UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Wizjonerzy bez wizji (Kartka z podróży, cz. 4, czyli felieton Marii Kasprzyckiej)

 
Elbląg, Wizjonerzy bez wizji   (Kartka z podróży, cz. 4, czyli felieton Marii Kasprzyckiej)
(fot. archiwum Marii Kasprzyckiej)
Reklama

Co włodarz w Elblągu to autowizjoner (taki wizjoner autokratyczny). A to tory wyprostuje, a to mosty pobuduje, stadion sobie wymarzy itp., itd. – od ściany do ściany. Ale wizji przyszłości miasta, jego kompletnego i konsekwentnego rozwoju nie uświadczysz. Za to dokumentów i zespołów strategicznych, stale aktualizowanych i znikomo realizowanych, których nikt poważnie nie traktuje – multum.

To bolesna konstatacja z ostatniej podróży. Podróże (nie mylimy z radosnym wypoczynkiem w odmiennych okolicznościach przyrody) nawet nie tyle kształcą, co otwierają oczy. Boleśnie doświadczyłam tego w Walencji.

To hiszpańskie miasto u wybrzeży Morza Śródziemnego rozwijało się przez wieki wzdłuż obu brzegów  rzeki Turia. Rzeka często wylewała, aż w 1957 roku nawiedziła miasto powódź, która spowodowała nie tylko wielkie straty materialne, ale i śmierć 81 osób. Znany, niekoniecznie ze swych cnót, dyktator Franco obiecał pomóc podnieść się miastu i w 1960 roku wykonano roboty przesuwające bieg i ujście rzeki na południe od miasta, które dla odmiany uzyskało do zagospodarowania ponad kilometr kwadratowy terenu w samym centrum. Początkowo planowano tam szeroką arterię komunikacyjną. Przeprowadzono jednak prawdziwe i szerokie konsultacje społeczne, które pokazały, że mieszkańcy chcą zieleni i terenów rekreacyjnych. Włodarze miasta, tacy prawdziwi, pracujący na rzecz mieszkańców, podjęli wyzwanie i całe stare koryto rzeki sukcesywnie zmieniali w niezwykły kompleks parkowy. W trakcie trzech dni przedreptałam ten ponad 10-kilometrowy odcinek od początku do końca, zaczynając od Oceanarium i kończąc na Bioparku. I padłam, tak ze zmęczenia, jak i wrażenia.

Oceanarium wieńczy budowę futurystycznego Miasta Sztuki i Nauki. Nazywany przez dumnych mieszkańców Walencji „Miastem Przyszłości” kompleks zaprojektował w 1991 roku pochodzący z Walencji architekt Santiago Calatrava, za wszystkim stał zaś ówczesny prezydent Walencji Joan Lerma. W kwietniu 1998 roku otworzono pierwszy obiekt kompleksu - L'Hemisferic. Niecały rok później kolejny prezydent Walencji Eduardo Zaplana otworzył Muzeum Nauki im. księcia Filipa, choć szerokiej publiczności udostępniono je dwa lata później. Oceanarium otwarto w 2003 roku, a w 2005 roku – Pałac Sztuk Królowej Zofii. Nieopodal stanął też Pałac Muzyki.

Dla odmiany na zachodnim krańcu koryta Turii powstał w 1980 roku rekreacyjny park Cebecera ze stawami, łąkami, bogatą roślinnością. Są miejsca do piknikowania, opalania, sprzęty do pływania. Nawet w styczniu gwarno. Obok, od 2008 roku – absolutnie wyjątkowy Bioparc. Jego ideą było uwolnienie zwierząt z klatek i umieszczenie w jak najbardziej naturalnych warunkach, edukowanie o tym, jak funkcjonują całe ekosystemy oraz uświadamianie ludzi o konieczności zachowania naturalnych środowisk dla dobra gatunków i całego świata. Pomiędzy tymi skrajnymi kompleksami – prawie 10 km parku – bogatego w rozmaitą roślinność, małą architekturę, boiska, korty, ścieżki rowerowe, wrotkarskie, dla biegaczy, oczka wodne itd. Mieszkańcy Walencji są radośni, bardzo świadomi ekologicznie, aktywni ruchowo. Idealne miasto.

  Elbląg, Wizjonerzy bez wizji   (Kartka z podróży, cz. 4, czyli felieton Marii Kasprzyckiej)
(fot. archiwum Marii Kasprzyckiej)

To wszystko było możliwe do zrobienia, ponieważ raz przyjęta - wcale nie tak gładko - wizja jest konsekwentnie realizowana i kontynuowana przez następców. Tego w naszym mieście się nie doczekaliśmy, a paroksyzmy inwestycyjne wynikają najczęściej z niespodziewanej przyczyny. Z usunięciem szkód w Bażantarni po wylaniu małej rzeczki przez dwa lata nie można sobie poradzić, a co dopiero powiedzieć o odkrytym basenie. Elbląg ma do zagospodarowania raptem dwie niewielkie niecki. Do realizacji wybrano projekt, który wielu elblążan oprotestowuje. Ja również, bo to projekt bez elbląskiej duszy, taki sobie standardzik. Naprawdę dobry pomysł elbląskiego architekta poszedł do szuflady.

Calatrava zrobił światową karierę, bo jego miasto pomogło mu wznieść się na sam szczyt. Ale to już całkiem inna bajka. To jest bajka, o której możemy tylko marzyć. I zazdrościć innym, że mają władze które czują swoje miasto, rozwijają je, wspierają jego mieszkańców i – przede wszystkim – faktycznie się z nimi otwarcie i rzetelnie komunikują.

Maria Kasprzycka, elblążanka
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama