Tym razem wszystko się zgadzało

Są takie mecze, w których nie trzeba szukać drugiego dna. Wystarczy wyjść na boisko, zrobić swoje i zostawić za sobą jak najmniej znaków zapytania. W Łomży Olimpia właśnie tak zrobiła.
Przed meczem nastroje wokół ŁKS-u były dalekie od optymizmu. W komentarzu jednego z kibiców pojawiło się więcej zniechęcenia niż wiary w przełamanie: „I co dziś, znowu wstyd będzie?”, „nie mamy piłkarzy i poziomu sportowego, brak nam trenerów, zarządu, finansowania. Rozwalili to wszystko z okazji 100-lecia”, „dziś przed meczem został pożegnany jedyny napastnik”. Nastroje były więc, delikatnie mówiąc, dalekie od świątecznych. Czy wobec tego Olimpia jechała do Łomży jako faworyt? Być może, głównie przez sytuację gospodarzy. Elblążanie sami jednak potrzebowali meczu, który wreszcie da coś więcej niż tylko dobre fragmenty.
Pierwszy kwadrans był pod kontrolą Olimpii, Elblążanie spokojnie rozgrywali piłkę, cierpliwie szukali szczeliny w defensywie ŁKS-u, tyle że długo brakowało konkretu. I właśnie wtedy, trochę na przekór temu, co działo się na boisku, gospodarze mogli wyjść na prowadzenie. W 15. minucie ŁKS ruszył z kontrą, Kijek zakończył akcję strzałem, ale na szczęście dla Olimpii piłka przeleciała obok słupka. Cztery minuty później odpowiedzieli żółto-biało-niebiescy. Kaczmarek zagrał do Świętego, który uderzył mocno i celnie, ale Danielczyk odbił na rzut rożny. W 22. minucie bramkarz ŁKS-u znów musiał się wykazać. Augusto zagrał z pierwszej piłki, Kaczmarek dostał futbolówkę z boku pola karnego, nawinął obrońcę i uderzył, ale ponownie górą był Danielczyk. Olimpia miała przewagę i coraz więcej sytuacji, jednak ciągle brakowało stempla. W 36. minucie Święty ruszył z piłką, wparował w pole karne, oddał strzał, ale po bloku futbolówka odbiła się od słupka. Pod koniec połowy ŁKS zaczął częściej zaglądać pod bramkę Witana, również bez konkretów. Pachniało więc 0:0 do przerwy, aż w 44. minucie Olimpia wreszcie dała powód do radości. Po rzucie rożnym główkował Wierzba, Danielczyk odbił piłkę przed siebie, ale kapitan wystrzelił do niej jak z procy i wpakował do siatki.
Tuż przed przerwą Olimpia wyszła na prowadzenie, a chwilę po wznowieniu mogła mieć dwa gole przewagi. Kołoczek zagrał z boku do Kaczmarka, ten z pierwszej piłki uruchomił wbiegającego w pole karne Kiełtykę, jednak Danielczyk nie dał się pokonać. W 55. minucie bramkarz ŁKS-u nie miał już nic do powiedzenia. Święty przymierzył z chirurgiczną precyzją, dokładnie tak, jak próbował już kilka razy w tym sezonie. Wcześniej czegoś brakowało, tym razem wszystko się zgadzało i zrobiło się 0:2. Po golu pojawił się też dość symptomatyczny obrazek. Zawodnicy podbiegli w stronę ławki i razem ze sztabem cieszyli się z trafienia. Po wydarzeniach ostatnich dni trudno było tego nie zauważyć, zwłaszcza że właśnie piłkarze opowiedzieli się za dalszą współpracą z obecnym sztabem.
Przy dwóch bramkach przewagi Olimpia nie szukała już trzeciego gola za wszelką cenę. Gra uspokoiła się, a gospodarze długo nie potrafili znaleźć sposobu, żeby jeszcze wrócić do meczu. Szansa pojawiła się w 85. minucie, kiedy po indywidualnej akcji w polu karnym zawodnik ŁKS-u minął obrońców i mocno uderzył, ale Witan odpowiedział świetną interwencją. W końcówce pojawił się jeszcze Błażej Bąk. Zawodnik z rocznika 2009, który 15 września zadebiutował w pierwszym zespole w pucharowym meczu z Dajtkami, tym razem zaliczył pierwsze minuty w lidze.
Ostatecznie Olimpia wykonała zadanie i wróciła do Elbląga z kompletem punktów. Następny przystanek przy Skrzydlatej. 10 października rywalem będzie Mławianka Mława, początek o 14:00.
ŁKS Łomża - Olimpia Elbląg 0:2 (0:1)
bramki: 0:1 - Wierzba (44. min.), 0:2 - Święty (55. min.)
Olimpia: Witan - Kiełtyka, Wierzba, Sarnowski (46’ Szczudliński), Kołoczek, Pek, Sznajder (55’ Pieczarka), Czapliński (87’ Bąk), Kaczmarek, Święty (87’ Grączewski), Augusto (68’ Branecki)
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg