UWAGA!

Z Warszawy nad Zalew Wiślany, Spox

 
Elbląg, Paulina Guzowska wraz ze Spoxem
Paulina Guzowska wraz ze Spoxem (fot. Michał Skroboszewski)

Jak dojechać z Warszawy nad Zalew Wiślany? Najprościej samochodem, ale co to za atrakcja. Paulina Guzowska osiodłała Spoxa i w ubiegły piątek wyruszyła ze stolicy na końskim grzbiecie. Dziś przed nią ostatni etap tego szalonego rajdu: Elbląg – Zalew Wiślany. Zobacz zdjęcia.

Pomysł kilkudniowego rajdu z Warszawy nad Zalew Wiślany pojawił się spontanicznie. - Na początku miało być „kulturalnie”. Chciałam przyjechać koniowozem z koleżanką. Niestety koleżanka musiała uśpić swoją klacz. Następny pomysł był taki, żeby samej przyjechać nad morze koniowozem i spędzić tutaj miesiąc z koniem. To też nie wyszło. Na pomysł rajdu wpadłam spontanicznie – mówiła Paulina Guzowska, która na końskim grzebiecie jedzie z Warszawy nad Zalew Wiślany.

Koń ma na imię Spox, liczy już sobie ok 15 lat, więc jak na konia jest szanownym czterdziestolatkiem. Dziennie potrafi pokonać nawet 50-kilometrowe odcinki. Chociaż czasami Paulina jedzie na nim, zdarzają się też momenty, kiedy oboje idą na własnych nogach. Spox ma też swoje fobie.

- Na przykład boi się krów. Jestem z niego bardzo dumna, że przejechał obok nich bez strachu. Problemy były tez na wiadukcie, kiedy musieliśmy przejechać nad „siódemką” pierwszego dnia. On nie za bardzo ogarnia perspektywę i uważał, że samochody, które jechały niżej, wjadą w niego. Zawrócił i galopem wrócił na wał. Ostatecznie daliśmy radę – mówiła Paulina Guzowska.

Trasa rajdu wiodła przez wsie, czasem tak małe, że były problemy, żeby np. znaleźć sklep. Do tego pogoda płatała figle. - Pewnego dnia zmokliśmy tak, że miałam wszystkiego dosyć. W okolicy żadnego sklepu, gdzie można byłoby wypić coś gorącego. „Wbiliśmy” się na jakieś poprawiny po weselu, gdzie ja dostałam kawę i jedzenie, a konia poczęstowali marchewką – wspominała podróżniczka.

To pierwsza tak daleki rajd Spoxa i jego właścicielki. W ubiegłym roku Paulina Guzowska była na Mazurach, ale tam Spox pojechał koniowozem. I też dzienne odcinki były krótsze, bo ok. 25 kilometrów dziennie.

A co z droga powrotną? - To zależy od kondycji konia i od pogody. Jeżeli tylko pogoda i jego kondycja pozwoli, to spróbujemy wrócić też konno inna drogą. Ale to na razie sprawa otwarta – mówiła Paulina Guzowska.

SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Widziałam dziś panią i konia, przechodzili skrzyżowanie Rycerska - Giermków - Wigilijna, szli na Starówkę. Konik konieczni chciał się popaść, świeża trawa była. .. Gratuluję pomysłu i wytrwałości.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    29
    2
    Elbążanka(2019-09-13)
  • Nie w pełni popieram inicjatywę. To jest męczenie zwierzęcia. Gdzie są obrońcy zwierząt ? A. .. .wpierniczają schabow z kartofelkami bo to pora obiadu.
  • A czy kupy końskie pozbierane przez panią, gdy koniś nasrał po drodze ?
  • A czy kupy końskie pozbierane przez panią, gdy koniś nasrał po drodze ?
  • A co na to Pan Robert Koliński ?
  • Super przygoda i niezapomniane chwile spędzone z ukochanym zwierzęciem :)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    21
    2
    hvcbb(2019-09-13)
  • Nic nowego. Od jakiegoś czasu pewna pani przyjeżdża z kadyn bądz z Nowiny na koniu. Widziana często w okolicy ulic Królewiecka/ Fromborska. Ale fakt, w dobie motoryzacji, koń w mieście to już teraz obecnie atrkcja. A jeszcze 50 lat temu tak własnie większość nas inazych przodków podróżowała także po mieście. Mój pś. ojciec po okolicznych wioskach zwoził do naszej, nieistniejącej już, elbląskiej mleczarni, mleko wozem zaprzęgniętym w konia lub dwa konie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    16
    1
    /ALOJZY/(2019-09-13)
  • o widziałem na GRUNWALDZKIEJ KONIK SZEDL grzecznie.
  • Tylko kobieta moze miec takie pomysly. Co na to tow kolinski pewnie zaraz walnie czerwone dyrdymaly o dostepie do opieki weterynaryjnej dla zwierzat jaka bedzie po wyborach albo o ulatwieniach w karcie woznicy dla miastowych jakie proponuja czerwonuchy ... lot taki plankton i polityczne guano
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    10
    9
    Kreciol(2019-09-13)
  • Trzeba było konia zaczepić by ten złom konstal wywiózł z Elbląga. O ten ze zdjęcia.
  • Podziwiam za odwagę. To dość poważna wyprawa. Tylko mi konia szkoda. Bo to dużo pokonanych kilometrów po różnej nawierzchni. A to niedobrze wpływa na końskie stawy i kopyta.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    13
    2
    krytyk(2019-09-13)
  • RobertKoliński @Koczkodan - Tow. Koliński jak najbardziej popiera długie spacery i ekologiczne przechadzki, które ograniczają ilość emitowanych do atmosfery spalin, a także gorąco pozdrawia dżygitkę Paulinę oraz swojego rówieśnika, statecznego Spoxa:) PS. Końskie łajno jest świetnym nawozem dla roślin, wysuszone może też służyć jako paliwo do ogniska - polecam;) Hashtagi: #WakacjeNaKonskimGrzbiecie,#przyroda
Reklama