„Żywa” lekcja historii

29 listopada 1830 r. młodzi podchorążowie wyszli ze szkoły i rozpoczęli powstanie na hasło rzucone przez Piotra Wysockiego. Dziś (29 listopada AD 2012) uczniowie elbląskich szkół ruszyli ich śladem wezwani przez Piotra Imiołczyka: - W młodości jest siła! Zobacz zdjęcia.
Już po raz trzeci nauczyciel historii, pasjonat, wychowawca młodzieży Piotr Imiołczyk zorganizował Marsz Podchorążych dla upamiętnienia zrywu młodych w Noc Listopadową roku 1830. Na jego zawołanie przed gmach Muzeum Archeologiczno-Historycznego przybyli uczniowie klas mundurowych: Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych przy ul. Rycerskiej, Zespołu Szkół Technicznych przy ul. Grottgera, Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 przy ul. Zamkowej, a także ich młodsi koledzy ze Szkoły Podstawowej nr 21. Na werblach grali uczniowie elbląskiej szkoły muzycznej.
O godzinie 15.30 wysłuchali rozkazu organizatora happeningu.
- Nie jesteście przebrani w mundury Szkoły Podchorążych z 1830 r. i jest to zabieg celowy albowiem to ma być mentalne przeżycie, ma wyjść z waszego ducha i serca – mówił Piotr Imiołczyk. - Chcę byście poczuli to samo, co ci młodzi chłopcy o godzinie 18, 29 listopada 1830 r., kiedy na słowa Piotra Wysockiego wyszli ze szkoły. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że albo pobudzą polski naród do powstania, albo zgniją w więzieniu bądź zostaną zesłani na Syberię – kreślił historyczny rys. - To, co było najbardziej tragiczne w tamtym momencie to fakt, że młodzi szli przez półtorej godziny w samotności. Szli krzycząc „Polacy, do broni!”, „Moskale naszych wyżynają!”, „Powstańcie!” i słyszeli tylko zamykane drzwi od willi i kamienic bogatej burżuazji, słyszeli patrole rosyjskie, ale szli dalej. Mierzyli się z potężną siłą patriotyzmu z jednej strony i strachu z drugiej.
- Ale wy się nie bójcie – zagrzewał młodych elblążan - albowiem w młodości jest siła! W Powstaniu Listopadowym nie zawiodła młodzież. Zawiedli starzy, wysłużeni generałowie i oficerowie, którzy w młodości oddawali życie za Napoleona, a później nie mieli wiary w naród polski i młodość. Dlatego powstanie upadło.
Na zawołanie Piotra Wysokiego: - Wybiła godzina zemsty! - z gmachu Muzeum, które dziś było „Szkołą Podchorążych”, wybiegło kilkunastu młodych. Do „walki” zagrzewał ich raper (tak współczesność styka się z historią). Dołączyli do szyku, który formował się na dziedzińcu i marszowym krokiem ruszyli w kierunku ul. Stary Rynek. Po drodze wznosili okrzyki, aranżowali także sceny historyczne z „Nocy Listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego (np. przed Ratuszem Staromiejskim pojawiły się Nike i Pallas Atena. Tam również uczennice SP nr 21 zaśpiewały „Warszawiankę”). Hotel Elbląg był dziś warszawskim Belwederem, z którego przed powstańcami uciekał Wielki Książę Konstanty. Dziś uciekał na plecach jednego z zaufanych, a w 1830 r. podobno uszedł z życiem dzięki temu, że przebrał się za kobietę i w ten sposób opuścił pałac.
Młodym uczestnikom elbląskiego Marszu Podchorążych było bardzo wesoło, a chyba nie do końca powinno. Nieznajomość historii jest bowiem niepokojąca. Dziennikarze pytali wybranych uczniów-uczestników dzisiejszej inscenizacji o Powstanie Listopadowe. Przykładowe odpowiedzi: „O Nocy listopadowej wiemy, że była”, „Powstanie upadło dlatego, że … w sumie to nie wiem”, „Marsz Podchorążych – nie wiem, skąd taka nazwa”. Inni byli nieco bardziej zorientowani w temacie: „Powstanie rozpoczęli podchorążowie, a upadło dlatego, że nikt nie chciał im pomóc”, „Powstanie wybuchło dlatego, że chcieliśmy odzyskać niepodległość”. Z rozwinięciem myśli było już dużo słabiej: „Przyszliśmy, bo musieliśmy, ale się podoba”. To pokazuje, że takie „żywe” lekcje historii są potrzebne, bo może przez zabawę młodzi co nieco zapamiętają.
Marsz Podchorążych zakończono przy krzyżu, przy katedrze pw. św. Mikołaja. Zapłonęły znicze.
- Mam nadzieję, że kiedyś, w przyszłości, na miejscu, w którym ja stoję będzie stał ktoś z was i poprowadzi następnych – mówił Piotr Imiołczyk. - Pamięć o historii Polski nigdy nie ma prawa zaginąć. Wy jesteście jej strażnikami albowiem wy odważyliście się teraz przyjść, żeby się pośmiać, ale i odczuć to, co jest najważniejsze. Patriotyzm to nie jest nic strasznego, można to robić w każdej sytuacji, nie tylko, gdy ktoś zmusza – zaznaczył nauczyciel.
O godzinie 15.30 wysłuchali rozkazu organizatora happeningu.
- Nie jesteście przebrani w mundury Szkoły Podchorążych z 1830 r. i jest to zabieg celowy albowiem to ma być mentalne przeżycie, ma wyjść z waszego ducha i serca – mówił Piotr Imiołczyk. - Chcę byście poczuli to samo, co ci młodzi chłopcy o godzinie 18, 29 listopada 1830 r., kiedy na słowa Piotra Wysockiego wyszli ze szkoły. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że albo pobudzą polski naród do powstania, albo zgniją w więzieniu bądź zostaną zesłani na Syberię – kreślił historyczny rys. - To, co było najbardziej tragiczne w tamtym momencie to fakt, że młodzi szli przez półtorej godziny w samotności. Szli krzycząc „Polacy, do broni!”, „Moskale naszych wyżynają!”, „Powstańcie!” i słyszeli tylko zamykane drzwi od willi i kamienic bogatej burżuazji, słyszeli patrole rosyjskie, ale szli dalej. Mierzyli się z potężną siłą patriotyzmu z jednej strony i strachu z drugiej.
- Ale wy się nie bójcie – zagrzewał młodych elblążan - albowiem w młodości jest siła! W Powstaniu Listopadowym nie zawiodła młodzież. Zawiedli starzy, wysłużeni generałowie i oficerowie, którzy w młodości oddawali życie za Napoleona, a później nie mieli wiary w naród polski i młodość. Dlatego powstanie upadło.
Na zawołanie Piotra Wysokiego: - Wybiła godzina zemsty! - z gmachu Muzeum, które dziś było „Szkołą Podchorążych”, wybiegło kilkunastu młodych. Do „walki” zagrzewał ich raper (tak współczesność styka się z historią). Dołączyli do szyku, który formował się na dziedzińcu i marszowym krokiem ruszyli w kierunku ul. Stary Rynek. Po drodze wznosili okrzyki, aranżowali także sceny historyczne z „Nocy Listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego (np. przed Ratuszem Staromiejskim pojawiły się Nike i Pallas Atena. Tam również uczennice SP nr 21 zaśpiewały „Warszawiankę”). Hotel Elbląg był dziś warszawskim Belwederem, z którego przed powstańcami uciekał Wielki Książę Konstanty. Dziś uciekał na plecach jednego z zaufanych, a w 1830 r. podobno uszedł z życiem dzięki temu, że przebrał się za kobietę i w ten sposób opuścił pałac.
Młodym uczestnikom elbląskiego Marszu Podchorążych było bardzo wesoło, a chyba nie do końca powinno. Nieznajomość historii jest bowiem niepokojąca. Dziennikarze pytali wybranych uczniów-uczestników dzisiejszej inscenizacji o Powstanie Listopadowe. Przykładowe odpowiedzi: „O Nocy listopadowej wiemy, że była”, „Powstanie upadło dlatego, że … w sumie to nie wiem”, „Marsz Podchorążych – nie wiem, skąd taka nazwa”. Inni byli nieco bardziej zorientowani w temacie: „Powstanie rozpoczęli podchorążowie, a upadło dlatego, że nikt nie chciał im pomóc”, „Powstanie wybuchło dlatego, że chcieliśmy odzyskać niepodległość”. Z rozwinięciem myśli było już dużo słabiej: „Przyszliśmy, bo musieliśmy, ale się podoba”. To pokazuje, że takie „żywe” lekcje historii są potrzebne, bo może przez zabawę młodzi co nieco zapamiętają.
Marsz Podchorążych zakończono przy krzyżu, przy katedrze pw. św. Mikołaja. Zapłonęły znicze.
- Mam nadzieję, że kiedyś, w przyszłości, na miejscu, w którym ja stoję będzie stał ktoś z was i poprowadzi następnych – mówił Piotr Imiołczyk. - Pamięć o historii Polski nigdy nie ma prawa zaginąć. Wy jesteście jej strażnikami albowiem wy odważyliście się teraz przyjść, żeby się pośmiać, ale i odczuć to, co jest najważniejsze. Patriotyzm to nie jest nic strasznego, można to robić w każdej sytuacji, nie tylko, gdy ktoś zmusza – zaznaczył nauczyciel.
A