UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblagu
Rek

To było jak jeden piękny sen

 
Elbląg, To było jak jeden piękny sen
fot. arch. prywatne

Prawie 20 lat temu zdobyli mistrzostwo świata jako formacja. Są sobie bliscy nie tylko dlatego, że oboje kochają taniec, ale przede wszystkim dlatego, że łączą ich więzy krwi. Z okazji okrągłego jubileuszu w rozmowie z nami wspominają zwycięstwo formacji Lotos Jantar podczas Mistrzostw Świata Formacji Tanecznych w 1999 roku.

Dominika Kiejdo: Jak zaczęła się Wasza przygoda z tańcem?

Katarzyna Goszka: Przygoda z tańcem rozpoczęła się przypadkowo. Przez ciekawość trafiłam na mój pierwszy w życiu kurs tańca. Szybko okazało się, że zdałam egzamin, który dopuszczał mnie do uczestnictwa w grupach Klubu Jantar. Wiedziałam już wtedy, że zostanę tam dłużej. Nie sądziłam jednak, że przygoda z tańcem będzie trwać do dziś.

Paweł Tomalczyk: To było około 27 lat temu, chodziłem do szkoły podstawowej. Koleżanki z klasy zaprosiły mnie i moich kolegów na kurs tańca, który odbywał się w ówczesnym EOK–u (Elbląskim Ośrodku Kultury – obecnie Światowid). Zajęcia odbywały się w weekendy. Pierwotnie myślałem, że będzie to taniec nowoczesny, dyskotekowy… Dopiero na zajęciach zorientowałem się, że czeka mnie taniec w parze. Uczyliśmy się pierwszych kroków walca, samby. I tak już zostało.

  Elbląg, Tak było 20 lat temu,
Tak było 20 lat temu, fot. arch. prywatne

 

- Czy fakt, że jesteście rodzeństwem, pomagał Wam w tworzeniu pary czy raczej był utrudnieniem?

PT: Zdecydowanie pomagał. Organizacyjnie łatwiej było ustalać wszystkie treningi, szkolenia i turnieje. Wiedzieliśmy, czego oczekujemy od siebie w tańcu. Mieliśmy wspólne cele i konsekwentnie do tego dążyliśmy.

KG: To, że jesteśmy rodzeństwem tworzyło wiele pozytywnych aspektów. Przede wszystkim ułatwiało sprawy organizacyjne, planowanie startów w turniejach, decydowanie o szkoleniach i dalszym rozwoju. Bardzo ważne było wzajemne zrozumienie.

 

- Jakie były Wasze największe taneczne osiągnięcia?

KG: Niewątpliwie przełomowy był 1999 rok. Wówczas zdobyliśmy indywidualnie Mistrzostwo Polski Amatorów w stylu standardowym oraz Mistrzostwo Świata Formacji Standardowych z programem Titanic. W najbardziej aktywnym tanecznie czasie braliśmy udział w wielu turniejach krajowych i międzynarodowych z bardzo dobrymi rezultatami.

PT: Mogę wymienić jeszcze kilka. Mistrzostwo Polski w stylu standardowym w kategorii dorośli, 17. miejsce na Mistrzostwach Świata w stylu standardowym, półfinał (7 m) największego i prestiżowego turnieju na świecie Blackpool Dance Festival w kategorii U21, Finał Mistrzostw Polski oraz Otwartych Mistrzostw Niemiec (German Open) w tańcach latynoamerykańskich i w 10 tańcach w kategorii młodzież i dorośli.

 

- Jak wspominacie dzień, w którym zdobyliście mistrzostwo świata jako formacja?

PT: To był fantastyczny dzień, spełnienie marzeń. W czasie przygotowań byliśmy jedną wielką rodziną, razem trenowaliśmy bardzo ciężko. W dniu mistrzostw byliśmy bardzo podekscytowani, zestresowani, ale też wiedzieliśmy, że mamy moc i jesteśmy dobrze przygotowani do walki o złoto. Po całym turnieju była wielka euforia, wszystko było trochę jak piękny sen, który wspominamy do dziś. No i ten Mazurek Dąbrowskiego odśpiewany przy pełnej hali ze złotym medalem na piersi! Tego się nigdy nie zapomni.

KG: Pamiętam, że tego dnia w Elblągu szalała ogromna burza. Powalone drzewa zablokowały nam dojazd na halę sportową, gdzie odbywały się mistrzostwa. Nie obyło się bez pomocy straży pożarnej. Wszyscy byliśmy podekscytowani i jednocześnie bardzo zestresowani. Ten dzień okazał się dla nas szczęśliwym. Tytuł mistrza świata sprawił, że do dziś wspominamy tę wspólną przygodę.

 

- Było to 20 lat temu. Co zmieniło się w Waszym życiu przez te 20 lat?

KG: Z aktywnego tanecznego zawodnika zostałam trenerem tańca oraz sędzią tanecznym w Federacji Tańca Sportowego. Od ponad 20 lat uczę tańca towarzyskiego na wszystkich poziomach i klasach zaawansowania. Bardzo lubię swoją pracę. Mam ten komfort, że moja praca to również moja pasja. Ponadto mam wspaniałą rodzinę - męża i dwie córki.

PT: Przeprowadziłem się do Gdyni. Jestem szczęśliwym mężem i ojcem. Pracuję dalej w tańcu, uczę tańca sportowego. Prowadzę własną działalność, sędziuję turnieje, kształcę się w zakresie tańca sportowego, ukończyłem kurs trenera sportu FTS. Działam w lokalnych strukturach tanecznych. Obecnie pełnię funkcję wiceprezesa Pomorskiego Związku Tańca Sportowego.

 

- Jak wspominacie czas przygotowań do sławnego Titanica, bo to właśnie ten układ przyniósł Wam mistrzostwo dwie dekady temu?

PT: Titanic to piękny film pełen emocji. Bardzo nas wszystkich zainspirował i wyznaczył cel, który chcieliśmy wyrazić tańcem. Był to okres bardzo pracowity, wielu wyrzeczeń, burzliwy... Trzeba było pogodzić dwadzieścia osób z ich charakterami. Praktycznie poza szkołą cały czasy byliśmy na treningu, szkoleniu albo obozach. Spędzaliśmy ze sobą cały swój wolny czas. Nie obyło się bez kłótni ale to normalne przy takiej grupie ambitnych ludzi. Nad wszystkim panował trener Antoni Czyżyk. Zawsze dochodziliśmy do kompromisów, ciężko trenowaliśmy, byliśmy konsekwentni i to pozwoliło nam zwyciężyć.

KG: Przygotowania do występu na mistrzostwach świata okupione były ciężkimi, wielogodzinnymi treningami całego zespołu. Począwszy od treningu ogólnorozwojowego, aż po trening techniczny czy wytrzymałościowy. Wspominam ten czas jako bardzo pracowity. Byliśmy bardzo zdeterminowanym i zgranym zespołem. Wszyscy stanęliśmy na wysokości zadania. Cieszę się, że byłam częścią tego teamu.

 

- Jak pracowało się z Antonim Czyżykiem? Był wymagającym nauczycielem?

KG: Antoni Czyżyk był trenerem bardzo konsekwentnym. Stawiał nam cele i ciągle podnosił poprzeczkę. Praca z nim przynosiła rezultaty. Myślę, że do dziś - sama jako trener - biorę z niego przykład.

 

PT: Bardzo profesjonalnie i konsekwentnie podchodził do każdego treningu. Był wymagający, ale też wyrozumiały. Miał bardzo dobry kontakt z każdym tancerzem. Potrafił doradzić, zmotywować, ale również zganić, jak było trzeba. Stawiał nam konkretne cele i wymagał dyscypliny treningowej. Doceniał nas za dobrą pracę i potrafił wynagrodzić. Był najsilniejszym charakterem z nas wszystkich. Prawdziwy trener i autorytet. Wiele nas nauczył. Dzięki jego szkole wyrośliśmy na silnych i zaradnych ludzi.

 

To pierwszy z wywiadów z tancerzami, którzy zdobyli 20 lat temu tytuł mistrzów świata formacji standardowych. Co tydzień na portEl.pl będziemy przybliżać sylwetki kolejnych mistrzów. 

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama