Na kłopoty Olimpia

Niemal pół roku gospodarze bezskutecznie szukali przełamania. Kolejni rywale wyjeżdżali z Troszyna z punktami, aż przyjechała Olimpia. Elblążanie okazali się gośćmi niemal idealnymi: zostawili komplet punktów, nie zmusili miejscowego bramkarza do wyciągania piłki z siatki i pozwolili gospodarzom przypomnieć sobie smak domowego zwycięstwa.
W wyjściowym składzie Olimpii znalazło się dwóch zawodników, którzy po raz pierwszy rozpoczęli ligowe spotkanie od pierwszej minuty. Błażej Bąk zastąpił pauzującego za kartki Dawida Czaplińskiego i razem z Filipem Sznajderem wypełnił limit młodzieżowców. Sznajder ponownie zagrał w trzyosobowym bloku obronnym. Pierwszą szansę w podstawowej jedenastce otrzymał również Szymon Grączewski. Młody zawodnik pojawiał się już wcześniej na boisku jako rezerwowy, natomiast w Troszynie zajął miejsce kontuzjowanego Tomasza Kaczmarka.
Olimpia rozpoczęła odważnie. Już po trzydziestu sekundach Jakub Branecki zauważył wysuniętego bramkarza gospodarzy i spróbował zaskoczyć uderzeniem z dystansu, ale do celu zabrakło precyzji i siły. W 10. minucie szczęścia poszukał Joao Augusto. Strzał Brazylijczyka sprawił golkiperowi trochę problemów, jednak ostatecznie został obroniony. Przez niemal pół godziny pierwszej połowy meczu miał a w sobie więcej zapowiedzi niż konkretów. Gra sprawiała wrażenie, jakby za chwilę miało coś się wydarzyć, ale obu drużynom długo brakowało ostatniego podania albo precyzyjnego uderzenia. Przełamanie przyszło w 29. minucie. Troszyn wyprowadził szybki atak, Adam Dobosz dograł do Damiana Wojdakowskiego, a ten mocnym strzałem pokonał Andrzeja Witana. Najbliżej wyrównania był Marcin Czernis, którego uderzenie z dalszej odległości zatrzymało się na poprzeczce. Końcówka należała jednak do gospodarzy. Pod bramką Witana robiło się niebezpiecznie szczególnie po rzutach rożnych, ale Troszyn nie potrafił zamienić przewagi na drugiego gola. Do przerwy 1:0.
Olimpia rozpoczęła drugą połowę z obowiązkiem odrobienia straty, ale ponownie więcej było posiadania piłki i dobrych zamiarów niż prawdziwego zagrożenia. Największa kontrowersja pojawiła się w 49. minucie. Łukasz Święty przygotowywał się do strzału, gdy rozpędzony obrońca gospodarzy wpadł w niego od tyłu i wytrącił z równowagi. Rzut karny wydawał się uzasadniony, jednak arbiter nie wskazał na jedenasty metr. Decyzja sędziego może irytować, ale nie może służyć za alibi. Olimpia miała jeszcze ponad czterdzieści minut, aby znaleźć inną drogę do bramki jednej z najsłabszych defensyw ligi. W 58. minucie kolejną akcję kończył Święty, później swoją okazję miał Maciej Kołoczek. Elblążanie próbowali, dokonywali zmian i częściej przebywali na połowie przeciwnika, ale pod bramką ponownie brakowało precyzji, zdecydowania oraz piłkarskiego konkretu.
Troszyn zajmował przedostatnie miejsce, stracił wcześniej trzydzieści bramek i jako jedyny zespół w lidze nie wygrał jeszcze u siebie. Mimo tego Olimpia nie potrafiła zmusić gospodarzy do kapitulacji. Co więcej, miejscowi nadal zagrażali po rzutach rożnych i kilkakrotnie przedostawali się w pole karne Andrzeja Witana. Zamiast zdecydowanego naporu faworyta oglądaliśmy szarpaną pogoń zespołu, który nie miał pomysłu na skruszenie nisko ustawionej obrony. W 85. minucie zawodnik Troszyna obejrzał drugą żółtą kartkę. Przewaga liczebna miała być ostatnią szansą Olimpii na uratowanie wyniku. Skończyło się fatalnie. Elblążanie ruszyli do przodu bez odpowiedniego zabezpieczenia, gospodarze wyprowadzili kontrę i w 91. minucie zdobyli drugą bramkę. Wynik 2:0 zamknął mecz, który miał potwierdzić stabilizację Olimpii, a obnażył jej stare słabości.
KS CK Troszyn - Olimpia Elbląg 2:0 (1:0)
1:0 - Wojdakowski (29. min.), 2:0 - Leonowicz (90+1. min.)
Olimpia: Witan - Czernis (70’ Krawczyk), Augusto, Bąk (70’ Pieczarka), Mruk, Sznajder, Święty, Branecki (83’ Kiełtyka), Grączewski (46’ Pek), Kołoczek (83’ Sarnowski), Wierzba
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg