UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Olimpia nie zgasiła Znicza

 
Elbląg, Olimpia przegrała ze Zniczem
Olimpia przegrała ze Zniczem (fot. Anna Dembińska)

Tylko na zdobycie honorowego gola przez Przemysława Brychlika stać było piłkarzy Olimpii w meczu ze Zniczem Pruszków.  Podopieczni Adama Noconia potrafili wypracować sobie dobre sytuacje i... zabrakło wykończenia. Goście wykorzystali dwie okazje i zainkasowali komplet punktów. Olimpia Elbląg - Znicz Pruszków 1:2. Zobacz zdjęcia.

O sporym pechu mogą mówić piłkarze Olimpii Elbląg. Dziś (8 września) na własnym stadionie podejmowali sąsiada z tabeli – Znicz Pruszków. Kibice przez długi czas oglądali jednak powtórkę sprzed dwóch tygodni, kiedy żółto-biało-niebiescy podejmowali Stal Stalową Wolę. I podobnie jak wówczas, tak i dziś, pierwszą bramkę stracili w wyniku wydawać by się mogło niegroźnej sytuacji.

Kamil Wenger przejął zbyt długie podanie z głębi pola do Pawła Moskwika. Obrońca Olimpii podał piłkę do Sebastiana Madejskiego. Nic szczególnego: formacja obronna Olimpii często wykorzystuje swojego bramkarza do rozpoczynania akcji. Tym razem jednak Sebastian Madejski poślizgnął się na mokrej murawie i piłka go minęła. Najwięcej „zimnej krwi” zachował w tej sytuacji Paweł Moskwik który pobiegł za piłką, minął bramkarza Olimpii i strzałem na pustą bramkę wyprowadził Znicz na prowadzenie.

Olimpijczycy od pierwszego gwizdka ruszyli do ataków. Już w 4. minucie Michał Balewski strzelał niecelnie na bramkę Znicza. Goście odpowiedzieli potencjalnie groźnym dośrodkowaniem Marcina Bochenka ale Sebastian Madejski pewnie złapał piłkę i nie dopuścił do większego zagrożenia. Minutę później Damian Szuprytowski został wypuszczony przez Tomasza Lewandowskiego. Kilkudziesięciometrowy rajd został jednak zakończony bardzo niecelnym strzałem. A potem przyszedł czas na Kamila Wengera.

Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa przed szansą na podwyższenie wyniku stanął Marcin Bochenek, ale jego próba strzału była zbyt słaba, żeby bramkarz Olimpii miał problemy ze złapaniem piłki. Stracona bramka nic nie zmieniła w grze Olimpii, gospodarze ambitnie dążyli do wyrównania.

Stwarzali sobie sytuacje, ich gra wyglądała poprawnie do okolic pola karnego. W 18. minucie strzelał Michał Miller, po podaniu Damiana Szuprytowskiego, ale Bartłomiej Gradecki obronił . Dwie minuty później strzał Michała Kuczałka zablokowali piłkarze Znicza. Kilka minut później Damian Szuprytowski wykonywał rzut wolny z około 25 m. naprzeciw bramki gości, ale piłka poszybowała nad bramką.

W 30. minucie kontra Olimpii zakończyła się... żółtą kartką dla Damiana Szuprytowskiego. Pomocnik gospodarzy przy przewrotce trafił w rywala. Kilka minut później atakował Michał Miller jednak stracił piłkę przy linii końcowej boiska. W ostatnich minutach pierwszej części gry oglądaliśmy też potencjalnie groźne dośrodkowania Tomasza Sedlewskiego i Oskara Ryka – zabrakło jednak kolegi do wykończenia akcji. W 42. minucie Damian Sedlewski minimalnie chybił w polu karnym. Głową w mur – tak można opisać pierwszą połowę w wykonaniu żółto-biało-niebieskich. W obronie warto wyróżnić Tomasza Lewandowskiego, który kasował wszystkie potencjalnie groźne sytuacje pod bramką gospodarzy.

Druga połowa meczu rozpoczęła się od kolejnego już ataku Olimpii. Zakończył się on jednak rzutem rożnym i pretensjami gospodarzy w kierunku sędziego za niepodyktowanie rzutu karnego. W 50. minucie kolejny strzał nad poprzeczką – jego autorem był Tomasz Sedlewski. Goście odpowiedzieli strzałem Marcina Rackiewicza, ale Sebastian Madejski pewnie obronił.

Gorąco pod bramką Olimpii zrobiło się po godzinie gry. Dwa strzały gości Sebastian Madejski odbił przed siebie i gospodarze mogą mówić o łucie szczęścia, że nie nadziali się na dobitki rywali. W 71. minucie goście prowadzili już 2:0. Dariusz Zjawiński wykorzystał podanie z głębi pola i płaskim strzałem pokonał Sebastiana Madejskiego. I kiedy mogło się wydawać że Znicz może pakować trzy punkty do torby i wracać do Pruszkowa, gospodarze byli o centymetry, aby uratować remis. W 85. minucie Oleksij Prytuliak zacentrował w pole karne gości ale zabrakło wykończenia. Chwilę później Cezary Demianiuk strzelał niecelnie. Kontaktową bramkę dla gospodarzy ustrzelił Przemysław Brychlik który skierował piłkę tam gdzie powinien po dośrodkowaniu Cezarego Demianiuka. Napastnik Olimpii mógł zostać bohaterem meczu w doliczonym czasie gry, kiedy piłka po jego strzale odbiła się od słupka.

Trzy punkty pojechały do Pruszkowa. Olimpijczycy szansę na rehabilitację będą mieli w następną niedzielę. W Wejherowie zmierzą się z Gryfem – drużyną która po ośmiu kolejkach zajmuje ostatnie miejsce w tabeli.

 

Olimpia Elbląg – Znicz Pruszków 1:2 (0:1)

Bramki: 0:1 – Moskwik (12. min.) 0:2 – Zjawiński (71. min.) 1:2 – Brychlik (90. min.)

 

Olimpia: Madejski – Balewski, Lewandowski, Wenger, Sedlewski (72' Prytuliak), Miller (57' Demianiuk), Żołądź (83' Bednarski), Kuczałek, Szuprytowski, Ryk (70' Filipczyk), Brychlik

 

Zobacz tabelę II ligi

 

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg

SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama