Teraz ja - Czy grozi nam histeria?

Bo tak zaczynam odbierać wydarzenia ostatnich dni i tygodni, a związane jest to z Referendum. Ta cała gonitwa za sensacją, to całe pomawianie i oskarżanie niczego nie daje. W żaden sposób nie zbliża nas do prawdy i do rozwiązań, które mogłyby nam pomóc.
Czytając wypowiedzi zwolenników odwołania obecnej władzy uchwałodawczej i wykonawczej, czyli Rady Miasta i Prezydenta, nie znalazłem żadnego konkretu, który by za tym optował i potwierdzał te wszystkie tezy. Słyszy się o obowiązku obywatelskim, o prawie obywatela do takich rozwiązań, o braku dotrzymania obietnic, a wręcz nawet o kłamstwie, jakiego dopuściła się obecna władza, startując w 2010 roku w wyborach. Myślę, że tych wszystkich praw obywatelskich nikt nikomu nie odbiera i nie zabrania z nich korzystać. Ale trzeba pamiętać, że z każdego prawa trzeba korzystać umiejętnie i z rozwagą, bo każde takie postępowanie niesie ze sobą również realne zagrożenia.
Należy pamiętać, że mówimy o żywym organizmie, jakim jest nasze miasto, należy pamiętać, że to nie gra komputerowa, którą można zacząć od nowa, gdyby nam coś nie wyszło. W życiu realnym, jakie nas otacza, zmiany mogą nieść nieraz nieodwracalne skutki i to wcale nie muszą być skutki pozytywne dla naszego życia, tu nie ma możliwości wciśnięcia resetu. Tymczasem prócz praw obywatelskich zwolennicy referendum przedstawiają nam bez mała stan apokalipsy, w jakim znalazła się rzekomo gospodarka miasta i nakręcają uczucie histerii, twierdząc, że po tej władzy choćby potop szwedzki lub i radziecki, a wszystko to jest lepsze od obecnej władzy. No to ja mówię, że tak nie jest i wielu elblążan jest tego samego zdania.
Mało tego, wszystko jest tak przedstawiane przez ludzi promujących referendum, że każdy, który jest przeciw, to wróg ludu i mieszkaniec wyzuty z czci i wiary. Z tym też się nie zgadzam, bo żyjąc w kraju wolnym i demokratycznym, mówię, że to całe referendum to nie żaden lek na zło, o którym tak chętnie wszyscy piszą. A to dlatego, że do dzisiejszego dnia nie usłyszałem ani jednego słowa, jak miałoby nam się żyć lepiej po odwołaniu tej władzy. Nie usłyszałem ani jednego nazwiska osoby, która miałaby nam ulżyć w tej niedoli, jaką kreślą przed nami ludzie będący za referendum. Bo nawet plan ludzi z PJN i SD, który jakiś czas temu został przedstawiony na łamach prasowych, jest tak pełen błędów i populizmu, że trudno go traktować poważnie.
Dlatego też uważam, że głównym obowiązkiem obywatela i mieszkańca naszego miasta jest poprawiać to, co jest złe oraz budować wspólnie naszą przyszłość, ale nie nadużywając środków obywatelskich. Każde działanie powinno być adekwatne do danej sytuacji, tymczasem tu mamy przejaskrawienie i przerysowanie sytuacji przy użyciu populizmu i półprawd tak, by osiągnąć cel polityczny dla dobra wąskiego grona partyjnego, gdzie nie ma miejsca na dobro i interes obywatelski. Tak też obecnie mamy do czynienia z karykaturą działań podciągniętych pod ruch obywatelski. Bo jeśli nawet zgodnie z tym, co mówią referendaryści, jest tak źle, jak to opisują w swoich wystąpieniach co do naszej elbląskiej sytuacji, to nigdy nie podali poważnego argumentu merytorycznego, co jest tego powodem. Jak do tej sytuacji doszło, od kiedy powstawała taka czy inna sytuacja finansowa naszego miasta?
Z ich słów wynika, że Elbląg powstał w 2010 roku i wszelkie winy i błędy powstały w ciągu tych dwóch lat. Wcześniej albo Elbląga nie było, albo był w idealnej kondycji finansowej oraz przechodził czasy wspaniałej prosperity. No i to, o czym już pisałem – nie podali ani jednego poważnego i merytorycznego pomysłu na polepszenie sytuacji mieszkańców i naszego miasta.
Dlatego też ja na pewno jestem daleki od tego, by zgodnie z przysłowiem „Zamienił stryjek siekierkę na kijek” iść drogą, którą mi wyznaczyły partie polityczne opozycyjne, chcące tym sposobem przejąć władzę. Dlatego też apeluję do wszystkich mieszkańców naszego miasta o rozwagę i rozsądek przy podejmowaniu decyzji, czy ktoś pójdzie, czy też nie, na referendum, bo nic, co jest przedstawiane, nie jest takie jednoznaczne i czarno-białe, jak to zwolennicy referendum przedstawiają. Tak jak zawsze i tu można doszukać się drugiego dna, choć myślę, że jest ich więcej.
Należy pamiętać, że mówimy o żywym organizmie, jakim jest nasze miasto, należy pamiętać, że to nie gra komputerowa, którą można zacząć od nowa, gdyby nam coś nie wyszło. W życiu realnym, jakie nas otacza, zmiany mogą nieść nieraz nieodwracalne skutki i to wcale nie muszą być skutki pozytywne dla naszego życia, tu nie ma możliwości wciśnięcia resetu. Tymczasem prócz praw obywatelskich zwolennicy referendum przedstawiają nam bez mała stan apokalipsy, w jakim znalazła się rzekomo gospodarka miasta i nakręcają uczucie histerii, twierdząc, że po tej władzy choćby potop szwedzki lub i radziecki, a wszystko to jest lepsze od obecnej władzy. No to ja mówię, że tak nie jest i wielu elblążan jest tego samego zdania.
Mało tego, wszystko jest tak przedstawiane przez ludzi promujących referendum, że każdy, który jest przeciw, to wróg ludu i mieszkaniec wyzuty z czci i wiary. Z tym też się nie zgadzam, bo żyjąc w kraju wolnym i demokratycznym, mówię, że to całe referendum to nie żaden lek na zło, o którym tak chętnie wszyscy piszą. A to dlatego, że do dzisiejszego dnia nie usłyszałem ani jednego słowa, jak miałoby nam się żyć lepiej po odwołaniu tej władzy. Nie usłyszałem ani jednego nazwiska osoby, która miałaby nam ulżyć w tej niedoli, jaką kreślą przed nami ludzie będący za referendum. Bo nawet plan ludzi z PJN i SD, który jakiś czas temu został przedstawiony na łamach prasowych, jest tak pełen błędów i populizmu, że trudno go traktować poważnie.
Dlatego też uważam, że głównym obowiązkiem obywatela i mieszkańca naszego miasta jest poprawiać to, co jest złe oraz budować wspólnie naszą przyszłość, ale nie nadużywając środków obywatelskich. Każde działanie powinno być adekwatne do danej sytuacji, tymczasem tu mamy przejaskrawienie i przerysowanie sytuacji przy użyciu populizmu i półprawd tak, by osiągnąć cel polityczny dla dobra wąskiego grona partyjnego, gdzie nie ma miejsca na dobro i interes obywatelski. Tak też obecnie mamy do czynienia z karykaturą działań podciągniętych pod ruch obywatelski. Bo jeśli nawet zgodnie z tym, co mówią referendaryści, jest tak źle, jak to opisują w swoich wystąpieniach co do naszej elbląskiej sytuacji, to nigdy nie podali poważnego argumentu merytorycznego, co jest tego powodem. Jak do tej sytuacji doszło, od kiedy powstawała taka czy inna sytuacja finansowa naszego miasta?
Z ich słów wynika, że Elbląg powstał w 2010 roku i wszelkie winy i błędy powstały w ciągu tych dwóch lat. Wcześniej albo Elbląga nie było, albo był w idealnej kondycji finansowej oraz przechodził czasy wspaniałej prosperity. No i to, o czym już pisałem – nie podali ani jednego poważnego i merytorycznego pomysłu na polepszenie sytuacji mieszkańców i naszego miasta.
Dlatego też ja na pewno jestem daleki od tego, by zgodnie z przysłowiem „Zamienił stryjek siekierkę na kijek” iść drogą, którą mi wyznaczyły partie polityczne opozycyjne, chcące tym sposobem przejąć władzę. Dlatego też apeluję do wszystkich mieszkańców naszego miasta o rozwagę i rozsądek przy podejmowaniu decyzji, czy ktoś pójdzie, czy też nie, na referendum, bo nic, co jest przedstawiane, nie jest takie jednoznaczne i czarno-białe, jak to zwolennicy referendum przedstawiają. Tak jak zawsze i tu można doszukać się drugiego dna, choć myślę, że jest ich więcej.
Lech