UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Krzyżacy musieli być najedzeni

 
Elbląg, Gościem spotkania był Jan Brzozecki
Gościem spotkania był Jan Brzozecki (fot. Michał Skroboszewski)

Jak wyglądało codzienne życie mnichów w dawnych czasach, w jaki sposób klasztory zarabiały na swoje utrzymanie i przede wszystkim czym charakteryzowała się kuchnia klasztorna? Na te pytania odpowiedział dzisiaj (20 lipca) Jan Brzozecki, podczas kolejnego spotkania w ramach akcji „Lato pełne smaków”, które obyło się w Bibliotece Elbląskiej. Zobacz zdjęcia.

Jak tłumaczył uczestnikom spotkania Jan Brzozecki, zakonnicy w średniowieczu do południa nie jadali w zasadzie nic. W ciągu dnia mieli dwa oficjalne posiłki, czasem tylko jeden. Mięso mogli jadać tylko w niedziele, wtorki i czwartki. Piątek był dniem postnym, wolno im było wówczas spożywać jeden posiłek w trakcie dnia złożony głównie z ryb. Używali dużo ziół i wyszukanych dodatków. Ciekawostką jest, że kurę, która była białym mięsem, często uważano za pokarm postny.
      
       Utłucz pietruszkę...
      
Przed przystąpieniem do posiłku bracia odmawiali modlitwę, po czym siadali do stołu i jedli w milczeniu słuchając odczytywanych im fragmentów Pisma Świętego. Warto dodać, że kucharz był jedną z najważniejszych osób w zamku i pełnił bardzo odpowiedzialną funkcję.
       W przypadku kuchni krzyżackiej duży problem był z przepisami, w których nie było podanych proporcji. „Utłucz pietruszkę w moździerzu, dodaj mąki i jaj i tylko nacieraj kurę i połóż na ogniu” - tak wyglądał jeden z przepisów z XV wieku.
      
       Jak jedli Krzyżacy
      
- Krzyżacy musieli być najedzeni, by dobrze pełnić swoją służbę, jedli więc do syta, a stoły uginały się pod ciężarem jadła – opowiadał Jan Brzozecki. - Pieczona, duszona czy gotowana wołowina, cielęcina, wieprzowina, baranina, szynki, kiełbasy, kaczki, gęsi, kury, dziczyzna, dorsze, szczupaki, sandacze, łososie, jesiotry, a do tego gotowana kasza, groch, ryż - sprowadzany z Chin, marchew, chleb, ciasta, masła, sery oraz jaja - tak wyglądało krzyżackie menu. Na uciechę podniebieniom sprowadzano również drogie przyprawy i korzenie takie jak szafran, imbir, gorczyca, pieprz czy gałka muszkatołowa; produkty ekskluzywne jak figi, rodzynki, migdały, cytrusy i daktyle.
       Wielki mistrz Ulrich von Jungingen miał nawet pewną słabość do łakoci – uwielbiał anyżkowe cukierki. Tak naprawdę anyż był idealnym lekiem na wzdęcia. Wiele osób w tamtych czasach chorowało na przepicie i przejedzenie.
       - W średniowieczu nie używano wody, ponieważ była ona bardzo niezdrowa – opowiadał Jan Brzozecki. - Pito więc olbrzymie ilości wina i piwa. Zakon Krzyżacki szczególnie uwielbiał piwo elbląskie. Jednym ze słynnych krzyżackich przepisów był pasztet rybny z dodatkiem cynamonu, imbiru, pieprzy i szafranu.

  Elbląg, Krzyżacy musieli być najedzeni
(fot. MS)


       Uczestnicy spotkania dowiedzieli się również kilku kulinarnych ciekawostek: Krzyżacy uwielbiali łabędzie, król Władysław Jagiełło nie przepadał za jabłkami, królowa Jadwiga podjadała wieczorami, królowa Bona walczyła o parmezan, a król Zygmunt I Stary jadał tylko palcami.
       Kolejne spotkanie z cyklu „Lato pełne smaków” w Bibliotece Elbląskiej odbędzie się w czwartek 27 lipca. Gospodarzem warsztatów kulinarnych będzie Jacek Opitz, który wprowadzi uczestników w tajemnice serowarstwa. Początek o godz. 11.
      

Agnieszka Pawowicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • [1] Niestety nie mogłem być na spotkaniu, zatem znów nie wiem czy uwagi które zaraz nastąpią są do prelegenta czy pani redaktor. Zacznijmy od zdania "- Krzyżacy musieli być najedzeni, by dobrze pełnić swoją służbę, jedli więc do syta, a stoły uginały się pod ciężarem jadła". To zdanie
  • [2] jest w całości podszyte negatywnym stereotypem. Oczywiście nie były to anioły i fajne chłopaki, ale na spotkaniu popularyzującym naukę to fakty powinny przeważać nad schematem i anegdotą. Jest w tej całej wypowiedzi tak dużo przekłamań opartych na rzeczowych informacjach, że trudno to sprostować w kilku zdaniach. W pierwszym zdaniu odczytuję manipulację - byli żarłoczni (ergo źli, grzeszni) by mieć siłę "pełnić służbę", jaką ? no przecież nie klepanie pacierzy, tylko szlachtowanie Polaków od świtu do nocy. Może źle to odczytuję, ale jednak z tekstu nie wynika do jakiej służby trzeba się było tak galanto najeść.
  • [3] Mimo wszystko Krzyżacy byli zakonnikami (nie wszyscy, ale to nic nie zmienia), których obowiązywała reguła (jak w innych zakonach) ze względu na specyfikę zakonu rycerskiego łączyła ona zasady postępowania templariuszy i dominikanów. Regułę zakonu szpitala Najświętszej Marii Panny domu niemieckiego można przeczytać po polsku [przekład Janusza Trupindy] owszem jest tam przestroga przed przesadnym ascetyzmem, ale to nie oznacza zezwolenia na praktyki w typie "wielkiego żarcia".
  • [4] Tak wszystkie wymienione produkty były w magazynach kuchni zamków krzyżackich, ale nie wszystkie we wszystkich. W Malborku był pełen zestaw, ale tam był i klasztor i dwór wielkiego mistrza, wszystko w obrębie wspólnych fortyfikacja, ale jednak były to dwie odrębne rzeczywistości. Soły pewnie się uginały, ale pewnie nie więcej jak 2 razy w roku, gdy Mistrz zakonu gościł innego władcę, np. Kazimierza Wielkiego.
Reklama