwyższył wynik po ładnej kombinacji, nokdaun żółto-biało-niebieskich. Trzeci gol przyszedł w 37. minucie, gdy Youssuf Sylla urwał się lewą stroną, a Eryk Kozłowski zakończył akcję precyzyjnym strzałem na 3:1. Cios definitywny, który okazał się ostatecznym wbiciem gwoździa do trumny Olimpii.
Druga połowa miała już spokojniejszy przebieg. Jagiellonia II nie forsowała tempa, spokojnie kontrolując wydarzenia boiskowe. Olimpia niewątpliwie nie złożyła broni i starała się szukać swoich okazji, nawet zdobyła gola, ale nie został uznany z powodu spalonego. Momentem zwrotnym pozostawała czerwona kartka, jednak kolejne szybko tracone bramki zaczęły nasuwać pytanie, dlaczego żółto-biało-niebiescy tak łatwo ulegli presji rywali. Jasne, gra w dziesiątkę była dużym utrudnieniem, ale szybkie uderzenia Jagiellonii II całkowicie rozbiły strukturę gry Olimpii.
Jagiellonia II Białystok - Olimpia Elbląg 3:1 (3:1)
0:1 - Kozera (10. min), 1:1 - Sylla (29. min.), 2:1 - Polkowski (34. min.), 3:1 - Kozłowski (37. min.)
Olimpia: Wojciechowski - Sarnowski, Winkler, Szczudliński, Sznajder (76’ Marucha), Młynarczyk (46’ Pek), Kondracki (63’ Czernis), Kołoczek, Krawczyk, Kordykiewicz (46’ Laszczyk), Kozera (20’ Manikowski)
Czerwona kartka: Wojciechowski (18. min.)
Patronem medialnym ZKS Olimpii Elbląg jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl