UWAGA!

Szalony wieczór ze szczęśliwym finałem

 Elbląg, Szalony wieczór ze szczęśliwym finałem
(fot. Anna Dembińska)

Piłka nożna to emocje, a podczas meczu Olimpii z Polonią Lidzbark Warmiński było ich tyle, że spokojnie można byłoby obdzielić kilka spotkań. Rollercoaster trwał do ostatnich sekund, ale wagonik, którym jechała Olimpia, ostatecznie dojechał do mety z trzema punktami. Zobacz zdjęcia.

Zanim piłkarze wybiegli na murawę, poznaliśmy skład Olimpii, a w nim kilka zmian względem inauguracji z Wisłą II Płock. W podstawowej jedenastce zabrakło Macieja Kołoczka, co wynikało z decyzji sztabu i planu na ten mecz. Nie było również Dawida Wierzby, który w tygodniu chorował. Od pierwszej minuty zagrał za to debiutujący Joao Augusto. Wśród rezerwowych zabrakło Dominika Kozery i Szymona Krawczyka, pojawili się natomiast wracający do zdrowia Jakub Pieczarka oraz Szymon Grączewski, który kilka dni wcześniej ustrzelił hat-tricka w meczu rezerw z Drwęcą Nowe Miasto Lubawskie.

Po drugiej stronie również nie brakowało znajomych twarzy. Mateusz Kuzimski, Klaudiusz Krasa i Rafał Maciążek mają za sobą grę w Olimpii i wszyscy rozpoczęli spotkanie w podstawowym składzie Polonii. Dla jej kapitana mecz skończył się jednak wyjątkowo szybko. Maciążek już w 13. minucie z powodu kontuzji musiał opuścić boisko.

 

Było dobrze, a zrobiło się 0:1

Olimpia rozpoczęła całkiem obiecująco. Łukasz Święty huknął z dystansu, zmuszając bramkarza Polonii do interwencji. Chwilę później Jakub Branecki sam wywalczył piłkę i zdecydował się na strzał, jednak posłał ją obok słupka. Gospodarze mieli inicjatywę, częściej przebywali na połowie rywala i właśnie wtedy dostali pierwszy kubeł zimnej wody.

W 27. minucie Polonia przeprowadziła składną akcję, po której dobre dośrodkowanie trafiło do Mateusza Kuzimskiego. Były napastnik Olimpii zachował się dokładnie tak, jak powinien zachować się napastnik w polu karnym. Bez zbędnych kombinacji wykorzystał okazję i dał gościom prowadzenie.

Olimpia nie potrzebowała jednak dużo czasu, żeby się otrząsnąć. Najpierw Szczudliński świetnie uruchomił Braneckiego, ten przytomnie wycofał do Augusto, a debiutant uderzył mocno, ale obok bramki. W 32. minucie gospodarze znaleźli już właściwą drogę. Bartłomiej Mruk znakomicie dośrodkował z rzutu rożnego, a w zamieszaniu pod bramką najlepiej odnalazł się Łukasz Święty. Było 1:1. Osiem minut później scenariusz wyglądał znajomo. Rzut rożny, dośrodkowanie Mruka i tym razem Kacper Szczudliński skierował piłkę do siatki. Dwa stałe fragmenty, dwie asysty Mruka i w krótkim czasie wynik został odwrócony.

Polonia przed przerwą mogła jeszcze odpowiedzieć. W 42. minucie Wiktor Preuss znalazł się kilka metrów przed pustą bramką, ale przestrzelił. Olimpia zeszła więc do szatni z prowadzeniem 2:1.

 

Więcej wyrafinowania

Po zmianie stron wróciły jednak stare demony. Olimpia cofnęła się głęboko, w powietrzu unosił się zapach gola dla Polonii. Goście mieli więcej przestrzeni, ale długo niewiele z tego wynikało. Minuty uciekały, klarownych sytuacji brakowało, a trenerzy coraz mocniej mieszali składami. W Olimpii pojawił się między innymi Michał Kiełtyka, wracający do żółto-biało-niebieskich po kilku latach. Wszedł i grał spokojnie, bez niepotrzebnych strat, wybierał jedynie dobre rozwiązania. Robił dokładnie to, czego wymaga się od doświadczonych graczy.

  Elbląg, Szalony wieczór ze szczęśliwym finałem
(fot. Anna Dembińska)

Na murawie zameldował się również Szymon Grączewski. Wychowanek Olimpii przed laty jako młody chłopak trafił do Legii Warszawa, a tego lata wrócił do Elbląga. W 81. minucie znalazł się z piłką w bocznym sektorze pola karnego. Miejsce nie podpowiadało strzału, ale Grączewski miał jednak inny pomysł. Lewą nogą posłał techniczną, precyzyjną piłkę poza zasięgiem bramkarza. Gol “stadiony świata”, mocny kandydat do bramki (przynajmniej) kolejki. Zrobiło się 3:1 i koledzy mogli „utopić” debiutanta w objęciach.

 

Spokojnie jednak nie było

Kto pomyślał, że przy 3:1 można już spokojnie czekać na końcowy gwizdek, to się pomylił. Gospodarze ponownie oddali sporo terenu i końcówka zrobiła się nerwowa. W czwartej minucie doliczonego czasu Polonia wykorzystała zamieszanie po rzucie rożnym. Piłka wpadła do bramki, a trafienie zapisano jako samobójcze Andrzeja Witana. Pozostały przy tym wątpliwości, czy bramkarz Olimpii nie był w tej sytuacji faulowany. Sędzia uznał jednak gola i zrobiło się 3:2.

Polonia ruszyła po wyrównanie, odsłaniając się coraz bardziej. I właśnie wtedy Olimpia wreszcie wykorzystała pozostawione miejsce. Branecki odebrał piłkę i uruchomił Dawida Laszczyka. Ten zagrał do Świętego, który sam mógł kończyć akcję, ale wykazał się altruizmem i zagrał do lepiej ustawionego Braneckiego. Napastnik z bliska zrobił swoje. 4:2. Tym razem naprawdę można było przestać liczyć sekundy.

Olimpia wreszcie wygrała i przerwała serię bez zwycięstwa trwającą od 3 kwietnia. Trzy punkty są najważniejsze, ale kilka rzeczy może cieszyć również niezależnie od wyniku. Augusto w debiucie pokazał, że może dać tej drużynie sporo jakości. Kiełtyka wrócił na boisko w żółto-biało-niebieskich barwach i dał spokojną, dojrzałą zmianę. Grączewski ligowy debiut okrasił kapitalnym golem, a Branecki się przełamał.

Cieszą też liczby letnich transferów. W pierwszej kolejce trafił Tomasz Kaczmarek, tym razem gola i asystę dołożył Święty, a Mruk dwukrotnie obsłużył kolegów po rzutach rożnych. Nie oznacza to jeszcze, że wszystkie elementy układanki znalazły swoje miejsce. Druga połowa i zbyt głębokie cofnięcie przy prowadzeniu przypomniały, że tej drużynie wciąż zdarzają się momenty, w których sama komplikuje sobie życie.

Tym razem jednak historia miała szczęśliwe zakończenie. Po wielu tygodniach Olimpia znów mogła zejść z boiska z trzema punktami.

Olimpia Elbląg - Polonia Lidzbark Warmiński 4:2 (2:1)

0:1 - Kuzimski (27. min.), 1:1 - Święty (32. min.), 2:1 - Szczudliński (40. min.), 3:1 - Grączewski (81. min.), 3:2 - Witan (90+4. min., samobójcza), 4:2 - Branecki (90+6. min.)

 

Olimpia: Witan - Czapliński (80’ Sznajder), Szczudliński, Sarnowski, Mruk (71’ Kiełtyka), Święty, Augusto (60’ Grączewski), Czernis (46’ Pek), Kaczmarek (80’ Wierzba), Laszczyk, Branecki

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg


Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Przed Olimpią jeszcze dużo pracy, zwłaszcza nad poprawą gry w drugiej połowie. Wynik ekstra, ale jeszcze trzeba popracować.
  • Oj popracować to trzeba zdecydowanie. Tylko kto ma nad tymi chłopakami pracować bo na pewno nie ten co teraz ich "trenuje"
  • Brak Kozery i już są punkty, ale jest jeszcze Laszczyk, więc nerwy zawsze do końca.
  • Kłaniam się Drodzy Czytelnicy! Zgłaszam wybuch na hali produkcyjnej! Sen o regionalnym monopolu na Warmii i Mazurach przybrał formę zbrojonego betonu. Olimpia Elbląg miażdży Polonię Lidzbark Warmiński 4:2,a stalowe berło regionu ląduje w naszych żółto-biało-niebieskich dłoniach. Czy proces technologiczny przebiegł bez usterek? Skąd! Ale Kochani Przyjaciele, laboratoryjna perfekcja jest dla szwajcarskich zegarmistrzów. My uprawiamy ciężki, elbląski przemysł. Potrzebowaliśmy żelaznego dowodu, że maszyna potrafi przepalić wszystkie cylindry. I przepaliła. Cztery gole! Człowiek aż przeciera osmolone gogle sprawdzając, czy tablica wyników nie podpięła się pod awaryjny reaktor dawnego Zamechu, wypluwając z siebie cyfry grubo ponad normę. Najstarsi brygadziści nie pamiętają tak potężnego ciągu w ofensywie. Nasze ataki przypominały testy zderzeniowe lokomotywy towarowej, a 4:2 przy ostatnich przestojach w produkcji wygląda jak odnalezienie Bursztynowej Komnaty na dnie Zalewu Wiślanego. Tryby pewnie jeszcze miejscami zgrzytają, ale dziś nikt nie będzie robił audytu rozpędzonej turbinie. Żółto-biało-niebieski charakter wytrzymał morderczą próbę ciśnieniową, a pierwsze trzy tony punktowej stali gładko zjechały z taśmy. 3 Ligo - podziwiajcie ten gęsty dym z kominów. Przemysłowy hegemon wcisnął właśnie zielony guzik startowy. Ufajmy procesowi! Wspaniałego i potężnego weekendu Wam życzę!
  • @Acme Crew - Acme - Crew by to zalała jak ty pięknie potrafisz nas mamić tą Olimpijską ułomnościa, prawie dostali oklep na własnych śmieciach bo było już 3:2 i pełne gacie, ale grajek urwał sie ze smyczy i trafiło się ślepej kurze ziarno. Oczywiście jestem za tym by tak hartowała się stal o ktorej piszesz w mieście z tradycjami, by była to stal konstrukcyjna do ulepszania cieplnego, gdy nastaną upały konstrukcja drużyny bedzie twarda, zwarta i odporna na pękanie. Daleka to jednak i wyboista droga by tak się stało. Chciałbym mieć tyle optymizmu co Ty i znaleźć kiedyś Olimpię w extraklasie jak Ty znalazłeś Bursztynową Komnatę w Zalewie Wiślanym
  • @Ze - Kłaniam się Szanownemu Inspektorowi z wydziału kontroli jakości! To, co Kolega bierze za widmo katastrofy przy stanie 3:2,to był z góry zaplanowany test obciążeniowy. Przy wyniku 3:0 maszyna szła by za gładko, więc sztab celowo rozszczelnił zawory, by sprawdzić spawy pod maksymalnym ciśnieniem. Czwarty gol to absolutnie żadne ślepe ziarno - to z zimną krwią odpalony protokół awaryjny i precyzyjne uderzenie z zapasowego reaktora, by gładko wyrobić 130% normy. Pełna zgoda co do materiałowej obróbki cieplnej. Kujemy tu stal, która hartuje się w hutniczym stresie. Ekstraklasa to potężne, ostateczne trochę mityczne marzenie, ale nasza suwnica musi najpierw stabilnie zakotwiczyć w II lidze. Potem odlewamy twarde fundamenty pod I ligę, co dla naszego miasta, z tak potężnymi tradycjami, jest poziomem całkowicie realnym do osiągnięcia i naturalnym niczym dym z komina. Dziękuję za czujne oko na taśmie produkcyjnej. Ufajmy procesowi! Wspaniałej, soboty życzę!
  • Nic szalonego nie zauważyłem. Kolejny nic nie znaczący mecz w naszym mieście dla garstki, ,kiboli". Niech mają i się cieszą w 4 lidze też będą przecież, ,szalone" mecze. I czym tu się podniecać?
  • Snajper Augusto ale w Concordia ? No cóż redaktor tak szczegółowo opisał że tylko zabrakło alfabet Braina :⁠-⁠)
Reklama