UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblagu
Rek

Mały Pasłęk, wielka historia – co powstańcy listopadowi i styczniowi robili nad Wąską

 
Elbląg, Polskie oddziały przekraczają granicę z Prusami, obraz Dietricha Montena
Polskie oddziały przekraczają granicę z Prusami, obraz Dietricha Montena
Reklama

„Czy Polacy wybić się mogą na niepodległość?” – pytał w 1800 roku Tadeusz Kościuszko. Odpowiedzią rodaków były dwa powstania narodowe, które przeszły do historii jako listopadowe i styczniowe. Owszem, rzucenie wyzwania zaborczym potęgom i w 1830, i 1863 roku zakończyło się klęską, a nasi „poszli w bój bez broni”. Rozliczać należy jednak poszczególnych dowódców, a nie zwykłych żołnierzy, którzy albo ginęli na polu walki albo czekał ich los tułaczy po Europie. Jednym z przystanków na tej drodze okazał się Pasłęk.

Listopad, który skończył się w październiku
       Mgła, gdziekolwiek wzrokiem sięgnąć, i zacinający, jesienny, deszcz – w takiej scenerii ostatni żołnierze powstania listopadowego maszerowali, 5 października 1831, ku granicy rosyjsko-pruskiej. Kawalerzyści, piechota, artylerzyści, a na czele oficerowie wraz z wodzem naczelnym, generałem Maciejem Rybińskim – łącznie ponad 20 000 Polaków. Ich miejscem przeznaczenia było pole pod Brodnicą, gdzie musieli złożyć, w ręce pruskiej armii, broń i sprzęt wojskowy. Takie były warunki króla Fryderyka III Wilhelma Hohenzollerna, aby powstańcy zyskali na terytorium drugiego zaborcy tymczasowe schronienie. Gdy polscy żołnierze przybyli na teren Prus, czekały na nich pułk huzarów, kilka batalionów piechoty i bateria armat przeciwnika. Naprzeciw oddziałów zaborczych polscy trębacze zagrali „Mazurka Dąbrowskiego”, generał Rybiński potwierdził warunki kapitulacji w rozmowie z pruskimi wojskowymi, a potem...
       „Kawaleria stanęła na lewo, artyleria z piechotą na prawo od drogi. Rosły sterty karabinów, lanc i płaszczy, i niejedno w tym momencie oko żołnierskie zwilżyło się niewidzianą tam nigdy łzą gorącą, niejedna twarz pokryta bliznami stężała w niemym bólu […]. Oddawano broń tyle razy zwycięską, pamiętającą Grochów, Wawer, Dębe Wielkie i Iganie”. Łącznie Prusacy przejęli kilka tysięcy koni, 95 armat, park artylerii wraz z amunicją, a także kasę wojskową. Jedynie oficerom pozwolono zatrzymać przy sobie szpady, ale było to nie tyle marne, co żadne pocieszenie. Następnie, rozbrojonych Polaków poddano kilkudniowej kwarantannie, z tym że nie wszyscy dotarli na czas do miejsc obozowania. Skutek? Biwakowanie powstańców pod gołym niebem, bez szans na zdobycie opału i pożywienia – zaborcy zakazali rąbania gałęzi i kopania ziemi (choć ziemniaków wokół nie brakowało).

 

Polacy w Pasłęku? Nie, dziękujemy!    
       Prusacy do pewnego stopnia wyrażali szacunek wobec męstwa powstańców, ale wszelką sympatię oddzielali od interesów. Jeszcze w trakcie kwarantanny zdarzały się więc sytuacje, gdy polscy żołnierze niemal za bezcen oddawali kupcom kawaleryjskie lub artyleryjskie konie. Liczył się każdy grosz, który można było przeznaczyć na zakup chleba i mięsa, a tych wcale nie było pod dostatkiem. Wreszcie „wojsko polskie między 12, a 19 października przeszło czterema trasami, po 3 kolumny każda, z Brodnicy do nowych miejsc zakwaterowania. Jedna z tras wiodła przez Lubawę, Zalewo i Pasłęk do Elbląga”. Pasłęckie władze nie były specjalnie skore do przyjęcia Polaków – nad Wąską stacjonował batalion 4. Pułku Piechoty Landwehry, pochłaniający znaczną część miejskich środków. Protesty zdały się jednak na nic i na ziemi pasłęckiej rozlokowano ok. 270 oficerów i 3000 żołnierzy. W samym Pasłęku znalazło się miejsce dla 73 Polaków.
       Warunki, w jakich powstańcy mieszkali w pasłęckich domach, nie odbiegały specjalnie od pobytu Polaków w innych pruskich miejscowościach. Ranni żołnierze trafili do szpitala, a zdrowych rozkwaterowano po domach wskazanych przez burmistrza. Gospodarze kwater zapewne nie byli szczęśliwi z powodu przymusowych gości, ale mogli chociaż liczyć na wdzięczność pruskiego rządu, wyrażoną w monecie. Na utrzymanie podoficerów i żołnierzy Prusacy przeznaczyli bowiem 3 srebrne grosze i 6 fenigów (dziennie), na utrzymanie oficerów sztabowych – sześciokrotnie większą sumę. Mimo tego, Polacy byli traktowani jak zło konieczne – świadectwem raporty przesyłane do Elbląga generałowi Józefowi Bemowi. Jeden z dowódców pisał w nich, że „żołnierzom kompanii potrzeba: butów par 130, koszul  260, spodni 100, płaszczy 60. […] Niektórzy gospodarze wcale jeść nie chcą dawać, a na mieszkanie chlew przeznaczają bez pościeli”.

  Elbląg, Powstańcy styczniowi w walce, obraz Artura Grottgera
Powstańcy styczniowi w walce, obraz Artura Grottgera

 

Powstanie z Królewcem i Pasłękiem w tle
       Niegościnność mieszkańców szła w parze z coraz większą niechęcią władz wobec Polaków. Gdy prośby o ich powrót do Rosji nie poskutkowały, Niemcy zaczęli urządzać codzienne apele na kwaterach dla sprawdzenia liczebności internowanych. Politykę marchewki zastąpiła polityka kija, i to dosłownie – np. 22 grudnia 1831 pruscy huzarzy otoczyli opornych powstańców w Elblągu i dokonali masakry. „Kilku Polaków zabito pałaszami, kilko raniono i stratowano końmi, resztę zamknięto na dobę w zimnej ujeżdżalni, po czym pozwolono wrócić na dawne kwatery” (Bogusław Cygler)…Kilkadziesiąt lat później, w obliczu powstania styczniowego, Prusacy poszli o krok dalej i przyjęli otwarcie antypolską politykę. Niemal od razu po wybuchu zrywu nad granicę z Królestwem Polskim skierowano 4 korpusy – siłę stanowiącą połowę armii pruskiej. Z kolei tamtejszy premier, niesławny Otto von Bismarck, doprowadził do zawarcia z Rosją tzw. konwencji Alvenslebena. W jej myśl Rosjanie mogli np. bezkarnie przekraczać rosyjsko-pruską granicę w pogoni za Polakami.
       Centrum polskiej konspiracji w Prusach Wschodnich stał się wówczas Królewiec. Stąd tzw. Biuro Korespondencyjne informowało berlińską prasę o losach powstania, stąd zaopatrywano powstańców w broń, m.in. na Żmudzi. O skali tego ostatniego procederu niech świadczą miasta, z których ośrodek królewiecki sprowadzał karabiny czy pistolety – Lipsk, Hamburg, Düsseldorf, a nawet Liège. Jak transportowano oręż ze stolicy Prus do miejscowości nadgranicznych? Obowiązywały dwie praktyki – albo dostarczano broń przesyłkami pocztowymi do tamtejszych kupców, albo przewożono ją furmankami do miejsca przeznaczenia (w tym przypadku transport konwojowali konspiratorzy, zmieniający się co kilkadziesiąt kilometrów). A Pasłęk? Z polskiego punktu widzenia zapisał się negatywnie - w pobliżu miasta doszło bowiem do starcia sił pruskich z powstańcami. 31 Polaków trafiło do niewoli, a dowódca oddziału, Jan Ewald, wkrótce został rozstrzelony na rynku w Mławie…

Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Powstańcy listopadowi w Elblągu i na Żuławach” Bogusława Cyglera, „Rola Prus Wschodnich w powstaniu styczniowym” Barbary Groniewskiej, „Powstanie styczniowe” Stefana Kieniewicza oraz „Pasłęk: z dziejów miasta i okolic 1297-1997” pod red. nauk. Józefa Włodarskiego.

Tomasz Czapla
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem (od najstarszych opinii)
Reklama