Elbląg w trampkach, bezpiecznie i na luzie

Założeniem „Niebieskich Trampek” jest stworzenie bezpiecznej przestrzeń, w której młodzi ludzie mogą odpoczywać, rozmawiać, wymieniać się doświadczeniami, bawić się i nawiązywać znajomości. Mają one także ich wspierać w budowaniu mechanizmów radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych i zapewniać kompleksową pomoc o charakterze profilaktycznym i socjoterapeutycznym. Po trzech miesiącach od otwarcia klubu w CH „Ogrody” w Elblągu sprawdzamy, jak ta idea funkcjonuje w praktyce. Zdjęcia.
Wyłapywać problemy i reagować
Przypomnijmy, że „Niebieskie Trampki” to inicjatywa Fundacji FOSA, a projekt realizowany jest z miastem Elbląg, które przez najbliższe trzy lata wyda na jego prowadzanie prawie 1,5 mln zł. Klub otwarto 9 grudnia ub. roku w CH „Ogrody”. Dlaczego akurat tam?
- Galerie handlowe są współczesnymi podwórkami młodzieży i klub pełni funkcję profilaktyczną wczesnego reagowania, wyłapywania problemów. Stąd też w działaniach, poza spotkaniami z psychologiem, poza warsztatami psychologicznymi, jest również streetworking. Wychodzimy do młodzieży, proponujemy im taką formę spotkania: w bezpiecznym miejscu pod opieką profesjonalistów, ale nie narzucającą, a podążającą. To jest propozycja, ale mogą skorzystać z tej oferty również na jakiś zasadach, czyli bez alkoholu, bez używek, bez narzędzi ostrych, bez agresji i nie dyrektywnie, a partycypacyjnie – mówiła podczas otwarcia „Niebieskich Trampek” Alina Kaszkiel-Suska, prezes Fundacji Fosa.
Kluby działają też od dłuższego czasu w trzech lokalizacjach Gdańska: Forum Gdańsk, Galerii Metropolia oraz w Galerii Przymorze i tylko w jednym z nich było aż 97 poważnych interwencji dotyczących problemów młodych ludzi związanych z hejtem, prześladowaniem rówieśniczym, czy myślami samobójczymi.
Najważniejsze są relacje
13-19 to nie tylko godziny otwarcia klubu, to także przedział wiekowy nastolatków, którym jest on dedykowany. Po trzech miesiącach od otwarcia sprawdzamy, czy odwiedzają oni „Niebieskie Trampki” i jak się tu czują? Na początek statystyki: w grudniu (licząc od 9.12) elbląskie „Niebieskie Trampki” odwiedziło 886 młodych ludzi, w tym wizyt pierwszorazowych było 467, w styczniu odwiedzin było 1206 (pierwszorazowych 404), w lutym 1145 (pierwszorazowych 180). Były dni, jak mówi Jola Prokopowicz, koordynator klubu „Niebieskie Trampki”, animator, a także street worker, kiedy młodzież już przed godziną 13 czekała na otwarcie drzwi. Jednak podkreśla, że nie statystyki są tutaj najważniejsze, a relacje jakie udaje się nawiązać z młodymi ludźmi.
- Dużo ważniejsze jest to, co się dzieje między nami a nimi. Takie mamy założenia, że pierwszy okres działania nie jest tak bardzo nastawiony na pracę psychologiczną. Postać psychologa budzi wśród młodych rodzaj wycofania. Słyszeliśmy takie głosy jeszcze tworząc ten punkt: jak jest psycholog, to my już nie chcemy. Pierwszy etap tworzenia tego miejsca jest przede wszystkim o tym, że trzeba zaprosić młodzież, że ona ma o tym miejscu wiedzieć. To, co my tutaj robimy, to proces. To się nie zadzieje w jeden dzień – wyjaśnia pani Jola.
„Niebieskie Trampki” odwiedzamy w środę (4 marca), około godz. 14 i spędzamy tu około 1,5 godziny. Kilku chłopców gra już w bilard, kilku w inne gry, przychodzą też dwie dziewczynki, by odebrać namalowane wcześniej przez siebie obrazy. Młodzież nie bardzo chce z nami rozmawiać.
- Pani jest z gazety? E to nie? Mnie to nie interesuje – mówi jeden z chłopców.
Po chwili jednak chłopiec podchodzi do mnie i mówi.
- Mi się bardzo tutaj podoba. Mógłbym tutaj zamieszkać, gdyby było można. Nawet mógłbym uciec babci, żeby tylko tutaj być – mówi.
- Mogli by nam pozwolić tu nocować. Mógłbym tutaj być cały czas – dodaje kolejny chłopiec.
Największa frekwencja w klubie jest późnymi popołudniami, aż do zamknięcia.
Zdobyć zaufanie nie jest łatwo
Bilard, piłkarzyki, gry planszowe, warsztaty artystyczne – Niebieskie Trampki mają szeroką ofertę rozrywek.
- Będą grali i grali, ale w którymś momencie zaciekawią się czymś innym, zaczną dostrzegać inne narzędzia. Mamy tutaj takie gotowe punkty, ten najbardziej mnie cieszący i zmieniający moje postrzeganie młodzieży, to kącik artystyczny. Okazuje się, że im wystarczą same narzędzia. Oni nie potrzebują instruktora. Potrzebują tylko wiedzieć, że to miejsce jest. Mają bardzo dużo kreatywności, nawzajem się inspirują. To nie jest szkoła, gdzie jest ocena, o tym im przypominamy. Bardzo dużo osób tutaj rysuje, maluje. Jedna z uczestniczek warsztatów zrobiła taką planszę, na której inni odciskali swoje dłonie i podpisywali imiona. Dla mnie jest tak piękny wyraz relacji między nimi – podkreśla pani Jola.
Niebieskie Trampki najczęściej odwiedzają młodzi ludzie 13-15 letni. Z niektórymi z nich udało się już nawiązać pracownikom klubu głębszą nić porozumienia. Jak podkreśla Jola Prokopowicz, nie jest łatwo zdobyć zaufanie młodych ludzi.
- Sondują, czy jesteśmy osobami godnymi zaufania. Jak to robią? Niby przychodzą grać w bilard, ale kątem oka zerkają na nasze zachowania. Patrzą jak reagujemy na jakieś ich słowa i gesty. Czy obrażamy się kiedy ktoś z nich coś tam zrobi? Jedni mają delikatną skórkę, inni trochę grubszą, to zależy od tego, co wcześniej przeszli i to też decyduje o tym, na ile wpuszczą nas do swojego świata. Oni potrzebują naszej uwagi, wysłuchania, towarzyszenia im. Oczywiście mamy tutaj zasady, a jedną z podstawowych jest szacunek. Brakiem szacunku jest na przykład przeklinanie, za to jest do wykonania pięć pompek albo 10 przysiadów – mówi pani Jola.
Do Niebieskich Trampek można przyjść bez większego powodu: podładować telefon, poczytać książkę, posiedzieć na sofie.
- Słuchaj, jak chcesz podładować telefon, to nie musisz na drzewku w Galerii, możesz u nas. Gdy przyjdzie podładować telefon, to przy okazji będzie miał mógł zobaczyć, co tutaj się dzieje. Czasami młodzież pyta, czy można tutaj przyjść zjeść jedzenie z Maca? Oczywiście, że można. Ale jak przynosisz coś, to posprzątaj też po sobie. Odważę się powiedzieć, że w którymś momencie poprosiłam osoby, żeby pomogły nam sprzątać i niektóre nie wiedziały jak trzymać zmiotkę. Zaglądają też do nas rodzice, pytają sprawdzają, co mogą tutaj dzieci robić – mówi pani Jola.
Jak pokazują przykłady klubów, działających już od dłuższego czasu w trójmiejskich galeriach handlowych, idea „Niebieskich Trampek” spełnia dość dobrze założoną rolę. Z czasem młodzież przynosi tutaj swoje problemy, a najczęściej są to: trudne relacje z rodzicami, bulling (fizyczny, psychiczny, cyberprzemoc) ze strony rówieśników, trudności w szkole, wykluczenie ze względu na narodowość, uzależnienie w rodzinie i otoczeniu, nadużywanie alkoholu i innych używek przez nich samych. Za jakiś czas ponownie odwiedzimy „Niebieskie Trampki”, by sprawdzić, jak jest pod tym względem w Elblągu.