Cree łączy pokolenia

W środę (5 grudnia) zagrało w Mjazzdze Cree. Na koncercie pojawili się mocno nieletni, którzy przyszli z rodzicami, byli i tacy, którzy mogliby uchodzić za rodziców chłopaków z Cree. Było rockowo, bluesowo i absolutnie dla każdego. Zobacz fotoreportaż.
Koncert Cree zebrał całkiem sporą ilość fanów, czemu trudno się dziwić. Tyski zespół gra bowiem bardzo klimatycznie, z życiowymi niebanalnymi tekstami, niekomercyjnie. Rozpływać się można nad głosem Bastka Riedla, nad pełną ekspresji grą klawiszowca Adama Lomanii, czy wreszcie nad faktem, że pod sceną bawiło się towarzystwo w przedziale wiekowym 7-77 lat. Już samo to świadczy o ponadczasowości muzyki, którą tworzy zespół.
Cree promowali swoją najnowszą płytę "Diabli Nadali" i pierwszą część koncertu poświęcili nowym kawałkom. Zagrali, między innymi "Highway", "Cały nasz świat" czy "Uśmiech losu" W drugiej części przeszli do utworów znanych i lubianych, jak "Tacy sami", "Kramek", "Po co więcej mi". Stworzyli niepowtarzalny nastrój, który idealnie wpasował się w gabaryty Mjazzgi, której często zarzuca się, że jest zbyt mała na takie koncerty. W tym przypadku wyszła kombinacja idealna, absolutnie niepowtarzalna. Rockowa, o silnym zabarwieniu bluesowym, przypominająca muzykę lat 60. i 70. Publiczność nagrodziła chłopaków ogromnymi brawami, skandowaniem, krzykiem o jeszcze. Cree nie dało się długo namawiać. Wychodzili jeszcze dwa razy śpiewając na pierwszy bis "Twoja Wina", a na drugi "Parę Lat". I nie śpiewali sami – każdy, kto był w Mjazzdze przecież to znał.
– Oni są niesamowici – mówiła Asia, wierna fanka Cree – Był taki czas, że jeździłam za nimi po całej Polsce. Gdzie to ja się za nimi nie wybrałam! To bardzo mili ludzie, otwarci na swoich fanów. Zdarzyło mi się kiedyś, w Gdańsku, zostać dłużej po ich koncercie, żeby porozmawiać z Bastkiem i resztą chłopaków. Nagle okazało się, że nie mam jak dojechać na dworzec główny, więc... podwieźli mnie! To są prawdziwi ARTYŚCI!
Cree promowali swoją najnowszą płytę "Diabli Nadali" i pierwszą część koncertu poświęcili nowym kawałkom. Zagrali, między innymi "Highway", "Cały nasz świat" czy "Uśmiech losu" W drugiej części przeszli do utworów znanych i lubianych, jak "Tacy sami", "Kramek", "Po co więcej mi". Stworzyli niepowtarzalny nastrój, który idealnie wpasował się w gabaryty Mjazzgi, której często zarzuca się, że jest zbyt mała na takie koncerty. W tym przypadku wyszła kombinacja idealna, absolutnie niepowtarzalna. Rockowa, o silnym zabarwieniu bluesowym, przypominająca muzykę lat 60. i 70. Publiczność nagrodziła chłopaków ogromnymi brawami, skandowaniem, krzykiem o jeszcze. Cree nie dało się długo namawiać. Wychodzili jeszcze dwa razy śpiewając na pierwszy bis "Twoja Wina", a na drugi "Parę Lat". I nie śpiewali sami – każdy, kto był w Mjazzdze przecież to znał.
– Oni są niesamowici – mówiła Asia, wierna fanka Cree – Był taki czas, że jeździłam za nimi po całej Polsce. Gdzie to ja się za nimi nie wybrałam! To bardzo mili ludzie, otwarci na swoich fanów. Zdarzyło mi się kiedyś, w Gdańsku, zostać dłużej po ich koncercie, żeby porozmawiać z Bastkiem i resztą chłopaków. Nagle okazało się, że nie mam jak dojechać na dworzec główny, więc... podwieźli mnie! To są prawdziwi ARTYŚCI!
Urszula Nowik