Skrzydlaci ochroniarze

Jastrzębie, sokoły, sowy płoszą żurawie, jaskółki, szpaki. Płoszą – nie polują na nie, bo są w pracy. Na lotnisku wojskowym w Królewie Malborskim o bezpieczeństwo dbają wyjątkowi "ochroniarze" szkoleni przez Michała Bienia. Zobacz fotoreportaż.
- Jest bardzo towarzyski – przyznaje z uśmiechem sokolnik. - Lubi płoszyć małe ptaki, szpaki byłyby najlepsze, bo większych się boi. Odważniejsza jest jego siostra, bo i sama jest większa i cięższa, waży około kilograma.
Dygnitarz to młody drapieżnik. Niedawno obchodził swoje pierwsze urodziny. W lotniskowych wolierach mieszkają też inne ptaki m.in. sokoły i sowy.
- W zależności od tego, jaka jest pora roku, jaki sezon, płoszymy różne gatunki ptaków – wyjaśnia Michał Bień. - Wiosną obserwowane są przeloty gęsi czy żurawi. Teraz są problemy z jaskółkami i mniejszymi ptakami. Na szpaki trzeba jeszcze trochę poczekać. W różnych sezonach pracuję więc z różnymi ptakami płoszącymi – kontynuuje. - Sokoły latają dość wysoko i atakują głównie z góry. Myszołowce z rękawicy, na krótkim dystansach.
Jeśli ptactwo kryje się w trawie, nieoceniony okazuje się wyżeł niemiecki, Shanie. Też w wojskowej służbie.
Jednak nie tylko ptaki stanowią zagrożenie dla bezpiecznego startu samolotów. Ssaki również sprawiają kłopoty.
- Zając może wyjść na pas startowy, ale rzadko. Większe zagrożenie stanowi sarna – wskazuje Michał Bień.
Jednak to ptasi ochroniarze wiodą prym w Królewie. Pochodzą z hodowli zamkniętej, mieszkają w pobliskich wolierach, jadają mięso przechowywane w zamrażarce. Pracują kilka godzin dziennie.
- Część teraz się pierzy, część ma okres lęgowy, wszystkie więc nie latają – wyjaśnia Michał Bień. - Nie sposób też z dziesięcioma ptakami latać po lotnisku. W ciągu dnia korzystam minimum z trzech ptaków. W czerwcu-lipcu będzie ich więcej. Będą młode, które trzeba będzie ułożyć. Układanie ptaka do takiej pracy trwa miesiąc.
Michał Bień na wojskowym lotnisku w Królewie Malborskim pracuje od 2010 r. Jest tam każdego dnia, 7 dni w tygodniu, nie korzysta z urlopu. Swoją pracę bardzo lubi, choć przyznaje, że latem, gdy temperatury są wysokie, na pasie startowym bywa ciężko. Podczas upałów ptakom też nie chce się latać.
O pracy sokolnika (bo tak się ten zawód fachowo nazywa) myślał już w technikum leśnym.
- W szkole mieliśmy ośrodek rehabilitacji ptaków i tak polubiłem drapieżniki – mówi. - Ich układanie to wyzwanie. Ułożenie ptaka tak, by wracał na rękawicę, trwa około miesiąca. Nie wszystkie są jednak chętne do współpracy (śmiech).