UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Ludzkie oblicze pielęgniarstwa

 
Elbląg, - Gdy zaczynałam swoją pracę, pielęgniarka była osobą, która wyręczała pacjenta w wielu czynnościach. Dzisiaj raczej go wspiera, motywuje do samodzielności - mówi Marzena Sobczak
- Gdy zaczynałam swoją pracę, pielęgniarka była osobą, która wyręczała pacjenta w wielu czynnościach. Dzisiaj raczej go wspiera, motywuje do samodzielności - mówi Marzena Sobczak (fot. archiwum prywatne)

- We wstępie mojej książki uprzedzam, że nie jest to książka historyczna, bo za dużo w niej emocji, a za mało dat. Tak jak mówi tytuł, skupiłam się bardziej na historiach ludzi i klimacie danego czasu. Wiele można się o tym dowiedzieć, czytając rewersy oficjalnych dokumentów i słuchając relacji świadków - mówi Marzena Sobczak, autorka książki „Ścieżki. Powojenne pielęgniarstwo elbląskie XX wieku z ludzkimi losami w tle.”

Rafał Gruchalski: - Historia elbląskiego pielęgniarstwa od 1945 roku – to temat książki Pani autorstwa, na której wydanie otrzymała Pani stypendium kulturalne prezydenta Elbląga. Sama jest Pani pielęgniarką z wieloletnim stażem, to ułatwiało jej przygotowanie?

Marzena Sobczak: - Pomysł na książkę rodził się wiele lat, wynikał z zainteresowania przeszłością. Moi studenci pewnie się ze mnie śmieją, bo każdy przedmiot, który prowadzę zaczynam zawsze od sporej dawki ciekawostek z przeszłości danej tematyki. Fakt, że jestem pielęgniarką sprawił, że przygotowując materiały do tej książki potrafiłam niejako „czytać między wierszami”. Poza tym to była ogromna przyjemność. Pielęgniarstwo w krótkim czasie ogromnie się zmieniło, szczególnie za mojego zawodowego życia. Przeszliśmy bardzo szybko z XIX-wiecznego systemu kształcenia i pracy w XXI-wieczny. Jednak żadne wydarzenie na przestrzeni lat nie istnieje w oderwaniu od siebie. Fascynuje mnie to, że patrząc wstecz można znaleźć w jakimś sensie początek swojego własnego losu.

Po raz pierwszy taki temat podjęłam w 2011 roku z moimi magistrantkami, panią Dorotą Ciskowską i panią Katarzyną Dybikowską, które chętnie przyjęły tematy historyczne do napisania swoich prac magisterskich. Połączyły nas wspólne zainteresowania, co następnie zaowocowało artykułem, jaki opublikowałyśmy z okazji 100-lecia polskiego pielęgniarstwa na konferencji w Krakowie. Potem „wciągnęło” mnie na dobre.

Temat zgłębiałam, z różnymi przerwami, przez kilka lat. Badałam dokumenty, przeglądałam archiwa, przeprowadzałam wywiady z nestorkami elbląskiego pielęgniarstwa. Wiadomo, jak w życiu, trzeba było porzucać czasami te działania na rzecz spraw rodzinnych, zawodowych… Ale w końcu dopięłam swego i publikacja jest gotowa. Początkowo miała się ona składać z dwóch części. Jedna miała traktować o organizacji powojennej ochrony zdrowia w Elblągu z perspektywy ludzi, którzy tej organizacji się podjęli, a druga miała być zbiorem wywiadów z pielęgniarkami. Ostatecznie dwie części zostały scalone w jedną publikację, opisującą początki polskiego pielęgniarstwa elbląskiego od 1945 roku na tle formowanej ochrony zdrowia po przejęciu władzy w Elblągu przez polską administrację. Wśród źródeł, z których korzystałam, dotyczących właśnie lat powojennych, jest jeden z tomów Rocznika Elbląskiego pod redakcją Andrzeja Grotha zawierający bardzo cenne, uporządkowane chronologicznie fakty z historii medycyny elbląskiej po drugiej wojnie światowej. Badając dokumenty w archiwum, szłam między innymi tropami autorów tej publikacji znajdując w kartach użytkowników ich nazwiska.

Muszę tutaj dodać, że gdyby nie stypendium kulturalne otrzymane od samorządu, materiał do tej książki nadal by pewnie leżał w szufladzie. Nakład publikacji nie jest duży, ale na pewno trafi głównie do bohaterek wywiadów i Urzędu Miejskiego. Będzie można tę książkę znaleźć również w Bibliotece Elbląskiej.

 

- Coś Panią zaskoczyło podczas zbierania materiałów do książki?

- Chyba to, że czasy się zmieniają, ale natura ludzka nie. I to, że pewne mechanizmy się powtarzają.

W trudnych czasach niektórzy ludzie rzucają się w wir pomocy innym. Są i tacy, którzy chcą na tym się dorobić. Podobnie jest z relacjami między ludźmi. Są altruiści tracący nerwy i zdrowie w „pracy u podstaw”, i są cwaniacy korzystający z sytuacji. Co ciekawe toczące się koło historii właśnie przeniosło nas znowu w czasy zarazy. To wszystko można wyczytać z powojennych dokumentów. Mówi się, że „papier wszystko zniesie”. Papier także wszystko potrafi zachować. Pierwsze powojenne dokumenty, które przeglądałam w archiwum, były sporządzane na przeróżnych kartkach – zeszytowych, cieniutkim pergaminie, kartonikach. Niektóre były tak malutkie, że aż dziwne, że nie zginęły w powojennej zawierusze. Odczuwałam sporą ekscytację widząc, że na rewersach tych dokumentów widoczne były na przykład niemieckie druki pochodzące z urzędów czy szpitala diakonisek. Czasem autorzy sporządzający dokument robili na nim osobiste notatki, na przykład opinię o osobie proszącej o wsparcie.

Z podań obywateli do Starostwa Powiatowego znajdujących się w zbiorach archiwum w Malborku wiele można dowiedzieć się o ludzkiej naturze, historiach życia, nieporozumieniach, kłótniach. Tego, jak się wówczas żyło pierwszym mieszkańcom przybywającym do powojennego Elbląga. Jak przyziemne, a jednocześnie wielkie, były czasem problemy, które utrudniały pracę lekarzom i pielęgniarkom próbującym przywrócić ład i chronić zdrowie nowych elblążan. Takim przykładem może być walka ze świerzbem. Skala problemu była bardzo duża. Ze względu na brak miejsca, w którym pacjenci mogliby otrzymać pomoc, maść przeciwświerzbową rozdawano w siedzibie Starostwa Powiatowego. Już w niedługim czasie jednak maść znalazła się na czarnym rynku odsprzedawana z zyskiem. Pracownicy kolumn sanitarnych musieli osobiście nacierać maścią chorych na świerzb. Wydawanie maści trzeba było zakończyć.

 

- Rozmawia Pani w swojej książce z wieloma osobami, które odcisnęły trwały ślad na elbląskim pielęgniarstwie...

- Bardzo się cieszę, że moje starsze koleżanki obdarzyły mnie takim zaufaniem. Z wieloma osobami znamy się od lat, ale są i takie, z którymi poznałam się przy okazji pisania książki. Któregoś dnia po prostu do nich zapukałam z prośbą o wywiad. Byłam przyjmowana z ufnością i wielką gościnnością. Pielęgniarki chętnie dzieliły się historią swojego życia zawodowego, a niejednokrotnie także osobistego. Piłam kawę, oglądałam stare fotografie i mimo, że sama mam długoletnie doświadczenie zawodowe, to dowiadywałam się wielu nowych, ciekawych rzeczy o Elblągu i o pielęgniarstwie.

 

- Jak z Pani perspektywy, jako pielęgniarki z wieloletnim doświadczeniem zmienił się ten zawód?

- Zmienił się diametralnie. Przede wszystkim stał się zawodem samodzielnym. Pielęgniarkom przybyło bardzo wiele kompetencji, które z tą samodzielnością się wiążą i tej samodzielności wymagają. Oczywiście technika, która nam towarzyszy, jest zdecydowanie inna, niż na przykład 30 lat temu, kiedy ja zaczynałam pracę. Kiedy swoim studentom mówię, że wówczas nie było tak oczywistych dzisiaj rzeczy, jak woreczki foliowe, albo pokazuję im, jak wyglądał worek stomijny, którego używali wówczas pacjenci - to nie mogą uwierzyć, że w takich warunkach można było funkcjonować. Dziwią się, że trzeba było na przykład samodzielnie zwijać gaziki, a rękawiczki i igły były wielorazowe. Jeśli w ogóle były.

Zmieniła się także forma pracy pielęgniarki z pacjentem. Gdy zaczynałam swoją pracę, pielęgniarka była osobą, która wyręczała pacjenta w wielu czynnościach. Dzisiaj raczej go wspiera, motywuje do samodzielności. To wymaga zupełnie innego kształcenia pielęgniarek.

 

- Tak, dzisiaj pielęgniarki muszą mieć wyższe wykształcenie. A Pani jest pierwszą pielęgniarką w Elblągu, która uzyskała stopień doktora. Jedyną?

- Na szczęście już nie jestem jedyna, to idzie do przodu (uśmiech). Gdy decydowałam się na studia magisterskie, nie było jeszcze studiów pomostowych. Jak większość pielęgniarek, dokształcałam się poza miejscem zamieszkania, dojeżdżając na studia do Poznania. Doktorat obroniłam w Bydgoszczy, w Collegium Medicum UMK. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Moja promotor – nieodżałowana pani profesor Hanna Jaklewicz- nie tylko prowadziła mnie merytorycznie, ale mogę się pochwalić, że zasłużyłam w jej oczach na miano kogoś bliskiego, jak powiedziała. To ogromna dodana wartość do moich skromnych osiągnięć naukowych.

 

- Jaki był temat pracy doktorskiej?

- „Empatia i asertywność wobec wypalenia zawodowego pielęgniarek”. Uważam, że to ciągle aktualny temat. Ktoś może się zdziwić jak można łączyć empatię z asertywnością. Pozornie to dwa wykluczające się pojęcia. Ktoś, kto jest empatyczny, nie może przecież być tym, kto walczy o swoje. Okazuje się jednak, że bez empatii nie ma asertywności i odwrotnie. A to właśnie chroni nas przed wypaleniem zawodowym.

 

- Wykłada Pani na uczelniach, ucząc przyszłe pielęgniarki i pielęgniarzy. Jak z Pani perspektywy wygląda przyszłość tego zawodu? Czytamy w mediach o rosnącej średniej wieku pielęgniarek, problemach z uzupełnieniem kadr w szpitalach, wyjazdach do pracy za granicą...

- Przed rokiem 2020 mogłabym przytoczyć dane opierające się na statystykach samorządu pielęgniarskiego. Dzisiaj ciężko powiedzieć. Kiedy prowadzę wykłady w formie zdalnej, przed ekranami komputerów loguje się nawet po 100 studentów, więc sporo. Ale brak osobistego z nimi kontaktu utrudnia obserwację tych osób, wpływanie na nich swoją postawą. Zapracowani, przestraszeni epidemią mogą podejmować różne decyzje. Z drugiej jednak strony miło obserwować ich rzetelne uczestnictwo w zajęciach, podejmowanie wolontariatu i rozmowy poza ustalonym czasem wykładu.

Obserwuję także, że tak zwany negatywny nabór do zawodu może być już w odwrocie. Wiele moich koleżanek, które sprawują kierownicze stanowiska w placówkach ochrony zdrowia, przygląda się studentom już podczas praktycznych zajęć i po prostu wybierają do pracy tych najlepszych.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

  • Ï̴̠̜͖̍̀̈́̈́̆͛́͝ tak dalej trzymać. Pozdrawiam
  • Napisz ie jakie grosze płaca pielęgniarkom i salowym. Dlaczego niemiecka pielęgniarka potrafi godnie żyć, a Polska jak pies ledwo koniec z końcem wiąże? Dlatego, ze Wam się socjal bardziej podoba i +500 wolicie od godnej istoty ludzkiej służby zdrowia.
  • @Gosc847474 - ciekawa teza. .. .a przed socjalem jak piszesz to niby godnie ludzie zarabiali he. .. .wcześniej to ani zarobkow ani socjalu nie było bo zwykłych ludzi w d. .. mieli. .. no fakt kasty oplywaly w luksusy. .. .
  • @Gosc847474 - Tydzień temu w szpitalu pacjent z łóżka obok wpokazał mi wpływ na konto wynagrodzenia swojej żony- dyplomowanej pielęgniarki 8900 PLN
  • @Starzec62 - A powiedział z ilu etatów te wpływy bo ja po 36 latach pracy na jednym etacie mam 3700 na ręke
  • @Starzec62 - Z jednego miejsca pracy??z covidowego??ile godzin w miesiącu?? Hashtagi: #Samosia
  • Wiem, ze to ciezka I niewdzieczna robots, ale pare lat wstecz, pielegniarki w ramach strajku, odeszly od lozek dzieci chorych na raka I tego nie moge im darowac, (kobiety, matki)Garbusiarz cyklista
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    7
    9
    Zbyszek 1(2020-12-26)
  • W dzisiejszych czasach w których szufladkujemy wszystkich na ślepo i dajemy sie wplątywać bezmyślnie w nie nasze konflikty taka książka to skarb. Wszyscy jesteśmy ludźmi o różnych charakterach, temperamentach i celach. Znajdujemy sie w różnych sytuacjach życiowych, otaczamy sie różnymi ludźmi. To fantastycznie, że pani Sobczak pisze o ludziach. Wierzę, że bedzie to niezwykle wartościowa pozycja zwłaszcza kontekście historyczno-socjologicznym.
  • Bardzo interesujący temat publikacji, nie spotkałam się jeszcze z opracowaniem, które oprócz suchych faktów zawiera w sobie ludzkie historie. Gratulacje pani Marzeno, z chęcią przeczytam.
  • W Elblągu nie ma życia. Tu są tylko wspomnienia. Miasto umarło.
  • @Starzec62 - Tak mogło być. Ale to na pewno z covidowym dodatkiem (czyli 100% więcej)i dodatkowymi dyżurami. Żadna pielęgniarka tak nie zarabia, chyba, że jest dyrektorem. Jak już piszesz to pisz prawdę a nie mącisz ludziom w głowach. Tak powstaje fake news
Reklama