Niedosyt po meczu przyjaźni

„Gość w dom, Bóg w dom” – w niedzielę (12 kwietnia) przy Agrykola to powiedzenie pasowało idealnie, bo do Elbląga przyjechała Legia nie jako rywal, ale przede wszystkim jako przyjaciel. Oczywiście na boisku była walka o punkty, ale wokół niego głośna, konkretna i momentami uroczysta atmosfera, podkreślona ślubowaniem Akademii Olimpii na sztandar.
3500 kibiców na meczu z Motorem Lublin w czerwcu 2015 roku, 2600 na spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec we wrześniu 2024 roku, a w międzyczasie niejeden drugoligowy wieczór z solidnym, dwutysięcznym tłem. Dzisiejsze ponad 3000 to powrót do dobrze znanego obrazu, trybuny wypełnione ludźmi, obecni przedstawiciele miasta, wszystkie roczniki Akademii Olimpii i rzesza wiernych kibiców. Było rodzinnie, swojsko, tak jak już bywało i jeśli wszystko pójdzie w dobrą stronę, jeszcze nieraz będzie, zwłaszcza gdy stadion doczeka się zapowiadanych zmian. Pierwszy kwadrans to klasyczne badanie sił i piłkarskie szachy, sporo ruchów sprawdzających, mało konkretów. Legia II oddała strzał, Olimpia miała rzut wolny, ale dopiero w 21. minucie zrobiło się groźniej, gdy Pchełka uderzył z bocznej strefy, ale Wojciechowski pewnie interweniował. Mecz pozostawał wyrównany, momentami z lekkim wskazaniem na Olimpię, co po spotkaniu podkreślał trener gości, Filip Raczkowski. Kluczowa okazała się 41. minuta, Bienduga wybrał się na ryzykowną wycieczkę poza pole bramkowe, Krawczyk był szybszy, golkiper minął się z piłką, a Kordykiewicz z dystansu trafił do pustej bramki, wykazując się przytomnością i precyzją, dając Olimpii prowadzenie i notując swojego dwunastego gola w sezonie.
W przerwie doszło do uroczystego ślubowania zawodniczek i zawodników Akademii Olimpii na sztandar Związkowego Klubu Sportowego, co miało wymiar nie tylko symboliczny, ale i głęboko wpisany w ideę funkcjonowania klubu, w którym rozwój oraz wychowanie młodzieży stanowią fundament. Ślubowanie przyjął poczet sztandarowy w składzie Bogdan Durzyński, Jarosław Bielecki i Janusz Buczkowski, wychowankowie i postaci doskonale znane przy Agrykola, dziś reprezentujący Oldbojów Olimpii, a zarazem współfundatorzy sztandaru obok prezydenta Elbląga. Chwila była podniosła, choć nieprzesadzona, raczej naturalnie ważna niż demonstracyjnie uroczysta (więcej o ślubowaniu: tutaj). Po zmianie stron działo się sporo, niestety z perspektywy elblążan głównie rzeczy niepożądane. W 50. minucie doszło do starcia Kordykiewicza z przeciwnikiem w polu karnym, ale najważniejsze w całej sytuacji pozostaje zdrowie zawodnika, choć przy okazji pojawiły się pierwsze w tym meczu kontrowersje. Jak mówił po meczu trener Hebda: „Na ten moment nic jeszcze dokładnie nie wiemy, trzeba poczekać, ale wygląda to na wstrząśnienie mózgu”, dodając, że zawodnik został przewieziony do szpitala. Szkoleniowiec odniósł się również do samej sytuacji w polu karnym zaznaczając, że „Oskar był pierwszy przy piłce i należał nam się rzut karny. Sędzia tłumaczył się, że jeśli był kontakt, to był to tzw. nieumyślny faul, czyli sytuacja, w której nie było intencji faulu, tylko przypadkowe spóźnienie. Szczerze mówiąc, nie do końca wiem, co to dokładnie znaczy”.
W 61. minucie kolejna kontrowersja, po której gra została przerwana przez sędziego głównego, a sama sytuacja budziła spore wątpliwości interpretacyjne, ponieważ arbiter wskazał na faul zawodnika Olimpii, podczas gdy sędzia liniowy, ustawiony bliżej akcji, sygnalizował zagranie ręką piłkarza Legii II. Asystent pozostawał przy swojej ocenie i wskazywał przewinienie gości, jednak sędzia główny, mimo kontaktu z liniowym, podtrzymał swoją decyzję, która z perspektywy gospodarzy była krzywdząca. Po wznowieniu gry akcja przeniosła się w pole karne, gdzie doszło do kolejnego starcia i tym razem arbiter wskazał na faul zawodników Olimpii, dyktując rzut karny dla Legii II. Cała sekwencja zdarzeń sprawiała wrażenie chaotycznej i w ocenie wielu nie powinna zakończyć się w taki sposób. Ostatecznie “jedenastkę” pewnie wykorzystał Adam Ryczkowski i zrobiło się 1:1.
Ogólnie jednak trzeba przyznać, że był to fragment z wyraźną przewagą Legii II. Decydujący cios padł w 75. minucie, gdy świetnym prostopadłym podaniem popisał się Karol Kosiarek, piłkę w polu karnym przejął White IV Jeremiah Jackson, minął wychodzącego Wojciechowskiego i ustalił wynik na 1:2. Później Olimpia szukała jeszcze swoich szans, atakowała, były sytuacje i emocje, a jedną z nich była efektowna przewrotka Kozery, po której piłka minimalnie minęła bramkę Legii II. Było widowisko, były momenty, były kolejne sporne decyzje sędziowskie, ale ostatecznie Olimpia nie dopisała punktów, choć przynajmniej na jeden z pewnością zasłużyła. Pozostał niedosyt z topowym rywalem, absolutnym liderem III ligi grupy 1, drużyną pewnie zmierzającą w kierunku awansu.
Olimpia Elbląg - Legia II Warszawa 1:2 (1:0)
bramki: 1:0 - Kordykiewicz (41. min.), 1:1 - Ryczkowski (62. min. - rzut karny), 1:2 - White (76. min.)
Olimpia: Wojciechowski - Winkler, Sarnowski, Czernis (70’ Pęk), Kordykiewicz (53’ Kozera), Czapliński (76’ Karbownik), Krawczyk (76’ Szczudliński), Młynarczyk, Sznajder (70’ Laszczyk), Kołoczek, Wierzba