Przez pierwszy tydzień jest głośno, a potem już nikt nie pamięta…

W szkole w Łęczu schroniły się dwie rodziny, które straciły dach nad głową w wyniku poniedziałkowego (2 sierpnia) pożaru. Dorośli oraz dzieci, wśród których są kilkuletnie szkraby, śpią na materacach otoczeni workami z ubraniami i wieloma innymi rzeczami przekazanymi im przez ludzi poruszonych tragedią. – Nie chcemy tak bezczynnie siedzieć, chcemy ruszyć z budową nowego domu, ale brakuje nam pieniędzy, materiałów i zezwoleń – mówi Elżbieta Bąk. Zobacz więcej zdjęć.
- Siedzieliśmy na naszym pięknym ganeczku, piliśmy kawkę, gdy mama zobaczyła dym – mówi Małgorzata Górska, matka dziesięciorga dzieci (w październiku na świat przyjdzie jedenasta pociecha). - Myślała, że to może sąsiadka śmieci pali, ale nie. Zaczęła krzyczeć, że pali się nasza stodoła. Od stodoły obora, no i dom. Mąż szybko dzieci powynosił, niektóre były jeszcze w łóżkach. Wyszliśmy tak, jak staliśmy. Niektóre dzieci tylko w koszulkach, nawet bez butów …(płacz).
Małgorzata Górska mieszkała w tym pięknym, podcieniowym domu w środku wsi od 37 lat. To był jej dom rodzinny. Od lat mieszkali w nim wspólnie – Górscy i Bąki (brat pani Małgorzaty z żoną i 9-letnim synem). Górscy cieszą się sporą gromadą. Mają dziesięcioro dzieci, z których najmłodsze ma 2, a najstarsze 18 lat. W październiku na świat przyjdzie kolejne.
- Straciliśmy w zasadzie wszystko – dodaje Elżbieta Bąk. - Trochę rzeczy się wyniosło (czuć od nich zapach spalenizny), reszta się spaliła bądź jest zalana więc za dużo z tego nie będzie.
Z pomocą pogorzelcom natychmiast ruszyli sąsiedzi, burmistrz Tolkmicka, a także ludzie, których poruszyła ta tragedia.
- Bardzo dużo ludzi tu przyjeżdża, z Elbląga, okolicy i z Łęcza – mówi Elżbieta Bąk. - Przywożą ciuchy, chemię, jedzenie. Dużo ludzi przychodzi i chociażby siedzi z nami i rozmawia. To pomaga.
A czego najbardziej potrzebują pogorzelcy?
- Ubrań dla młodszych dzieci jest sporo, brakuje natomiast dla tych starszych – wskazuje pani Bąk. – Tak naprawdę jednak potrzebujemy pieniędzy na budowę domu, materiałów, by ruszyć z pracami. Chcielibyśmy, żeby władze się ruszyły i dały jakieś zezwolenia. Budować byśmy chcieli w tym samym miejscu, ale nie wiemy czy tam można.
- Można to rozwalić i sprzątać, ludzie pomagają – dodaje pani Małgosia.
Na miejscu, gdzie stał dom państwa Górskich i Bąków trwają prace porządkowe. Sąsiedzi i znajomi przyjeżdżają traktorami, ciężarówkami, wywożą gruz, pomagają. Trwa też jeszcze dogaszanie pogorzeliska. Czy jednak będzie można w najbliższym czasie w tym miejscu postawić nowy dom?
- Dużo zależy od decyzji konserwatora zabytków, która ma być dziś – mówił rano Andrzej Lemanowicz, burmistrz Tolkmicka. – Z gruntem nie powinno być problemów, bo to majątek rodzinny. Rodzice udostępnili im ten teren do mieszkania to pewnie teraz albo od razu przepiszą grunt na dzieci albo później, gdy te postawią nowy dom.
- Ci z zabytków pytali wczoraj dziadka czy będzie coś stawiał – mówi Małgorzata Górska. - Powiedział, że jak mu pomogą to tak. Na co oni, że wykreślają to z rejestru zabytków.
Zadzwoniliśmy do konserwatora zabytków.
- Sporządziliśmy protokół z oględzin, ale żadnej decyzji nie wydamy dopóki właściciel domu nie złoży stosownego wniosku – powiedziano nam w elbląskiej delegaturze Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. – Konserwator działa na podstawie ustaw. Jeżeli będzie wniosek o rozbiórkę to w konsekwencji musi być decyzja o wykreśleniu tego domu z rejestru zabytków, a to robi minister. Póki co żadnego wniosku nie otrzymaliśmy.
Jest natomiast zdeklarowana pomoc właściciela tartaku w Jagodnie Ryszarda Zagalskiego dotycząca pomocy w postawieniu pomieszczeń gospodarczych.
- Oferujemy bezpłatną pomoc – zapewniał nas dziś rano. – Jutro przekażemy materiały i będziemy je przywozić sukcesywnie. Jako przewodniczący Rady Powiatu mogę też zapewnić, że te rodziny otrzymają pomoc od władz powiatu. To są przecież nasi mieszkańcy, przekażemy im kwotę, ale jaką tego jeszcze nie wiem.
- W sprawie pomocy pogorzelcom ślemy też pisma do wojewody, marszałka, prezydenta – dodaje burmistrz Tolkmicka. – To sytuacja specyficzna, bo chodzi m.in. o rodzinę wielodzietną.
Póki co obie rodziny chcą przeprowadzić się do lokali zastępczych, bo w szkole mogą mieszkać tylko do końca miesiąca.
- My chcemy zostać w Łęczu, pracować, gruz przenosić, a nie siedzieć – mówi Elżbieta Bąk. - Też chcemy coś robić. Taka bezczynność jest dobijająca. Wiadomo, że od razu po pożarze to człowiek biegał, z wiadrami, wynosił, ale teraz tu siedzimy.
Jak zapewnił nas burmistrz Tolkmicka obie rodziny zostaną zakwaterowane w tymczasowych lokalach „na dniach”.
- Rodzina wielodzietna zamieszka w świetlicy środowiskowej – mówił Andrzej Lemanowicz. – Tam jest jedno duże pomieszczenie, które można, choćby kotarą, podzielić na dwa mniejsze, jest też kuchnia i łazienka. Łazienka zostanie zmodernizowana, zamontujemy prysznic. Natomiast dla drugiej rodziny szukamy lokum.
- Rodziny otrzymują też pomoc z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej – dodaje. – Jest to żywność, środki higieny, kilka kołder i poduszki. W sklepie został dla nich uruchomiony kredyt na zakup towarów żywnościowych. Zbliża się początek roku szkolnego więc na dzieci wypłacono środki, by skompletować im wyprawki.
Budujący jest widok sąsiadów i ludzi dobrej woli, którzy bezinteresownie ruszyli z pomocą pogorzelcom. Nawet małe dzieci pomagają przy porządkowaniu pozostałości domu, który strawił ogień. Ważne jednak jest to, by ta pomoc – również od władz, przedsiębiorców – była celowa i długoterminowa. By, kiedy emocje opadną, rodziny Bąków i Górskich nie zostały same.
- Wiadomo, że przez pierwszy tydzień jest głośno, a potem już nikt nie pamięta – cicho dodaje Małgorzata Górska.
***
W sprawie pomocy pogorzelcom można się kontaktować z Elżbietą Chochoł-Downar, tel. 699 916 442 lub 55 231 30 71. Dary można także zostawiać w szkole w Łęczu. Przydałaby się również pomoc w postaci wszelkich usług budowlanych, wynajmu sprzętu: koparek, traktorów oraz pomoc przy wywózce śmieci, uprzątnięciu terenu. W tej sprawie także kontaktować się można z Elżbietą Chochoł-Downar.
Można też wspomóc pogorzelców wpłacając pieniądze na konto Fundacji Elbląg (KRS 33301)
Bank PeKaO S.A. 46 1240 1226 1111 0010 0478 1746 z dopiskiem: „Pogorzelcy z Łęcza".
Agata Janik