UWAGA!

Z wodą nie ma żartów

 
Elbląg, Patrole policji oraz WOPR kontrolują dzikie kąpieliska i upominają kąpiących się tam elblążan
Patrole policji oraz WOPR kontrolują dzikie kąpieliska i upominają kąpiących się tam elblążan (fot. WS)

Ponad 40 utonięć – tak tragicznego bilansu wakacyjnego na Warmii i Mazurach jeszcze nie było. Osoby wypoczywające, niestety, zapominają – będąc często pod wpływem alkoholu – jakie zagrożenie niesie woda. Dziewięć osób po wypadnięciu z łódek, kajaków, rowerów wodnych nie wypłynęło o własnych siłach na brzeg. Nie miały kapoków. Policjanci, strażacy, ratownicy medyczni oraz członkowie WOPR apelują o rozsądek i po raz kolejny ostrzegają: z wodą nie ma żartów.

Przed nami kolejny długi weekend. Z inicjatywy Komendy Miejskiej Policji w Elblągu dziś (13 sierpnia) na nabrzeżu z dziennikarzami spotkali się strażacy, funkcjonariusze patrolu wodnego, ratownicy medyczni oraz członkowie WOPR, by za pośrednictwem mediów, po raz kolejny, apelować o rozwagę.
       - Na Warmii i Mazurach podczas tego sezonu [od maja – red.] utopiło się ponad 40 osób – mówi asp. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy KMP w Elblągu. - To bardzo duża liczba i chcemy, by się nie powiększała. Ten sezon wypada tragicznie w statystykach. Podobnego na Warmii i Mazurach dotąd nie odnotowano. W Elblągu nie ma kąpielisk strzeżonych więc w upalne dni mieszkańcy odwiedzają tzw. dzikie kąpieliska – kontynuuje oficer prasowy elbląskiej policji. – Patrole wodne policji i WOPR sprawdzają i upominają, że w tych miejscach nie można się kąpać i nie dlatego, że jest to czyjeś widzimisię, tylko po prostu jest to bardzo niebezpieczne.
       W tym sezonie, niestety, i w Elblągu doszło do tragedii. W tzw. ciepłej wodzie przy ul. Mazurskiej utopił się 11-letni chłopiec oraz 58-letni mężczyzna.
       - To aż dwie ofiary, ale ten bilans i tak jest mniejszy niż w innych miejscowościach województwa, gdzie jest na przykład bezpośredni dostęp do jeziora – zauważa asp. Nowacki. - W Elblągu nie ma basenu, nie ma bezpiecznego kąpieliska, większość mieszkańców i gości wyjeżdża więc nad morze. Niestety, korzystają też z tzw. dzikich kąpielisk i to niesie duże zagrożenie.
       O przyczynach utonięć policjant mówi: - Wiele zależy od samych kąpiących się. To najczęściej alkohol – będąc „pod wpływem” można przeliczyć swoje możliwości. Kąpiący się myślą, że wszystko mogą, a okazuje się, że nie dopłyną do brzegu. Przyczyną utonięcia może być także brak zabezpieczeń typu kapok na łódce – wskazuje asp. Krzysztof Nowacki. - Kąpiący się zapominają również o tym, że dzikie kąpielisko ma nieukształtowane, zamulone dno, co powoduje, że osoba wejdzie do wody, ale już wyjść z niej nie może.
       Do tragicznego bilansu można doliczyć wypadek, do jakiego doszło w miejscowości Wysoka. Policjanci otrzymali zgłoszenie o zaginięciu tam mężczyzny. Wczoraj (12 sierpnia) jego ciało zostało wyłowione z miejscowego stawu.
       A jeśli jesteśmy świadkami niebezpiecznej sytuacji nad wodą i chcemy ruszyć z pomocą, jak zrobić to z głową?
       - Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że to my mamy być bezpieczni – radzi Marcin Siemieniewski, ratownik medyczny. - Jeżeli jest taka możliwość, tonącemu należy podać długi kij, bojkę ratowniczą, linę. Należy utrzymywać z nim kontakt słowny. Jeżeli już zdecydujemy się wejść do wody, musimy być świadomi tego, że to bardzo niebezpieczna sytuacja – ostrzega. - Osoba, która tonie może być pobudzona, może się szarpać, a to z kolei może nas kosztować życie.
       A jak udzielić pomocy przedmedycznej osobie, która udało się wyciągnąć z wody na brzeg?
       - Trzeba działać w sposób spokojny i usystematyzowany – mówi ratownik. – Po pierwsze, sprawdzić czy osoba poszkodowana jest przytomna. Jeżeli nie reaguje, trzeba głośno wołać o pomoc. Następnie należy sprawdzić czy osoba oddycha. Sprawdzamy przez ok. 10 sekund, nasłuchując i obserwując klatkę piersiową. Jeżeli oddechu nie ma, wykonujemy 5 oddechów wstępnych zatykając poszkodowanemu skrzydełka nosa. Następnie przechodzimy do 30 uciśnięć klatki piersiowej. Później akcja w algorytmie - 30 uciśnięć na dwa wdechy. To nie jest prosta sprawa – zaznacza Marcin Siemieniewski. - Woda w płucach będzie stanowiła opór więc wdechy idą ciężko. Akcję prowadzimy do momentu, gdy poszkodowany odzyska przytomność bądź przyjedzie zespół ratowników.
       A czasu na udzielenie pomocy tonącemu jest niewiele.
       - Po 4-5 minutach dochodzi do obumierania komórek nerwowych w mózgu – mówi ratownik.
       W akcje ratownicze, a później, niestety, także poszukiwawcze włączają się strażacy.
       - W tym sezonie na terenie miasta prowadziliśmy dwie akcje – mówi Zbigniew Markowski z grupy wodno-nurkowej JRG 2 Elbląg. – Najpierw w „ciepłej wodzie” utonęło dziecko, później mężczyzna. Byliśmy wzywani także do poszukiwań w Bartoszycach.
       Jednak najbardziej dramatyczna historia, którą nawet po kilkunastu latach ze smutkiem wspomina elbląski strażak, wydarzyła się w Braniewie: - Wówczas w rzece utopiło się 5-letnie dziecko. Rodzice przebywali z nim na działce, dziecko poszło umyć rączki i wpadło do wody. Rodzice zbyt późno zareagowali na zniknięcie malucha…
      
A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama