40 mln zł dla Elektrociepłowni

Elektrociepłownia w Elblągu może dostać 40 mln zł dotacji z Unii Europejskiej na budowę elektrowni na biomasę - warunkiem jest uzupełnienie dokumentacji. Rozmawiamy z byłym prezesem Elektrociepłowni Robertem Szajem, pomysłodawcą tego projektu i autorem wniosku o dofinansowanie.
Piotr Derlukiewicz: - W zeszłym tygodniu ostatecznie zatwierdzono listę rankingową projektów, które uzyskały finansowanie w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko – Wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych. Projekt dotyczący rozbudowy Elektrociepłowni w Elblągu, którego Pan jest autorem, znalazł się na wysokiej, 23 pozycji pośród prawie 100 złożonych wniosków, oraz na krótkiej liście rankingowej 41 projektów, które mogą dostać dofinansowanie. Został bardzo wysoko oceniony pod względem merytorycznym. Projekt z Elbląga ma szanse na 40 mln zł. Jakie są założenia tej inwestycji?
Robert Szaj: - Chciałbym podziękować wszystkim, którzy pracowali przy tym wniosku, zespołowi technicznemu, pracownikom Elektrociepłowni oraz radzie nadzorczej, która ostatecznie zatwierdziła projekt, a także firmie doradczej. Moim celem było ustabilizowanie sytuacji ekonomicznej spółki poprzez dodanie elementu, który produkowałby niezwykle dochodową energie odnawialną. Chcieliśmy zbudować blok mocy ok. 20 MW opalany słomą.. Inwestycja ta jest jedną z wielu inwestycji w energię odnawialną Grupy Energa, która jest liderem produkcji tzw. energii zielonej. W ramach samej Grupy przygotowanych było kilkadziesiąt projektów inwestycyjnych w zieloną energię, na duże sumy. Ten projekt miał być elementem realizacji strategii Grupy.
Więc dlaczego tylko jeden projekt z Grupy Energa znalazł się na liście rankingowej. Przecież odbędzie się jeszcze tylko jeden konkurs na pieniądze z Unii Europejskiej na budowę ekologicznych elektrowni?
- Nie jest to pytanie do mnie. Mam nadzieję, że w kolejnym, ostatnim konkursie o pieniądze unijne wiele projektów, o których słyszałem, że są przygotowane, będzie ubiegać się o środki finansowe. To jest ogromna szansa dla Grupy Energa i dla naszego regionu.
Czy znalezienie się na tej liście oznacza, że dotacja do Elbląga trafi już teraz?
- Nie. Powiem szczerze , że udział w pierwszym z dwóch konkursów miał być próbą przed drugim konkursem, gdzie tak naprawdę chcieliśmy złożyć ostateczny wniosek. Oczywiście nie oznacza to, że wniosek, który teraz wygrał, był zły. Dołożyliśmy wszelkich starań, by złożyć najlepszy możliwy wniosek, robiliśmy to pierwszy raz, nigdy wcześniej Elektrociepłownia nie ubiegała się o środki unijne. Pomagali nam w tym doradcy, praktycy w realizacji podobnych inwestycji – panowie dr Sławomir Nosek, dr Piotr Gołąb, prof. Krzysztof Żmijewski. Ale to dopiero początek. W związku z tym, że walne zgromadzenie czekało z ostatecznym zatwierdzeniem inwestycji dość długo, niezasadne było wydawanie sporych środków na dokumentację oraz niezbędne załączniki do tzw. decyzji środowiskowych i pozwolenia na budowę. W moich zamierzeniach uzyskanie tych dwóch dokumentów, niezbędnych, by otrzymać środki unijne, miało nastąpić do 14 kwietnia przyszłego roku. To jest termin obligatoryjny. Jeżeli nie złoży się tych dokumentów, środki przepadają!. Działania rozpocząłem zaraz po otrzymaniu informacji, że wniosek przeszedł pozytywnie pierwszą turę oceny formalnej i merytorycznej. 14 maja tego roku, w związku z zakończeniem mojej kadencji, powołano nowy Zarząd Elektrociepłowni Elbląg. Mam nadzieję, że nowy Zarząd poczynił wszelkie niezbędne kroki w celu uzyskania tych dokumentów. I choć urzędy, które rozpatrują tego typu wnioski, twierdzą, że ich nie otrzymały, w mojej ocenie jest jeszcze wystarczająco dużo czasu, by w wymaganym terminie otrzymać prawomocne decyzje środowiskowe i pozwolenie na budowę. Termin jest krótki, ale przecież zmiana Zarządu nastąpiła po to, by było lepiej. Będę więc dopingował, by Elektrociepłownia zdołała uzyskać wszelkie niezbędne pozwolenia
A jeżeli nie uzyska pozwoleń w ciągu roku od złożenia wniosku, czyli do 14 kwietnia 2010, to środki przepadną?
- Dokładnie tak.
Pana oponenci twierdzą, że nie ma paliwa, czyli słomy, by palić w elektrowni na słomę.
- Oczywiście, że nie ma, bo Żuławy to teren górzysty, skalisty o słabo rozwiniętym rolnictwie, w przeważającej części opartym ma produkcji kauczuku z drzewa kauczukowego.
A serio?
- Szczegółowe badania ankietowe przeprowadzone przez zespół prof. Anny Grzybek z SGGW wyraźnie wskazują na nadpodaż słomy w naszym regionie.
Ale przecież pelet i brykiet może być lepszym paliwem, można je transportować na duże odległości i mają większą kaloryczność.
- Tak, jest to lepsze paliwo, ale dla jego producentów, a nie dla ekonomiki tego przedsięwzięcia. Technologia, którą chcieliśmy zastosować, pozwala spalać inne formy słomy czy biomasy, np. w formie brykietu czy peletu. Ale ja chciałem, by marża, którą sobie narzucają producenci peletu czy brykietu, została w Elektrociepłowni. Po co mamy coś zgniatać i mielić słomę, skoro i tak musimy to potem – ten pelet i brykiet – rozdrobnić. Technologię dobiera się pod możliwości paliwa na rynku lokalnym. Tak samo w Bełchatowie nie produkuje się energii z węgla kamiennego, tylko z brunatnego. Bo jest na miejscu. A jego kaloryczność jest niska, niekiedy niższa nawet od wysuszonej słomy. I nikt nie mówi, by wozić do Bełchatowa węgiel kamienny. Nawet uczniowie liceum popukaliby się w czoło. Moim celem było to, by to właśnie Elektrociepłownia zarabiała na produkcji energii elektrycznej, a rolnicy na dostarczanym paliwie. A nie producenci peletów czy brykietów. Zaznaczam, że technologia przyjęta pozowała także na spalanie pewnych ilości innych paliw. Jednak pieniądze, która miała zarobić Elektrociepłownia na produkcji energii elektrycznej, miały zostać w niej oraz trafić do rolników dostarczających paliwa do jej funkcjonowania.
Robert Szaj: - Chciałbym podziękować wszystkim, którzy pracowali przy tym wniosku, zespołowi technicznemu, pracownikom Elektrociepłowni oraz radzie nadzorczej, która ostatecznie zatwierdziła projekt, a także firmie doradczej. Moim celem było ustabilizowanie sytuacji ekonomicznej spółki poprzez dodanie elementu, który produkowałby niezwykle dochodową energie odnawialną. Chcieliśmy zbudować blok mocy ok. 20 MW opalany słomą.. Inwestycja ta jest jedną z wielu inwestycji w energię odnawialną Grupy Energa, która jest liderem produkcji tzw. energii zielonej. W ramach samej Grupy przygotowanych było kilkadziesiąt projektów inwestycyjnych w zieloną energię, na duże sumy. Ten projekt miał być elementem realizacji strategii Grupy.
Więc dlaczego tylko jeden projekt z Grupy Energa znalazł się na liście rankingowej. Przecież odbędzie się jeszcze tylko jeden konkurs na pieniądze z Unii Europejskiej na budowę ekologicznych elektrowni?
- Nie jest to pytanie do mnie. Mam nadzieję, że w kolejnym, ostatnim konkursie o pieniądze unijne wiele projektów, o których słyszałem, że są przygotowane, będzie ubiegać się o środki finansowe. To jest ogromna szansa dla Grupy Energa i dla naszego regionu.
Czy znalezienie się na tej liście oznacza, że dotacja do Elbląga trafi już teraz?
- Nie. Powiem szczerze , że udział w pierwszym z dwóch konkursów miał być próbą przed drugim konkursem, gdzie tak naprawdę chcieliśmy złożyć ostateczny wniosek. Oczywiście nie oznacza to, że wniosek, który teraz wygrał, był zły. Dołożyliśmy wszelkich starań, by złożyć najlepszy możliwy wniosek, robiliśmy to pierwszy raz, nigdy wcześniej Elektrociepłownia nie ubiegała się o środki unijne. Pomagali nam w tym doradcy, praktycy w realizacji podobnych inwestycji – panowie dr Sławomir Nosek, dr Piotr Gołąb, prof. Krzysztof Żmijewski. Ale to dopiero początek. W związku z tym, że walne zgromadzenie czekało z ostatecznym zatwierdzeniem inwestycji dość długo, niezasadne było wydawanie sporych środków na dokumentację oraz niezbędne załączniki do tzw. decyzji środowiskowych i pozwolenia na budowę. W moich zamierzeniach uzyskanie tych dwóch dokumentów, niezbędnych, by otrzymać środki unijne, miało nastąpić do 14 kwietnia przyszłego roku. To jest termin obligatoryjny. Jeżeli nie złoży się tych dokumentów, środki przepadają!. Działania rozpocząłem zaraz po otrzymaniu informacji, że wniosek przeszedł pozytywnie pierwszą turę oceny formalnej i merytorycznej. 14 maja tego roku, w związku z zakończeniem mojej kadencji, powołano nowy Zarząd Elektrociepłowni Elbląg. Mam nadzieję, że nowy Zarząd poczynił wszelkie niezbędne kroki w celu uzyskania tych dokumentów. I choć urzędy, które rozpatrują tego typu wnioski, twierdzą, że ich nie otrzymały, w mojej ocenie jest jeszcze wystarczająco dużo czasu, by w wymaganym terminie otrzymać prawomocne decyzje środowiskowe i pozwolenie na budowę. Termin jest krótki, ale przecież zmiana Zarządu nastąpiła po to, by było lepiej. Będę więc dopingował, by Elektrociepłownia zdołała uzyskać wszelkie niezbędne pozwolenia
A jeżeli nie uzyska pozwoleń w ciągu roku od złożenia wniosku, czyli do 14 kwietnia 2010, to środki przepadną?
- Dokładnie tak.
Pana oponenci twierdzą, że nie ma paliwa, czyli słomy, by palić w elektrowni na słomę.
- Oczywiście, że nie ma, bo Żuławy to teren górzysty, skalisty o słabo rozwiniętym rolnictwie, w przeważającej części opartym ma produkcji kauczuku z drzewa kauczukowego.
A serio?
- Szczegółowe badania ankietowe przeprowadzone przez zespół prof. Anny Grzybek z SGGW wyraźnie wskazują na nadpodaż słomy w naszym regionie.
Ale przecież pelet i brykiet może być lepszym paliwem, można je transportować na duże odległości i mają większą kaloryczność.
- Tak, jest to lepsze paliwo, ale dla jego producentów, a nie dla ekonomiki tego przedsięwzięcia. Technologia, którą chcieliśmy zastosować, pozwala spalać inne formy słomy czy biomasy, np. w formie brykietu czy peletu. Ale ja chciałem, by marża, którą sobie narzucają producenci peletu czy brykietu, została w Elektrociepłowni. Po co mamy coś zgniatać i mielić słomę, skoro i tak musimy to potem – ten pelet i brykiet – rozdrobnić. Technologię dobiera się pod możliwości paliwa na rynku lokalnym. Tak samo w Bełchatowie nie produkuje się energii z węgla kamiennego, tylko z brunatnego. Bo jest na miejscu. A jego kaloryczność jest niska, niekiedy niższa nawet od wysuszonej słomy. I nikt nie mówi, by wozić do Bełchatowa węgiel kamienny. Nawet uczniowie liceum popukaliby się w czoło. Moim celem było to, by to właśnie Elektrociepłownia zarabiała na produkcji energii elektrycznej, a rolnicy na dostarczanym paliwie. A nie producenci peletów czy brykietów. Zaznaczam, że technologia przyjęta pozowała także na spalanie pewnych ilości innych paliw. Jednak pieniądze, która miała zarobić Elektrociepłownia na produkcji energii elektrycznej, miały zostać w niej oraz trafić do rolników dostarczających paliwa do jej funkcjonowania.
PD